Dzień: [0-1] [2] [3] [4-5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30] [31-32] [33] [34]


Irkuck – Ułan Ude

poniedziałek, 5 VII 2004


Dziś piękny dzień :-) | Jak smakują omule? | Nad brzegiem Bajkału | Jesteśmy w Ułan Ude! | "Lenin? Nie znaju..."


Wzdłuż Bajkału...

Dziś piękny dzień :-) Od rana ciepłe słoneczko wpada przez okno i zachęca do wstawania. Zbliżamy się do Irkucka. To jeszcze 300 kilometrów, ale cóż to jest w skali całej podróży! Czujemy się tak, jakbyśmy już byli na miejscu, choć tak naprawdę, najważniejsze będzie dojechać do Suche Bator.

Krajobraz niby ten sam co wczoraj – rozlegle, lekko pofałdowane przestrzenie porośnięte gdzieniegdzie puszczą jodłową lub borem liściastym. Niby ten sam – ale bezchmurne niebo nadaje nowy wymiar temu widokowi. Utrzymujące się przez kilka ostatnich dni ciężkie chmury nad tajgą sprawiały, że krajobraz był ponury i płaski. Ani jeden promyk słońca nie przedzierał się przez grubą powłokę chmur. Dziś – to co innego. Czuję się wspaniale.

Żegnamy się z Iwanem, kolejni pasażerowie zajmują miejsca. W Irkucku przez dłuższą chwilę jedziemy wzdłuż potężnej Angary. Na przeciwległym brzegu połyskują złote kopuły cerkwi przycupniętej wśród wielkopłytowych blokowisk. Góry Chamar Daban

Za Irkuckiem wjeżdżamy w górzysty teren – pociąg wspina się na zbocza dolin. I w końcu jest! Między odległymi górami widać pierwszy skrawek Bajkału połyskujący w słońcu. Na południe od nas jeszcze wyższe góry: to Chamar Daban – stosunkowo łatwo dostępne pasmo górskie, obiekt częstych wypadów turystycznych.

Sliudjanka. 10-minutowy postój na zakup omuli. Jedyna, niepowtarzalna okazja, by skosztować tej endemicznej ryby. Sprzedawany na peronie omul jest przyrządzany na kilka sposobów: goriaczyj (gotowany), zimnyj (wędzony), solonyj, w zimie – morożennyj. Kupujemy po jednej sztuce (10 RUB). Grzegorz wcina jak prawdziwy Rosjanin – zabrał nawet sąsiadce gazetę, by zrobić sobie obrusik. Ryba jest ciepła, mało słona i trochę wodnista. Na szczęście z małą ilością ości. Obleci. Komu omula, komu?

Droga wokół południowych brzegów Bajkału wiedzie początkowo kilkaset metrów powyżej jeziora – pociąg pokonuje setki zakrętów, zapuszcza się na zbocza dolin, przeciska przez wąskie tunele. Później zniżamy się do poziomu jeziora i wtedy dopiero widać jak bardzo zanieczyszczona jest woda w tej części Bajkału. Cóż – w pobliżu jest sporo przemysłowych miast, przede wszystkim Bajkalsk ze swymi zakładami przetwórstwa drewna, sporo tu miejscowości turystycznych. Tafla jeziora jest spokojna i gładka jak stół. Widać zamglone brzegi po przeciwległej stronie: są skaliste i niewątpliwie ciężko byłoby poprowadzić szlak tuż przy brzegu. Znajdujemy się wciąż w zatoce, i nie czuć tu w pełni ogromu jeziora. Tylko, gdy spojrzy się na północny wschód, znika drugi brzeg – wszak oddalony jest o 600 kilometrów... Tu, gdzie jedziemy, właściwie nie ma plaży: brzeg jest kamienisty, niekiedy wzmocniony betonowymi blokami. Co kilkaset metrów obozują Rosjanie: jeden-dwa namioty, smużka dymu, suszące się ryby... Na południe od nas wyłaniają się coraz potężniejsze szczyty grzbietu Chamar Daban. Zaczynam żałować, że nie pojechałem z grupą warszawsko-bydgoską – oni za kilka dni będą tutaj chodzić...

Jeszcze parę godzin i docieramy do stacji przeznaczenia – Ułan Ude. Zaczyna się od problemu: biuro sprzedające bilety międzynarodowe i rezerwujące bilety na liniach krajowych jest czynne od 8:30 do 19:00 (z przerwą 13:00-14:00). Zwykłe kasy mogą nam sprzedać jedynie bilet do Nauszek (134 RUB). Chcąc nie chcąc kupujemy. Mamy przed sobą całą noc oczekiwania na pociąg (6:55). Grzegorz idzie na zwiad w poszukiwaniu taniego noclegu: w przewodniku Bezdroży jest mowa o schronisku Stowarzyszenia Kultury Polskiej przy ul. Gagarina (1 USD). Wraca z niczym – pod wskazanym adresem jakaś rudera, drzwi zamknięte na głucho, pod podanym numerem telefonu głos mówi, że o niczym nie wie. Hm... Wieczorne Ułan Ude. Balkony ozdobione buriackimi wzorami

OK. Bety w przechowalni bagażu (znów 35 RUB), idziemy zwiedzać stolicę Republiki Buriacji. Po 15 minutach docieramy do dużego placu ze sławnym pomnikiem. Głowa Lenina jest imponująca: ma z 5 metrów wysokości, spoczywa na kilkumetrowym postumencie.

Kto eto? – próbuję pożartować, zwracając się do siedzących pod pomnikiem Rosjanek. Dziewczyny są skonsternowane.

Lenin!

Lenin? Nie znaju. Ja prijechał s daliekoj strany. A kto etot Lenin? Russkij kompozitor, ili kokoj to izwiestnyj pisatiel'?

Niet. Eto kommunist!

A on jeszcze żywiot? Niet? Dawno umier? – Dziewczyny się uśmiechają, ale są nieco spłoszone. To jakiś podejrzany człowiek, który nie zna wodza!

Pomnik Buriatki-śpiewaczki Żegnają się; my idziemy pod budynek Opery ozdobiony konnym pomnikiem na zwieńczeniu frontonu, mijamy pomnik Buriatki-śpiewaczki trzymającej szal w geście powitania, i dochodzimy do Prospektu Lenina. Miło tu i sympatycznie. Grupki młodzieży siedzą na deptaku; zgrabne, elegancko ubrane dziewczyny przyciągają wzrok. W większości to Rosjanie, z rzadka spotykamy Buriatów o charakterystycznej mongolskiej urodzie. Wrzucamy drobne pieniążki do abstrakcyjnej rzeźby (czyżbym chciał tu wrócić?). Dochodzimy do remontowanej cerkwi Hodegetni i wracamy na dworzec (najkrótsza droga do centrum prowadzi przez dworcową kładkę nad torami).

Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej