Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28]


Hanoi – Warszawa – Kraków

piątek, 17 II 2012


Wracam do domu | Parę słów podsumowania


Lecimy na zachód, więc czas, tu na górze, biegnie dwa razy dłużej. W Warszawie będziemy o 6:00, nie będę miał więc okazji ujrzeć panoramy Himalajów o świcie. Na pocieszenie mam lśniące w nocy złote pajęczyny ulic w miastach mijanych po drodze. Najśliczniejszy jest... nad którym przelatujemy w czwartej godzinie lotu. Mroźny poranek w Warszawie. Wskakuję do 175, jadą przez ośnieżona stolicę na dworzec. Tu zakładam wszystkie podkoszulki na siebie i szczekając zębami, idę do Staszka po obiecane książki. Wiem, że jest wcześnie jak dla niego, ale na pewno jest spragniony wieści ze świata. No a ja chcę dostać kolejną książkę, którą napisał pod moją nieobecność.

Tyle indochińskiej przygody. Pytany później wielokrotnie, jak było, niezmiennie odpowiadam "do wytrzymania". Nie wracam oczarowany, wniebowzięty czy zachwycony. Przyroda była piękna, zabytki nieraz zachwycające, ale... Na drugiej szali kładę ludzi – ich stosunek do turystów. Cóż, pieniądze psują każdego. Być może, moje oceny po jakimś czasie się zmienią, teraz emocje są zbyt silne. Jestem zmęczony ciągłym handryczenie się o normalne ceny, niemożnością porozumienia się po angielsku nawet w banalnych sprawach. Ale to wszystko nic! Wkrótce nowe przygody. Już cieszę się na myśl o czerwcowym wyjeździe do Pribałtiki!

Powrót do Wstępu   Powrót do Strony głównej