7
Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25-26]
Filipińczycy walczą i... podpisują pokój | Podwójny pogrzeb | Powrót na Cebu | Filipińczycy atakują | Relikt czy replika?
Dziś wracamy na Cebu. Ale zanim podejdziemy do terminalu promowego, zaglądamy do miejscowej katedry pod wezwaniem św. Józefa Robotnika. Kościół wygląda na dwudziestowieczny, aczkolwiek Wikipedia wskazuje, że pochodzi z XVI wieku. Może to przez otynkowane i pomalowane na biało i różowo elewacje. Natomiast sąsiadująca ze świątynią kamienna dzwonnica wygląda na starszą, bo XIX-wieczną. Wewnątrz barokowy ołtarz z kilkoma kolorowymi figurami i obfitym złoceniem. To samo dotyczy ołtarzy bocznych. Tych złoceń za rok będzie znacznie więcej, gdyż w kościele trwa wielki remont. Na rusztowaniach wypełniających nawę główną pracują robotnicy, może powinienem powiedzieć – artyści, którzy na nowo wykonują ścienne i sufitowe malowidła.
Zaglądamy również do niewielkiego lokalnego muzeum (National Museum of the Philippines Bohol). Tu trochę sprzętu domowego, między innymi pojemniki do noszenia wody wykonane z bambusa lub z łupiny kokosa. Są też drewniane misy i inne akcesoria domowe. W drugiej salce w gablotach i na planszach przedstawiono historię opanowywania tych ziem przez kolonizatorów. Zwraca uwagę obraz przedstawiający, można powiedzieć, „Akcję Kutschera” – napad miejscowych partyzantów na autobus z żołnierzami. Są również obrazy przedstawiające dwie postacie Tamblota i Dagohoya. To miejscowi przywódcy z drugiej połowy XVIII i początku XIX wieku, którzy organizowali powstania przeciwko najeźdźcom. Młodzi mężczyźni zostali uwiecznieni z łukami i maczetami. Jest tu również portret przywódcy z wyspy Bohol – Datu Sikatuny. Ten ostatni w 1565 roku zawarł sanduguan – pakt krwi z hiszpańskim konkwistadorem Miguelem Lópezem de Legazpi*/. Jest również makieta oraz tablice wyjaśniające powstanie Wzgórz Czekoladowych.
W kolejnej sali opisane są diwata – nadprzyrodzone stwory. Jest to szeroko rozpowszechniony wierzenie, w którym duchy natury są zwoływane dla społeczności przez religijnego lidera zwanego bailan, aby pomógł i zabezpieczył owocne zbiory udane połowy i polowania i zabezpieczył przed złym przed omenami. W zamian społeczność Manobo oferuje ceremonię dziękczynną rozgrywającą się na farmie, w lesie lub w jaskini albo na wybrzeżu. Pieśni i tańce tworzą rytuał, podczas którego przygotowane są kurczaki, wieprzowina, ryż, tytoń, sól i orzechy i wino są darami materialnymi dla duchów i są dzielone przez wspólnotę. Na Bohol myśliwi polujący na dzikie świnie i jelenie zachowują szczęki tych zwierząt i zwracają je do lasu podczas tego rytuału. Zwyczaj ten jest rozpowszechniony na Filipinach w szczególności na Luzonie w prowincji Ifugao leżącej w paśmie górskim Cordillera Central. Dywity mieszkają w drzewach, jaskiniach, na wzgórzach i w górach, w strumieniach, rzekach i jeziorach, czyli są podobne do polskich strzyg żyjących na bagnach, które są niebezpieczne dla tych, którzy wkraczają na ich teren, ale mogą udzielić błogosławieństwa mieszkańcom, którzy postrzegają ich jako dobre. Wejście do lasu przez myśliwych polujących na dzikie świnie wymagało uzyskania przychylności bogini lasu, którą jest Larawag, ale oczywiście były diwanty żyjące w zbiornikach wodnych, a nawet w powietrzu. Tak więc zwyczaj był niezbędny dla uzyskania przychylności tych stworzeń. Składano te dary na stole, oczywiście można było umieścić je na tratwie bambusowej i ekspediować na pełne morze.
Znajduje się tu również mała kolekcja archeologiczna, między innymi zrekonstruowane miejsca pochówku w prymitywnych skrzyniach. Są też starsze znaleziska sprzed 2500 lat temu, kiedy to ludy zamieszkujące chowały zmarłych w dużych, czasem ozdabianych wzorkami, glinianych naczyniach. Oczywiście, tego rodzaju pochówki w naczyniach były praktykowane na dużym na olbrzymim terenie Azji od Libanu po Japonią i Indonezja. Wiele takich zniszczonych, połamanych funeralnych skorup widziałem w różnych muzeach archeologicznych. Najlepiej zapamiętałem gliniany "kokon" w muzeum w Telawi (Gruzja). Najciekawsze jest jednak to, że praktykowano pierwotne i wtórne pochówki. Ciało, wstępnie złożone do naczynia glinianego, było uważane za żywe i przez pewien czas "dokarmiane". Po rozłożeniu zwłok kości były oczyszczane z resztek mięsa i przenoszone do nowego dzbana. Notabene, praktykowano dwa sposoby umieszczania zwłok w dzbanie: nakładanie dzbana na związane siedzące zwłoki lub też wpychanie ciała do stojącego dzbana. Ten pierwszy wariant stosowano głównie w Egipcie. Mniej więcej 1000 lat temu na Filipinach zrezygnowano z dzbanów i zaczęto wprowadzać wspomniane trumny (skrzynie). I teraz niespodzianka: wiele czaszek znalezionych w tych miejscach pochówku była nosi ślady celowej deformacji. Te zabiegi były dość popularne, zarówno w Afryce jak i w innych kulturach i były wykonywane ze względów estetycznych. Wydłużona czaszka jest po prostu... ładna. Praktyki te były kontynuowane nawet w czasach w erze hiszpańskiego kolonializmu. Okej, wystarczy tej kultury i etnografii. Wychodzimy z muzeum.
Kilkaset metrów dalej, w kościele pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny z Lourdes coś się dzieje. Trwają uroczystości komunijne, kilkadziesiąt chłopców i dziewczynek wraz z rodzicami stoi przed kościołem. Chłopcy w czarnych spodniach i białych koszulach, dziewczynki w białych sukienkach komunijnych i welonach. Dzieci dostały właśnie dyplomy z okazji pierwszej komunii widać, że przeżywają dzisiejsze uroczystości. Pozują, fotografują się z rodzicami.
Jesteśmy już w porcie. Bilety na Cebu są trochę droższe płynąć będziemy po dłuższej trasie niż poprzednio. Nasz prom Lite Ferries ma trzy poziomy dla pasażerów, a na każdym z nich setki piętrowych leżanek. Podobnie jak poprzednio, prom jest prawie pusty. Po kilku godzinach dopływamy do Cebu. To, jak wspomniałem, gigantyczne miasto i z pewnością poznanie go wymagałoby paru dni. My jednak nie mamy ochoty, ograniczymy się do paru miejsc. Tuż po północy mamy samolot do Manili.
Idziemy pod twierdzę lub, jak chce inni, fort San Pedro (Moog ng San Pedro). Miguel López de Legazpi zzbudował tu w połowie XVI wieku drewnianą warownię Fuerte de San Pedro, która 100 lat później została przekształcona w widoczny przed nami 50-arowy murowany fortna planie trójkąta. Sześciometrowej wysokości mury łączą trzy bastiony zwane La Concepción, Ignacio de Loyola i San Miguel. Po zwycięstwie armii amerykańskiej nad wojskami contraalmirante Patricio Montojo w bitwie o Zatokę Manila, fort dostał się w ręce rodowitych Cebuańczyków a później wpadł w łapy Amerykanów. Po uzyskaniu niepodległości w 1946 roku obiekt stopniowo niszczał, ale władze (po długich dyskusjach) ostatecznie zdecydowały się zachować ten pomnik zniewolenia. Do środka prowadzi kamienna brama zwieńczona hiszpańskim herbem.
Zerkamy jeszcze na wzniesiony przed murami pomnik Miguela Lópeza de Legazpiego i wchodzimy na wewnętrzny dziedziniec.
W Cuerpo de Guardia – głównym budynku, który zachował się na terenie fortu – urządzono niewielkie muzeum. Wewnątrz niewielka sala wystawowa opisująca historię podboju Filipin przez Hiszpanów. Portret Ferdynanda Magellana, obraz przedstawiający przybycie żołnierzy hiszpańskich niosących krzyż w jednej dłoni i miecz w drugiej; naprzeciw "dzikusy”, które biją pokłony. Jest również tu portret Miguela Lopeza de Legaspi, który założył pierwsze miasto na Filipinach w 1565 roku. Muzeum wzbudza mój niesmak. Podobne odczucia miałem chyba w Kalkucie, gdy oglądałem muzeum poświęcone obecności Brytyjczyków w Indiach. Nie potrafię zrozumieć, jak można tak hołubić najeźdźców, pokazywać benefity płynące z ich inwazji. Przecież większość mieszkańców Indii czy Filipin to ludność rdzenna, która miała swoje tradycje, swoją kulturę. Nieważne czy prymitywną, czy rozwiniętą. Ludność, która została najechana przez chrześcijan z Zachodu. Często w takich wypadkach sprawy są przedstawione tak, jakby historia kraju zaczęła się od przyjazdu Europejczyków. Jak to? Pierwsze miasto na Filipinach było założone przez Hiszpanów? Nie było tutaj miast wcześniej?! Jak dla mnie kolonializm, podboje kolonialne, to jedna z największych niesprawiedliwości świata. Kilka narodów europejskich korzystając z korzystnego położenia w basenie Morza Śródziemnego i nad Atlantykiem próbowało opanować cały świat mordując „niewiernych” i niosąc słowo Chrystusa, a później czerpiąc niewyobrażalne zyski materialne i ludzkie z podbitych ziem. Dziś rdzenni mieszkańcy Ameryki Północnej i Łacińskiej, Afryki i wielu krajów azjatyckich są często zredukowani przez białą rasę do etnograficznych ciekawostek. To wielka krzywda i niesprawiedliwość, powtórzę się**/.
Przed bramą trwa ślubna sesja zdjęciowa. Młoda para w otoczeniu sześciu drużek fotografuje się na tle fortu. Tylko dlaczego pan młody ma brązowe buty do czarnego garnituru?
Przenosimy się do parkowej przestrzeni Plaza Independencia. Tu znajduje się, o zgrozo! kolejny monyment poświęcont Miguelowi López de Legazpi. To tak, jakby na Krakowskim Przedmieściu przed Pałacem Prezydenckim pozostawić po odzyskaniu niepodległości pomnik namiestnika Królestwa Polskiego Iwana Paskiewicza! Niesamowite.
Przechodzimy teraz podcieniami biegnącymi wzdłuż jednej z głównych ulic. Zauważam, że od dłuższego czasu towarzyszy nam dwóch chłopaków poruszających się za nami w odległości kilku metrów. Niby zwykła sytuacja, ale odwracając się dyskretnie kilka razy, wciąż ich widzę. Wyrównuję krok z Cecile i przechodzę na jej lewą stronę, po której niesie torebkę.
– Coś nie tak? – pyta.
– Nie, nie...
Po kilku sekundach jeden z chłopców decyduje się na atak. Podbiega z prawej strony do Cecile i wykonuje gwałtowny ruch.
– Łaaa!! – wydaję z siebie nieartykowany dźwięk i rzucam się w jego kierunku.
Chłopak odskakuje, oba wyrostki wybiegają na ulicę, a ja ruszam w pościg za jednym z nich. Widzę jednak, że nie ma torebki ze sobą. Wracam do oszołomionej dziewczyny.
– Uciekli... Nic ci się nie stało?
– Zerwał mi łańcuszek. – O kurczę! Wychodzę na ulicę, patrząc, czy nie zobaczę jeszcze tego gnojka. Nie ma. Zwykły ruch uliczny.
– On dużo nie kosztował – mówi Cecile, uprzedzając moje pytanie. – Srebrny był...
– Ale szkoda mi medalika, to była pamiątka...
Jesteśmy oboje zdenerwowani. Cała akcja trwała może 30 sekund, moje okrzyki, które wydawałem podczas krótkiej gonitwy za Filipińczykiem, tylko na krótko przyciągnęły uwagą przechodniów.
– Szli za nami cały czas... – próbuję przeanalizować sytuację.
Czuję się odpowiedzialny zabezpieczeństwa Cecile. Pierwszy raz zdarzyła mi się taka sytuacja. Owszem, przy wyjeździe do Włoch byłem świadkiem próby wyrwania jednemu z uczestników trampingu saszetki, także usiłowania kradzieży rzeczy z plecaka. Ale tym razem był to bezpośredni napad na moją towarzyszkę podróży. I co warte dostrzeżenia, zdarzyło się to nie w "dzikim" Egipcie czy "barbarzyńskich" Indiach, lecz na "porządnych" katolickich Filipinach. – Mam nadzieję, że tego gnojka dopadnie Sarangay.
– Sarangay? – To taki filipiński minotaur, pół człowiek pół byk, nosi kolczyki z klejnotami. Pilnuje skarbów i brutalnie karze złodziei.
Sarangay ma reputację bezwzględnego strażnika skarbów w folklorze Ibanagów z Doliny Cagayan. Karanie złodziei to jego główna funkcja w tych opowieściach. Gdy ktoś spróbuje mu wyrwać klejnotu z uszu, stwór go łapie i zabija złodzieja na miejscu. Nie ma negocjacji, nie ma drugiej szansy. Ibanagowie używają tej historii do wychowania dzieci i dorosłych. Przesłanie było proste: nie kradnij, nie bądź chciwy, szanuj to co należy do duchów i przodków. Strach przed Sarangajem chroni groby, święte miejsca i skarbce rodowe przed rabusiami. Kara jest tak tak surowa?, by utrzymać równowagę między światem ludzi a światem duchów.
Zaglądamy do najstarszego w kraju kościoła katolickiego, bazyliki Santo Niño (Basilika Minor sa Santo Niño sa Sugbo). Co prawda nic nie pozostało z kościoła ufundowanego przez augustiańskich zakonników (1565), dzisiejsza budowla pochodzi z 1740 roku i jest mieszanką stylów: baroku sejsmicznego***/ i neoklasycystycznego z domieszką sztuki islamskiej. Kościół jest przysadzisty, z wieżą niewiele wyższą od nawy. Fasada pokryta jet kilkoma płaskorzeźbami na dwóch poziomach i zwieńczona trójkątnym tympanonem. Zaglądamy przez bramę ozdobioną trójlistnym ukiem do środka. Tłum wypełnia nawę, trwa masza. W głębi widoczny jest jasno podświetlony ołtarz.
– Może zajrzymy tu później? – proponuje Cecile.
– Tak, rozejrzyjmy się po okolicy.
Kilkaset metrów dalej, na Plaza Sugbo znajduje się sławny krzyż przywieziony na Cebu przez Magellana w 1521 roku. Postawiono go wewnątrz niewielkiego pawilonu, którego kopuła pokryta jest wątpliwej wartości artystycznej malowidłami. Jeden z obrazów przedstawia chrzest Rajaha Humabona, wladcy filipińskiego, który miał pecha spotkać Magellana. Po przyjęciu chrześcijańskiego imienia Carlos zawarł pakt krwi z Magellanem, a ten pomógł mu zwalczyć datu Lapulapu. Wracając do krzyża – to, co tu widać ma nie więcej niż 200 lat. Rzekomo oryginalny krzyż umieszczono wewnątrz tu stojącego, by uniemożliwić wiernym odszczypywaniu fragmentów krzyża traktowanych później jako relikwie. Moim zdaniem wygodna legenda dla miejscowych katolików i turystów****/.
Z kościołem sąsiaduje augustiański konwent i centrum pielgrzymkowe. Na dziedzińcu ustawione żelazne stojaki ma których Filipińczycy zapalają świece i znicze. Tysiące płomyków łagodniechyboczą się w zapadającym mroku. Jest nastrój.
Zaglądamy ponownie do wciąż otwartego kościoła. Trwa kolejna msza.
– Musiało mnie przewiać. Albo to ta klima w autobusie, albo gdzie indziej.
Punktualnie o godzinie 0:45 odlatujemy do stolicy.
_______________________________________
*/ Ceremonia obejmowała nacięcie ramienia sztyletem i zanurzenia łokcia w naczyniu wypełnionym winem a następnie
**/ Trzeba jednak pamiętać, że muzułmanie arabscy również mają swój udział w kolonizacji i wyzysku Afryki i Azji. To przecież arabscy kupcy organizowali polowania na „czarnych dzikusów” we Wschodniej Afryce, to arabscy przedsiębiorcy zakładali miasta w Indiach, na Cejlonie i Azji Południowo-Wschodniej i tu eksploatowali miejscową ludność.
***/ Barok sejsmiczny (barroco sísmico) rozwinął się na obszarach o wysokiej aktywności sejsmicznej i wykształcił formę dostosowaną tak, by budynki przetrwały trzęsienia ziemi: masywne przypory, grube zwęąające się mury, przysadziste wieże i brak kopuł.
Przykładem stylu są kościoły w Paoay i Santa Maria (Filipiny), także w Arequipie (Peru) i Antigua Guatemala (Gwatemala).
****/ Wiele wskazuje, że oryginalny krzyż został spalony przez Cebuańczyków po klęsce Hiszpanów pod Mactan. Umieszczony wewnątrz jest XVI-wieczną lub późniejszą repliką.