Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25-26]
Cmentarne "pałace" | Pędzimy jeepneyem | Och, Manila | Odlot na Palawan
Noc w autobusie nie była aż tak męcząca. Tyle że klima nas bardzo przewiała. Dojeżdżamy na lokalny dworzec w Manili nad ranem i, korzystając z bliskości cmentarza chińskiego, udajemy się tam na piechotę.
Chińczycy w Manili stanowią znaczną diasporę. Przybyli tu w XVII wieku i zostali na dobre, handlując i prowadząc różne interesy w tym regionie świata. Nic więc dziwnego, że wyrosła dzielnica chińska ze świątyniami i... cmentarzem. Cmentarz w ciągu wieków znacznie powiększył się i dziś zajmuje olbrzymi obszar 54 hektarów, to jest nieco więcej niż cmentarz Rakowicki w Krakowie (42 ha).
Już na obrzeżach cmentarza widoczne są długie szpalery stoisk z kwiatami, wieńcami, bukietami oraz wszelkiego rodzaju usługami pogrzebowymi. Do cmentarza prowadzi w stylu chińskim, rzecz jasna. Zagłębiamy się w tę niecodzienną nekropolię. To, co zwraca uwagę, to wielkość miejsc pochówku. To już nie są polskie wiejskie groby, to już nie są rodzinne grobowc, to już nie są nawet małe domki, jakie spotykałem w Ameryce Południowej. Rodzinne grobowce mają tu wielkość nieraz domu jednorodzinnego z olbrzymim salonem na parterze i wielkim grobowcem pośrodku. Obok znajduje się również umywalka lub toaleta oraz schodki proadzące na piętro. A wszystko to w marmurach i ze złoceniami. Te budynki tworzą zabudowę niczym na podmiejskim osiedlu Wokół gęsta zieleń drzew, krzewów i kwiatów. Same budynki na zewnątrz są również interesująco wykończone. Niektóre mają smoki na krawędzi dachu, inne – nieoczekiwanie – symbole buddyjskie, a nawet katolickie krzyże! Można tu dostrzec chińską mądrość polegającą na zrównoważeniu różnych racji. Wędrujemy tak po cmentarzu, fotografując co ciekawsze obiekty budowlane i kompozycje roślin ogrodowych. Cmentarz podzielony jest na kwartały, od czasu do czasu przyjeżdża aleją samochód. Zagłębiamy się w starszą, skromniejszą, część cmentarza. Spotykamy ludzi, którzy po prostu siedzą lub jedzą przy mniej lub bardziej okazałym grobowcu. Traktują być może te miejsca, jako rekreację na działce – z dala od wielkomiejskiego zgiełku. Mówi się często, że na tym cmentarzu mieszkają Chińczycy, że tu, w fatalnych warunkach, bezdomna biedota chińska wiedzie swój żywot. No cóż, cmentarz jest, jak wspomniałem, gigantyczny, nie wszędzie doszliśmy; jednak slamsowatych miejsc tu nie widziałem. Tyle zwiedzania, wychodzimy z cmentarza.
Musimy teraz podjechać do centrum. Ulicami jeżdżą samochody osobowe przerobione na półciężarówki zwane jeepneyami. Są kolorowe, niektóre wymalowane jak dzieła sztuki. Pasażerów mieści się w nich kilku, w porywach kilkunastu. Siedzą na ogół na przeciw siebie na długich ławkach. Na głównych arteriach jeepneyepędzą z dużą prędkością. Zatrzymują się na przystankach lub w miejscach, które udają przystanki tylko na moment i z rykiem odjeżdżają dalej. Filipińskie miejscowe nazwy wywieszone na pojazdach niestety niewiele nam mówią. Stojącemu na przystanku Manilczykowi podajemy nazwę centralnego placu i w odpowiednim momencie wskakujemy do nadjeżdżającego jeepneya. Płacimy za przejazd 14 PHP , podając pieniądze sąsiadowi, ten przekazuje je dalej, aż do kierowcy.
Filipińczycy naturalnie przełączają się między angielskim a tagalskim w jednej rozmowie. Nazywa się to Taglish Filipińczycy mają do Taglish stosunek w większości pozytywny i praktyczny, ale zależy to od kontekstu i grupy społecznej. W życiu codziennym używanie taglisch jest czymś normalnym. Jest de facto językiem potocznym klasy średniej i wykształconych ludzi w miastach, zwłaszcza w metropolitalnej Manili. Dla native’a mówienie wyłącznie po tagalsku brzmi nienaturalnie - od razu słychać, że to obcokrajowiec. Przełączanie się między językami to oznaka biegłości, nie braku kompetencji - przełączasz się, bo oba języki znasz dobrze i chcesz być precyzyjny (proficiency-driven code-switching). Ludzie używają go dla precyzji: czasem angielskie słowo oddaje myśl lepiej niż tagalskie, czasem dla efektu komicznego, dystansu, bliskości lub wygody: (communicative efficiency) - mówisz najszybciej jak się da. W szkole i pracy różnie bywa. Nauczyciele i studenci generalnie mają pozytywne nastawienie do Taglish w mowie. Uczniowie mówią swobodniej i częściej uczestniczą w lekcji po Taglish niż po czystym angielsku. Ale w piśmie już nie. Nauczyciele obawiają się nadużywania Taglish, bo może osłabiać biegłość i łamać standardy językowe. To efekt polityki językowej z czasów kolonialnych USA. Społecznie: zależy od klasy i regionuMiejska klasa średnia: Taglish = naturalny, nowoczesny, „swój”. Używają go w TV, reklamach, kościele, nawet w Biblii wydanej przez biskupów filipińskich dla młodzieży. Robotnicy fabryczni: Częściej wolą czysty tagalski. Dla nich nadmierny Taglish innych ludzi tworzy barierę społeczną i brzmi snobistycznie. Regiony poza Tagalogiem: W miejscach gdzie mówi się cebuano, ilocano itp., Taglish bywa odbierany jako narzucanie tożsamości „Manila”. Reklamy w Taglish w regionach ilokańskich budzą pytania o inkluzywność. Tożsamość Dla wielu Taglish to sposób budowania tożsamości: pokazuje, że jesteś Filipińczykiem, ale też globalny, wykształcony, „z internetu”. Marki fast-food używają go celowo, żeby brzmieć młodzieżowo i blisko. Są też głosy, że Taglish to reakcja na hegemonię angielskiego i filipińskiego - sposób, żeby nie wybierać jednej strony. Podsumowując: Większość Filipińczyków w miastach traktuje Taglish jak normalny, funkcjonalny styl mówienia. Nie widzą w nim „psucia języka”, tylko narzędzie. Problem pojawia się w piśmie i w środowiskach, gdzie język oznacza status społeczny.
Rozmówki filipińskie
Dialog w Taglish:
Ana: Uy, are you free bukas? Gusto ko mag-mall tayo.
Ben: Hindi eh, may work pa ako hanggang 5 pm. Pero pwede after that.
Ana: Sige, meet tayo sa SM mga 6 pm? May sale daw dun eh.
Ben: Okay, pero wag mo akong pilitin bumili ha. Wala akong budget e.
Ana: Promise, window shopping lang naman. Gusto ko lang tignan yung new shoes.
Ben: Bahala ka, basta treat mo ako ng milk tea after. Ang init kasi ngayon.
Ana: Deal! May bago rin na korean resto sa taas. Gusto mo subukan?
Ben: Yes please! Gutom na ako sa samgyupsal. Ang tagal na nung huli.
Ana: Perfect. Tapos panoorin natin yung new Marvel movie. Sabi nila ang ganda daw.
Ben: Sold! Text mo na lang ako pag andun ka na para hindi ako maligaw.
Tłumaczenie na polski:
Ana: Hej, jesteś jutro wolny? Chciałabym żebyśmy poszli do galerii.
Ben: Nie za bardzo, mam jeszcze pracę do 17. Ale potem mogę.
Ana: Dobra, spotkajmy się w SM o 18? Mówią, że tam jest wyprzedaż.
Ben: Ok, ale nie zmuszaj mnie do kupowania, okej? Nie mam budżetu.
Ana: Obiecuję, tylko oglądanie. Chcę po prostu zobaczyć te nowe buty.
Ben: Rób jak chcesz, bylebyś postawiła mi bubble tea potem. Bo dziś jest strasznie gorąco.
Ana: Zgoda! Na górze otworzyli też nową koreańską restaurację. Chcesz spróbować?
Ben: Tak proszę! Mam ochotę na samgyupsal. Dawno nie jadłem.
Ana: Idealnie. Potem obejrzymy nowy film Marvela. Mówią, że jest super.
Ben: Sprzedane! Napisz mi tylko, jak już będziesz na miejscu, żebym się nie zgubił.
Dziś odlatujemy do Puerta Princesa – miasta na wyspie Palawan. Głównym powodem, dla którego zdecydowaliśmy się tam polecieć, jest podziemna rzeka. W północnej części wyspy, w regionie El Nido, znajdują się przepiękne plaże. Jest to również powód, dla którego Palawan przyciąga turystów. Nam jednak wystarczy podziemna rzeka wpisana parę lat temu na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Ale pierwszym naszym zadaniem po krótkim, jednogodzinnym locie jest przejazd do miasta, która jest położone parę kilometróew od lotniska.