Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28]


Hanoi

poniedziałek, 23 I 2012


Domagam się śniadania! | | | | |


Pierwsza noc w Indochinach za mną. Główne zadanie na dziś – kupno biletów do Hue. Gdyby nie święto Tet, bez zastanowienia kupowałbym bilet otwarty do Ho Chi Minh City. Taki wieloodcinkowy bilet powinien kosztować około 40 USD i jest sprawdzonym sposobem przemieszczania się wzdłuż Wietnam. Teraz, z powodu tygodniowego święta, ceny za transport podskoczyły dwukrotnie. Będę więc musiał kombinować, jadąc może lokalnymi autobusami na krótszych odcinkach. Póki co odwiedzam kilka agencji turystycznych, szukając najtańszego biletu do Hue. W Travel Sing kupuję bilet za 21 USD na zwykły nocny autobus. Zgrzytam zębami, bo to cena jak na open ticket do Sajgonu. No, dobrze. Mam cały dzień na zwiedzanie stolicy. Wracam po bety do hostelu, by je przenieść do agencji i grzecznie pytam zaspanego chłopaka za kontuarem o wliczone w cenę noclegu śniadanie.

– Breakfast? Breakfast... Breakfast... – mamrocze pod nosem.

Czuję, że nic z tego nie będzie, ale nie ustępuję.

– Yes! Breakfast is included – mówię, pokazując ofertę przesłaną mailem.

– But Tet! You know we have Tet... - tłumaczy się chłopak.

Z ociąganiem Wietnamczyk daje zapakowana w folię drożdżówkę.

- And coffee! - rzucam z czystej złośliwości i, nie czekając na odpowiedź, wychodzę.

[opis reszty dnia: spacer po Hanoi, wyjazd do Hue]

Następny dzień  Powrót do Wstępu   Powrót do Strony głównej