Kornel: moje podróże - Strona startowa

Mongolia

Prawdę mówiąc nie spodziewałem się, że w rok po Karelii znów przekroczę granicę Federacji Rosyjskiej... Tym razem rzuciło mnie daleko... Zdecydowałem się modną ostatnio Mongolię - kraj nie tylko stepów :-)
Trzy tygodnie spędzone w górach, nad jeziorami, w stepie i w stolicy przyniosły mi dużo wrażeń i satysfakcji... Znaczną część trampingu zajął nam dojazd - podróż pociągiem transsyberyjskim to niezapomniane przeżycia.

Relacja z wyjazdu ma miejscami charakter zdecydowanie osobisty i subiektywny, o czym lojalnie uprzedzam.

Powrót

Trasa trampingu i dziennik podróży

Powrót

Mongolskie skojarzenia


Jurty - Zauroczyły mnie jurty, ich wewnętrzna, logiczna struktura, zwyczaje z nimi związane i oczywiście sami mieszkańcy jurt. Mile wspominam czas spędzony w jurcie u kierowcy, uprzejmość, z jaką się spotykaliśmy. Może zabrakło częstowania archii i tabaką - cóż zmieniają się zwyczaje, zmieniają się ludzie. Dziś łatwiej można spotkać w jurcie antenę satelitarną!

Lamajskie świątynie - Oczarował mnie świat buddyzmu i lamaizmu, świat świątyń i mnichów, świat kadzideł, dzwonków, bębenków, czytanych na głos sutr; świat uśmiechniętych Buddów, zmysłowych Tar, wielorękich bogów, świat groźnych masek.

Kwitnące łąki - Zachwyciły mnie mongolskie krajobrazy: zielone stepy, skaliste góry, modrzewiowa tajga, ale najbardziej urzekły mnie kwieciste, wysokogórskie łąki. Pachnące ziołami, brzęczące owadami i mieniące się czerwienią, żółcią, fioletem i bielą mongolskich kwiatuszków.

Kiepskie drogi - skłamałbym, że w Mongolii dróg nie ma. Ba! są nawet drogi asfaltowe. Jeździ się jednak głównie po nieutwardzonych traktach w wiecznie psujących się samochodach. Z zadowoleniem stwierdzam, że wszystkie relacje o wiecznie psujących się autach, o wertepach i o tonięciu w błocie są jak najbardziej prawdziwe! Na szczęście Mongołowie są wyśmienitymi mechanikami.

Baranina - Sto postaci baraniny i sto produktów otrzymywanych z krowiego czy kobylego mleka to menu dla ludzi ze zdegenerowanym układem pokarmowym, cierpiących na anosmię i z uszkodzonymi kubkami smakowymi. Może trochę przesadzam, poczęstunek w jurcie przecież mi smakował.

Nieznajomość języków - Ciężko było z dogadywaniem się z tubylcami. Najłatwiej rozmawia się z nimi po mongolsku ;-) Mój słownik mongolski obejmował kilkanaście słów a szczytowym osiągnięciem było złożenie zdania "Czi jewach Chatgał margasz?". Analogicznie rozległa jest znajomość angielskiego i rosyjskiego u przeciętnego mieszkańca prowincji czy nawet Ułan Bator. Najgorsze jest to, że nawet po wymianie kilku zdań po angielsku nie można być pewnym czy się zrozumieliśmy.

Powrót

Najprzyjemniejsze wspomnienia


Powrót

Ceny VII 2004r


Kursy walut:

Zwiedzanie:

Wyżywienie:

Noclegi:

Inne:

Transport:

Pamiątki:

Powrót

Mapka podróży



Powrót
stat4u