Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25-26]


Maskat – Nizwa

niedziela, 6 III 2016


Hindus karmi mewy | Złoto, kiecki i sztylety | Jedziemy do Nizwy! | Nocleg u lokalsa | |


Poranek jest pochmurny, można nawet rzec ponury. Ale nasze samopoczucie jest znacznie lepsze: wyspaliśmy się w normalnych warunkach. Odpoczęliśmy. Po śniadaniu idziemy oglądać stolicą Omanu. Dziwne to miasto, ciągnie się na wybrzeżu na długości niemal 50 kilometrów, zajmując wąski skrawek ziemi pomiędzy górami Hajar a Zatoką Omańską. Góry te są zresztą widoczne z każdego punktu miasta. Wydają się być na wyciągnięcie ręki.

Zaczynamy od Corniche – promenady położonej w dzielnicy Mutrach. Wzdłuż niej ustawiono kilkanaście altan z ławkami zwieńczonych złotymi ażurowymi kopułami można w nich przysiąść na chwilę na ławce, by znaleźć choćby liche schronienie przed palącymi promieniami słońca. Dziś jednak, jak zaznaczyłem, dzień jest pochmurny i po promenadzie spacerują tłumy. Z ciekawością przyglądam się przechodniom. Na pierwszy rzut oka mało tu rdzennych Omańczyków za to sporo przybyszy z Indii, Bangladeszu i Dalekiego Wschodu. Spotykamy również dużo tu również turystów. Przystajemy przy balustradzie oddzielającej chodnik od położonego poniżej kamienistego brzegu morza. Znajdujemy się pośrodku niewielkiej zatoki, w oddali widać zabudowania portowe. Jest akurat odpływ i morze odsłoniło przybrzeżne skały pełne skorupiaków. Jakiś ciemnoskóry mężczyzna w średnim wieku, chyba Hindus, zatrzymał się koło nas. Ma ze sobą kawałek chleba lub innego ciasta. Odrywa po kawałku i rzuca w powietrze, a przelatujące mewy chwytają w locie. Unoszone powiewem bryzy wiejącej od morza ptaki zastygają na moment nad głową mężczyzny niczym pies w oczekiwaniu na kęs od pana. Hindus wydaje się zamyślony. Może tęskni za rodziną zostawioną w Indiach?

Przy Corniche, nieopodal wznosi się wieża minaretu. Jest wykafelkowana błękitnymi, białymi i ciemnożółtymi kafelkami z tradycyjnymi „arabskimi” ornamentami. Masjid Al Rasool Al A'dham znany również jako Meczet Al-Lawati. Powstał ponoć w XV wieku, ale przypuszczam, że był wielokrotnie niszczony, wygląda bowiem na całkiem współczesny. W każdym razie jest wspaniałym przykładem tradycyjnej architektury islamskiej. Uderzającym elementem meczetu jest niebieska kopuła i wspomniany minaret ozdobiony mozaikami z tekstami Świętego Koranu. Jak łatwo się domyślić, należy do szyitów*/. Atrakcyjna jest również architektura reprezentacyjnych budynków zwróconych frontem do zatoki: ażurowe okna, łuki w kształcie oślego grzbietu, balkoniki i wykuszami i ażurowymi balustradami.

Zagłębiamy się w uliczki mediny. Tu życie płynie po staremu. Na nasłonecznionych murkach wygrzewają się koty, sklepikarze wynieśli już swoje towary przed sklep i opierając się o mur czekają na klientów. U fryzjera poranny ruch. Dwóch golibrodów obsługuje dwóch brodaczy. Przez moment się zastanawiam, czy idący ulicą Sikh z błękitnym turbanem na głowie i siwą, 20-centymetrową brodą również nie skorzysta z usług fryzjera. Ech, przypomniała mi się moja wizyta u fryzjera w Maroku. Kiedy to było!

Kierujemy się teraz ku krytemu sukowi. To dzielnica złotników i jubilerów. Za pancernymi szybami wystaw aż kapie od złota, półki i gabloty uginają się od złotych łańcuchów, wisiorków, bransolet i kolii. W jasnym świetle ledowych i halogenowych lamp to bogactwo olśniewa i onieśmiela. Nie będę więc pytać o ceny 😉. Zaglądamy natomiast do sklepu z sukienkami. Niektóre są barwne i wzorzyste, inne – te wyjściowe i oficjalne – są czarne, czasem ze srebrnym haftem, sięgają kostek.

– Podają ci się? – pytan Cecile. – Może przymierzysz?

– Nie!!! – warczy dziewczyna.

W kolejnym sklepie – broń. Może to za dużo powiedziane, raczej pistoletów tu nie kupię, są natomiast noże i zwykłe i zakrzywione. Te ostatnie – najbardziej mi się podobają. Są srebrne, a właściwie z posrebrzanymi(?) rękojeściami i sprzedawane wraz z grawerowanymi, również posrebrzanymi pochwami. To słynne noże lub, jak kto woli, sztylety omańskie zwane khanjarami. Wygięte w kształcie litery J były przez wieki (a co najmniej od XVII w.) używane niemal wyłącznie do celów ceremonialnych. Wyjątkowo do obdzierania ze skór zwierząt. Dziś Omańczyk rzadko kiedy wyciąga khanjar z pochwy, co najwyżej, by dokonać zemsty na sąsiedzie lub w celu samoobrony. Złoto i kość słoniowa używana ongiś do wytwarzania sztyletów zostały już dawno zastąpione mosiądzem i plastikiem. Chętnie bym kupił takie cacko, ale zbyt dużo kosztuje.

Z ciekawością również oglądam wyroby przemysłu obuwniczego. Buty dla miejscowych piękniś są na wysokich obcasach, błyszczą srebrną i złotą nitką. W sklepikach z pamiątkami jest trochę ceramiki, kolorowe, emaliowane miseczki i wzorzyste talerzyki. Podpisane są „hand-made” i może bym przebolał, że w rzeczywistości to masowa chińska produkcja, gdyby nie nienormalna cena – 8 OMD. Kupuję natomiast mabkharę – gliniane, czworoboczne naczynie z uchem służące jako miniaturowy palnik-kadzielnik. Cieszę się, bo ta pamiątka będzie z gatunku tych prawdziwych i dołączy do kolekcji moich kadzielników: metalowego z Mongolii i ceramicznego z Gruzji.

Zrobiło się południe, zgłodnieliśmy. Zjadamy wykwintny obiad – shawarmę z pepsi-colą, a następnie przejeżdżamy autobusem do Mutrach i dalej na dworzec autobusowy do dzielnicy Rufi. Tu kupujemy bilety do Nizwy (4 OMR).

[Droga do Nizwy]

[Nocleg u localsa]

_____________________________________

*/ Szyickie meczety są bardzo często wykafelkowane na błękitno, mają bogato zdobione złocone kopuły. Widziałem je po raz pierwszy w 2006 roku w Iranie. Również poza Iranem (między innymi meczety w Dolinie Bekka w Libanie) spotyka się wpływy perskiej sztuki: mozaiki z turkusowych i niebieskich płytek (kashi), stalaktytowe sklepienia muqarnas, rozbudowane zdobienia arabeskowe.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej