Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28]
Zamieszanie przy zaokrętowaniu | Życie na pokładzie | Biegam po Luang Prabang | | |
Rano, przed 6:00, budzi mnie pianie kogutów. Jeszcze ciemno, ale na ulicy rozbrzmiewa już warkot motorów i gwar rozmów. Na śniadanie serwuję sobie chińską zupkę i idę na spacer. Dolina Mekongu spowita jest mgłą. Zawisła ponad domami, na zboczach gór. Na skraju miejscowości, przy głównej ulicy, Laotanki rozłożyły swe produkty: jakąś zieleninę, bataty i inne warzywa i owoce. Obchodzę targowisko szukając jakichś ciekawych twarzy i ubiorów. Wciąż jednak jest zbyt ciemno na dobre zdjęcia.
W sklepiku kupuję kłódkę, zastanawiam się, ile sekund potrzeba, by otworzyć to chińskie urządzenie. Trzy kobiety skończyły właśnie zakupy, niosą teraz torby z wystającymi bagietkami zawieszonymi na czole. Ot, taka egzotyka. Jeszcze kawka w pokoju i obładowany plecakami idę do przystani. Łódź do Luang Prabang jest dziś mniejsza i można się spodziewać kłopotów. Zajmuję dobre miejsce z przodu przesuwając tak ruchome siedzenie, abym miał dużo miejsca na nogi. Przy okazji zajmuję miejsce dla dwóch Polaków. W miarę, gdy ludzi napływa, atmosfera się zagęszcza. Koło 8:30 już wiadomo, że dla wszystkich nie wystarczy miejsc. Dobrze, że przyszedłem wcześniej! Bagaże, które pierwotnie zostały upchnięte w tylnej części łodzi teraz są przenoszone do luku bagażowego. Pasażerowie bez miejsc stoją bezradni między ławkami a na brzegu czeka jeszcze grupa chętnych. "This is Laos." – stwierdza któryś z pasażerów. Zastanawiam się, czy kapitan nie każe im wleźć na dach łodzi. Ostatecznie przy naszej burcie cumuje kolejna łódź. Jest bardziej wypasiona, bo ze stolikami. Spora część pasażerów przenosi się.
Odpływamy z przeszło godzinnym opóźnieniem. Słońce powoli przedziera się przez mgły, zapowiada się piękny dzień. Płynąć będziemy głównie na wschód i dlatego wybrałem miejsce po lewej stronie. Widoki są podobne do wczorajszych: skaliste brzegi, tu i ówdzie piaszczyste łachy, powyżej strome zbocza gór porośniętych gęstym lasem, z rzadka kilka domostw ukrytych między bananowcami. Wzrok przyciągają kwitnące na różowo drzewa. Czasem można dostrzec odpoczywające na brzegu bydło. Pomyślałem sobie: miło byłoby spędzić w takie cichej zatoczce jakich tu pełno kilka dni, powylegiwać się na piasku, połowić ryby. Mam jednak tylko 4 tygodnie na ten wyjazd… Pasażerowie rozmawiają, śpią, grają w karty – taki rejs przypomina podróż koleją transsyberyjską, brakuje tylko nazw stacji i słupków z kilometrami na brzegu. Od czasu do casu mijamy barki mieszkalne – na rufie mają dwupoziomową nadbudówkę z balkonikiem lub werandą. Super sprawa! Dziś mieszkam tu, jutro tam 😉.
Następny dzień  Powrót do Wstępu   Powrót do Strony głównej