Dzień: [1-2] [3] [4] [5] [6-7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25-27] [28-29]
Wyjazd do Girony | Łaźnie Arabskie i piękna Katedra | Spacer po dzielnicy żydowskiej
Byłem przyjemnie zaskoczony, gdy poprzedniego dnia wieczorem Ewa i Adam zaproponowali mi indywidualną wycieczkę do pobliskiej Girony. To był znacznie lepszy pomysł niż plażowanie w Tossa, zwłaszcza że nie zapowiadał się upalny dzień. Rano okazało się, że pojedziemy w piątkę – z Anką i Misią. Po drodze do Girony oddalonej o 50 km (autobus linii Sarifa) minęliśmy kilka uroczych miasteczek (m.in. Casa de la Selva i Llagostera), na widok których Ewa, która już była na Costa Brava, wykrzykiwała "To Girona, poznaję!".
Szybkim krokiem przemierzyliśmy mniej ciekawe okolice między dworcem autobusowym a Rio Onyar i przez atrakcyjny mostek podeszliśmy pod kościół Sant Feliou. Tu Adam i Ewa po raz kolejny udowodnili, że mają mnóstwo filmów do wypstrykania. Kościół niby za darmo, ale, by coś więcej zobaczyć, musieliśmy zrzucić się na oświetlenie. Później zwiedziliśmy łaźnie arabskie – kilka 1000-letnich pomieszczeń połączonych korytarzami. Miłe i sympatyczne miejsce.
Stąd już było tylko kroków pod najważniejszy obiekt – Katedrę. Kilkadziesiąt a może więcej schodów prowadzących do kościoła znakomicie utrudniało łatwe uchwycenie gotyckiej fasady. Wnętrze było imponujące, pokręciliśmy się przez dłuższą chwilę. Ewa z Adamem zwiedzili również katedralne muzeum, ja – mimo że wywieszona tam ścierka (arras z X wieku przedstawiający stworzenie świata) – była dużą atrakcją – nie zdecydowałem się na wydatek kilku euro. W poszukiwaniu WC dla Anki zaglądnęliśmy do pobliskiego Muzeum Sztuki. Kilka sal z barokowym i renesansowym malarstwem, które zobaczyłem "w poszukiwaniu" kibelka zupełnie mnie usatysfakcjonowało. Kawka na dziedzińcu.
A dalej zamek czy raczej resztki fortyfikacji ładnie odnowionych i utrzymywanych. Mury, wykusze, schody, ławeczki poukrywane w zagajnikach akacjowych, gustownie urządzone sadzawki i strumyki, zrobiły na mnie pozytywne wrażenie. A gdy spojrzałem z wieży na panoramę średniowiecznego miasta z zamglonymi szczytami Pirenejów na horyzoncie – byłem naprawdę zadowolony.
Dzielnica żydowska to mnóstwo wąskich uroczych uliczek, mnóstwo sklepików knajpek i turystów. Podczas gdy koneserzy sztuki i pamiątek żydowskich zwiedzali lokalne muzeum, ja powłóczyłem się z dziewczynami po okolicznych uliczkach. W McDonaldzie Anka krzyknęła "Mój aparat" i pobiegliśmy do sklepiku, w którym piętnaście minut wcześniej robiły zakupy. Był. Dziwne. Miłe.
Nie udało się nam odszukać Fontana d'Or – mimo że kilka razy zawracaliśmy w poszukiwaniu fontanny. Udało się natomiast zaliczyć tanie zakupy w Plusie. Później spacery nad Onyar z malowniczymi mostami i równie atrakcyjnymi domami położonymi tuż nad wodą. Jeden z mostów, Pont de les Peixateries Velles, utkwił mi w pamięci – o ażurowej konstrukcji stalowej zbudowany przez Eiffela. Tak na marginesie, ten najsławniejszy chyba inżynier od konstrukcji stalowych, zaprojektował nie tylko wieżę w Paryżu i wiele mostów na świecie (w Porto, Bordeaux, Bordżomi, w Masywie Centralnym, w Hue, Arequipie a nawet w naszym Przemyślu), ale też dworce (np. w La Paz, Santiago, Tuluzie i Budapeszcie), katedry (w Peru i Chile), latarnie (w Egipcie, Estonii) i inne obiekty przemysłowe (w Izmirze, La Paz). Do odjazdu autobusu mieliśmy jeszcze sporo czasu (rzadkie połączenie z Tossa). Godzinny odpoczynek w parku przeznaczyliśmy na wymianę turystycznych doświadczeń. Ja jeszcze odwiedziłem cyber-cafe (1,5 €/30 min) przy ul. Salvadora i wróciliśmy do Tossa.
Nocny spacer pod zamek. Deszcz.
![]() | Rio Onyar |
| Dzielnica żydowska | ![]() |
![]() | Łaźnie Arabskie |
| Dzielnica żydowska | ![]() |