Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25-26]


Dubaj – Maskat

wtorek, 1 III 2016


Rekiny i manty | Pod najwyższym budynkiem | Sukienki przyprawy i złoto | Co nas czeka w Omanie? |


Podjeżdżamy metrem do centrum handlowego Dubai Mall. Tu, w centrum miasta pełnym wysokościowców, wciąż trwa budowa nowych drapaczy chmur. Przystajemy na chwilę przed olbrzymią dziurą w ziemi, w której jak mrówki uwijają się cudzoziemscy robotnicy, kładą fundamenty pod kolejny biurowiec. Wzdycham na myśl, że te wszystkie wspaniałe wieżowce ze szkła i aluminium powstały dzięki ciężkiej pracy bezimiennych Pakistańczyków, Banglijczyków i Hindusów. Statystyki mówią, że na 9 milionów mieszkańców zaledwie 600 tysięcy stanowią obywatele ZEA, a ponad 8-milionowa reszta to migranci zatrudnieni głównie na czasowych kontraktach.

Na kilka godzin znikamy w centrum handlowym. Przemieszczamy się z poziomu na poziom, oglądając wystawy sklepowe i ciekawe aranżacje wnętrz. Sklepów jest tu 1200 a lokali gastronomicznych – parę setek. Naszym celem jest małe oceanarium – olbrzymi zbiornik z fragmentami rafy koralowej oraz dziesiątkami gatunków ryb. Gigantyczna tafla szklana o wymiarach 51 × 11 metrów odgradza ludzi od podwodnego świata. A tam, w morskiej toni, nieustannie coś się dzieje. Ryby, od malutkich do kilkumetrowych, pływają w kółko, do szyby podpływają wielkie mątwy, powoli przesuwają się przed naszymi oczami rekiny piaskowe. Ukwiały i wodorosty łagodnie kołyszą się w takt ruchu wody. Jest tu również podwodny tunel, przechodząc przez który można obserwować podwodny świat "od środka”. Ze względu na wygórowaną cenę odpuszczamy sobie tę przyjemność.

Naszym celem jest teraz Burdż Chalifa, którego ogrom nas poraża. Długo, długo fotografujemy się pod budynkiem, wyszukując różnych ujęć tak, aby w kadrze zmieścił się budynek wraz z nami. Cieszę się, że trafiłem pod najwyższy, 830-metrowy budynek świata. Zastanawiam się, co ciągnie ludzi do tego miejsca. Bez wątpienia to nieprawdopodobnie piękna budowla. Ale przecież nie jest to jedyny piękny drapacz chmur na świecie. Ot, choćby Marina Sand Bay w Singapurze lub Taipei 101 w Tajpej, który do niedawna dzierżył palmę pierwszeństwa. Albo inne, niezwykłe dzieła architektów, takie jak obły The Gerkin w Londynie, skręcony The F & F Tower w Panamie lub falujący Aqua Tower w Chicago. Sky is the limit! A jednak ludzi najbardziej ciągnie do najwyższych budynków i innych „naj”. Kiedyś to był Empire State Building i to nim się zachwycano. Rekordy są łatwe do opowiedzenia, zapamiętania i sprzedania. „Najwyższy”, „najdroższy”, „największy” to hasła, które szybko działają na wyobraźnię i napędzają turystykę masową. Człowiek jedzie tam nie tylko dla siebie, ale także po to, by potwierdzić swoje doświadczenie w oczach innych. Prócz kontekstu medialnego, budowle „naj” zaspokajają ciekawość i budzą podziw dla ludzkich możliwości. Najwyższy budynek, największy most czy najszybszy pociąg bywają naocznymi dowodami tego, jak daleko zaszła technika i pomysłowość człowieka. Dla wielu osób zobaczenie czegoś takiego na żywo jest sposobem na doświadczenie „cudu współczesnego świata”. Dla innych motywem jest prestiż i społeczny status. Zdjęcie spod Burdż Chalifa lub informacja, że było się w najwyższym budynku świata, bywa sposobem na podkreślenie wartości własnych podróży, lub otwartości na świat – zwłaszcza w dobie mediów społecznościowych.

Wracamy metrem do starego miasta. Za oknem znów dziesiątki przepięknych biurowców i apartamentowców. Przyjemnie być architektem i pracować w tym bogatym kraju, kiedy każdy pomysł architektoniczny może być sfinansowany i zrealizowany… Stare miasto. Chodzimy wąskimi uliczkami mediny, oglądając łapacze wiatru z charakterystycznymi drągami wystającymi ze ścian, podziwiamy meczety z ażurowymi oknami, pałace z drewnianymi balkonikami. Idąc dalej trafiamy na replikę łodzi typu dhow (lub dau), które były niegdyś powszechnie używane na wodach Zatoki Perskiej do łowienia ryb, połowu pereł i transportu towarów. Obok – okrągła wieża strażnicza. Stąd już dwa kroki do muzeum w Dubaju. Niestety dziś, we wtorek, muzeum jest zamknięte, idziemy więc do dzielnicy handlowej. Tu na wielkim Bazarze (Grand Souk) Cecile ogląda suknie w sklepach, potem przepływamy darmową abrą przez słonowodną rzekę (Khor Dubai). Tu, przy brzegu, zacumowanych jest sporo łodzi z drewnianymi nadbudówkami. Wygląda to bardzo atrakcyjnie. Po drugiej stronie ciąg dalszy dzielnicy handlowej. Tu tłumy turystów włóczą się po dubajskich sukach zaglądając do sklepów jubilerskich. Ilość złotej biżuterii wprost poraża. Na wszelki wypadek ograniczamy się do oglądania wystaw.

Zaglądamy jeszcze do suku z przyprawami (Spice Souk). – Może kupisz sobie jakieś przyprawy? – zachęcam dziewczynę.

– Nie wiem. Może jak będziemy wracać z Omanu.

Kupujemy jeszcze pomidory na drogę, a ja dodatkowo – wzorzystą miseczkę i niewielki nóż. Pamiątkę chcę mieć!

Podjeżdżamy taksówką na dworzec autobusowy (12 AED). Kupiliśmy już wcześniej bilety powrotne do Omanu (po 90 AED), musimy więc tylko odszukać właściwy autokar.

Żegnamy się z Dubajem, wsiadamy do autobusu jadącego do Maskatu. Tuż za miastem krajobraz zmienia się radykalnie: wokół piaszczysta pustynia, nieliczne kępy krzaków i zarośli. Później krajobraz staje się bardziej skalisty, pojawiają się góry. Po godzinie dojeżdżamy na przejście graniczne Khatmat Milaha Border Post. Uiszczamy opłatę wyjazdową z Emiratów – 10 AED. Tego wydatku się nie spodziewałem, nie wiem, czy nas nie kantują. Ale widzę, że inni pasażerowie z autobusu również ją płacą. Trudno.

Kupujemy omańskie wizy z pewnymi problemami, ponieważ za wizę można zapłacić jedynie pieniędzmi omańskimi. Wybieram więc z bankomatu 20 OMD.

Cały czas niepokoi nas kwestia noclegu w Maskacie. Cecile korespondowała z jakimś miejscowym Hindusem z Couchsurfingu. Miał nam wysłać sms-a ze swoim adresem. Niestety, nawet wysłana przez Cecile wiadomość przypominająca o naszym przyjeździe pozostaje bez odpowiedzi.

Wokół nas rozciąga się długa, nadbrzeżna nizina Al-Batina. Po prawej cały czas towarzyszą nam młode góry fałdowe zwane Al-Hadżar al-Gharbi. Wyrastają na wysokość 1000-1200 m n.p.m., ale najwyższy szczyt sięga trzech tysięcy metrów. To tam, niezwykle dzikich okolicach żyje arabotar blady (Arabitragus jayakari) – jedyny przedstawiciel rodzaju Arabotar z rodziny wołowatych. Ale tych gór w Omanie – kojarzącym się raczej z pustynią – jest więcej. Dalej, na południe ciągnie się masyw Al-Dżabal al-Achadar, gdzie wznosi się najwyższy szczyt kraju – Dżabal Szams o wysokości 3018 m n.p.m.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej