Dzień: [0] [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27]


Delta Mekongu

piątek, 27 I 2012


Kierunek: Delta Mekongu! | | | | |


Wstaję przed 7:00 starając się nie zbudzić śpiących paniusi i skandynawskich gejów. Ubieram się pospiesznie i myję. W recepcji widzę, jakiś półprzytomny chłopak z innego pokoju pakuje się, zawijając w jakieś ciuchy swój notebook. Słusznie, safety first. Wychodzę.
Na ulicy ruch już znaczny. Muszę przejść na sąsiednią ulicę, by zjeść zupę w normalnej cenie (2.500 dongów). Siadam w towarzystwie Wietnamczyków na miniaturowych plastikowych zydelkach i wcinam kuy teav, zupę. O 8:00 stawiam się w biurze turystycznym, gdzie zbiera się grupka chętnych na Deltę. Są wśród nas 1- 2- i 3-dniowcy. Wyjeżdżamy punktualnie i cóż z tego, jeśli po 20 kilometrach jazdy, zaczyna się „szlak komercyjny”. 30 minut postoju w knajpie spędzam w hamaku... Po godzinie dojeżdżamy do My Tho, ponaddwustutysięcznego już miasta wżerającego się swoimi osiedlami w Deltę. Stajemy przy przystani i przepakowujemy się do łodzi motorowej. Siadam z przodu pokładu, by mieć dobry widok na Mekong a dokładniej jedną z jego wielu odnóg. Płyniemy w stronę jednej z kilku najbliższych wysp, które będziemy zwiedzać. Noszą one „poetyckie” nazwy, zapewne wymyślone na potrzeby przemysłu turystycznego. Woda w Mekongu jest brązowa, na powierzchni unoszą się wyrwane z korzeniami kawałki filodendronów.
Ruch na rzece umiarkowany, w ciągu pół godziny mijamy z dziesięć innych łodzi i statków. Cumujemy i co widzę? Oczywiście stragany z pamiątkami i owocami. Na szczęście przechodzimy szybkim krokiem obok, bez zatrzymywania i siadamy w … knajpie. Skromny poczęstunek, herbata w mini-kubeczkach z odrobiną miodu i skrawkiem cytryny. Na środek „sceny” wyskakuje młody mężczyzna z plastrem miodu i opowiada zachodniej młodzieży, skąd się bierze miód. Na sąsiednim stoliku stoją słoiki ze żmijami i skorpionami zalanymi alkoholem. Jest też duży, może 10-litrowy słój z ciasno zwiniętymi wężami i ptakiem wielkości kosa. Rozdziawiony dziób wystaje mu nad powierzchnię. I ta właśnie nalewka wzbudza moje zainteresowanie. Mam ochotę spróbować!

Następny dzień  Powrót do Wstępu   Powrót do Strony głównej