Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28]


Phnom Penh – Siem Reap

niedziela, 29 I 2012


Trafiam do więzienia | W Pałacu Królewskm | | Wyjazd do Siem Reap | Smażone pająki, pieczone jaskółki | Wieczorny spacer


Wychodzę wcześnie rano (7:00), by kupić bilet do Siem Reap (5 USD). Ulice stolicy dopiero zaczynają się zaludniać. W tej części miasta, gdzie spałem, turystów jest jak na lekarstwo, zaś sama dzielnica – mało ciekawa. Kupuję bilet na 13:00, będę miał więc 5 godzin na zwiedzanie miasta. Wystarczy, zważywszy, że chcę zobaczyć tylko dwa obiekty: więzienie Pol Pota i Złotą Pagodę. Idę w kierunku południowych dzielnic. Wkrótce jestem na miejscu.

[opis więzienia]

[opis Pałacu Królewskiego]

Zaopatruję się jeszcze w wodę na drogę (2.100 KHR) i 6 bułek (3.000 KHR)

Godzina 15:00. Stoimy przed jakąś knajpą, gdzie parkuje już kilka autokarów. Niektórzy kupują prażoną kukurydzę, jej smakowity zapach jest porażający. Postanowiłem zjeść coś dopiero wieczorem, więc sobie odmawiam. Muszę się odchudzić na tym trampingu. Przez bolącą piętę (stan zapalny wiązadła podłużnego) niewiele się ruszałem w zeszłym roku i przeraźliwie utyłem!

Ciągnąc dalej wątek jedzeniowy, muszę zauważyć, że w Wietnamie próbowałem różne „jedzonka”. Ale prawdę powiedziawszy, nie zawsze umiem powiedzieć, co było dodatkiem do makaronu czy ryżu. Najwyraźniej, jedzenie jest dla mnie zwykłą potrzebą, a nie wyszukaną przyjemnością. A zgłębianie tajników lokalnej kuchni – nie aż tak ważne. Pewnie, że zapamiętałem wiele miejscowych potraw: rumuńską mamałygę, bajkalskiego omula, karelskie pielmieni, mongolskie chuszury i buuz, chiński makaron z pomidorami i jajecznicą, gruzińskie chinkali, uzbecki płow, hinduskie chapati i sosiki podawane na thali. I wiele innych. Ale na pewno nie należę do osób, które z egzaltacją wołają: „kocham tajską kuchnię!”.

Ha, ha! Poszedłem w ślady Koreańczyków i kupuję pająka (2.000 KHR). Zatrzymaliśmy się właśnie w miasteczku na targu. Staram się wyszukać w stosie smażonych stawonogów w miarę dorodny okaz, ale Khmerka wybiera mniejszego i paznokciem nacina odwłok mówiąc:

– Small is better. Has eggs.

Faktycznie, w odsłoniętym wnętrzu widzę żółte, półprzezroczyste kuleczki. Pakuję do woreczka, zjem później. Najeść, to się nie najem, ale spróbować trzeba. Aha, zapomniałem dodać, że pająk ma – z odnóżami – 10 centymetrów długości i nazywa się tarantula.

Widzę, że dwóch chłopaków z zaciekawieniem zagląda do koszyków.

– Śmiało – mówię do nich po polsku – bardzo dobre!

Oglądają się na mnie z zaskoczeniem.

– O!

– O! – stwierdzam uprzejmie.

Dwójka Polaków jest w drodze z Tajlandii na Filipiny. Teraz jadą do Kambodży, a dalej do Laosu.

– Macie wizy laotańskie?

– Sprawdzaliśmy na dwóch forach, dostaniemy na granicy – uspokajają mnie.

Pewnie mają najnowsze informacje. Mój pierwotny plan obejmował przekroczenie granicy z Laosem w krainie 4000 wysp, ale po zakupie przewodnika postanowiłem najpierw wyskoczyć do Tajlandii.

– A co się je z tego pająka, wie pan? – pyta chłopak.

– Khmerka mówi, że wszystko – uśmiecham się – Kupujcie, jest okazja!

Można kupić tu więcej frykasów. Choćby lekko podsuszone papużki, których stosy leżą na wielkich trzcinowych tacach. Wsiadam do swojego autobusu, chłopaki do swojego. Czas ruszać! Do Siem Reap zostało jeszcze 90 kilometrów.

Na dworcu w Siem Reap setki pasażerów. Ciężko się przecisnąć do wyjścia. By dojechać do dzielnicy hotelowej muszę skorzystać z tuk-tuka (4000 KHR). Hostel, w którym się zatrzymuję, jest przepełniony. Dostaję miejsce na łóżku piętrowym w korytarzu łączącym dwie części budynku. Narzekać nie będę – to tylko dwa noclegi.

Na następny dzień zaplanowałem rowerowy objazd Angkor Wat. Dziś natomiast chcę jeszcze pospacerować po mieście. Zmęczenie upalną niedzielą ustąpiło, jest przyjemny wieczór. Energii dodaje mi myśl, że udało mi się tu dotrzeć, a jutro zobaczę jeden z nowych cudów świata. Zaopatruję się w gigantyczną, trzylitrową coca-colę (8.000 KHR) i idę do centrum.

[opis wieczora]

Następny dzień  Powrót do Wstępu   Powrót do Strony głównej