Dzień: [1-2] [3] [4] [5] [6-7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25-27] [28-29]


Granada

wtorek, 13 VIII 2002


Kolejna noc w autobusie |Kolejkowy stres |Aśka oprowadza mnie po Granadzie | Aśka próbuje mnie wykończyć |Alhambra |Udany dzień


Granada

Jedziemy. Najpierw półgodzinne korelowanie mapy samochodowej z topografią terenu zakończone znalezieniem drogi na południe. Z radości autobus zakręcił dwa kółka na rondzie ;-)
Nocny przejazd - jak ja to lubię... Wyciąg klimy umieszczony wprost nad nami odsysa resztki ciepłego powietrza z autobusu. Dobrze, że wziąłem ze sobą polar. Globtramp serwuje kolejny kąsek dla koneserów sztuki filmowej: "Niewinna i coś tam". Droga do Walencji (mijanej obwodnicą) schodzi szybko, później autobus zwalnia ze względu na górki a może i narastające zmęczenie kierowców. W pół-śnie przypatruję się szczytom Sierra Nevada i przypominam sobie wspaniałą podróż przez Góry Skandynawskie. Katedra

Do Granady wjeżdżamy już obudzeni. Desant pod Alhambrą, widzimy gigantyczną, monstrualną wręcz kolejkę po bilety. Mamy rezerwację! E nie... żartowałem... Gorzej, bo 900 biletów dopołudniowych kończy się a z pobieżnej oceny liczby chętnych wynika, że nie ma szans na wejście przed 14.30. Sytuacja staje się napięta; z pomysłu, by podjechać tymczasem do hipermarketu - nici: kierowcy odmawiają jazdy. Ludzie są wyraźnie niezadowoleni, psioczą i czekają na decyzje: mogą iść zwiedzać Granadę, czy muszą stać w kolejce? W końcu 8 ochotników zostaje (można kupić do 5 biletów/osobę), reszta się rozchodzi. W towarzystwie miłej koleżanki Aśki wyruszam na podbój miasta. Parkową aleją dochodzimy do rzeczki z fotogenicznymi mostkami. Na trasie do muzeum archeologicznego znajduje się łaźnia arabska i, co jest szczególnie miłe, Hiszpanie zapomnieli wprowadzić opłaty za jej zwiedzanie. Skwapliwie korzystamy. Jest w innym stylu niż łaźnie z Girony, więcej tu zieleni. Przyjemne miejsce. Asia

Aśka prowadzi mnie białymi uliczkami w kierunku Kolegiaty. Drzwi i balkony mijanych domów ozdobione ręcznie malowanymi kafelkami wyzwalają u Aśki odruch naciskania migawki. Ja oszczędzam - wziąłem ze sobą tylko 8 filmów pamiętając, że większe dawki zdjęć szybko nudzą znajomych, a i pojemność mojego konta w sieci jest ograniczona. Amatorka kolegiat pozbywa się 0.75 €, ja oglądam starsze Hiszpanki. Spacerując po mieście często zadaję sobie pytanie: skąd tyle staruszków!? Na miejscowym targu kupujemy brzoskwinie (1.5 €) i pomidory (0.6 €/kg), i wzdłuż resztek miejskich murów idziemy do Katedry. Uliczki zapełniają się turystami, straganami, tawernami. Typowy urok urokliwego miasteczka. Jako internetowi zboczeńcy wstępujemy na chwilę by skontaktować się z krajem (0.4 €/15 min). Niemcy, Austria i Czechy pod wodą... Hm, niedobrze. Zdjęcia pod Katedrą (2.5 €, skarbiec tyle samo, dziękuję, postoję). W pobliżu trochę zakątków z arabskimi mozaikami i kafelkami.

Słoneczko zaczyna cieplej grzać, a Aśka rzuca hasło "wioska cygańska". Cholera! To drugi koniec miasta. Ale czy mogę jej odmówić? Zaliczamy Bramę Elviry (nic ciekawego) i szybki marsz pod górę w kierunku Sacromonte. Dostaję zadyszki. Ta dziewczyna mnie wykończy... Ustalamy, że będzie jej przykro w przypadku mojego zgonu z powodu intensywnego programu turystycznego. Wioska cygańska a raczej jej resztki na zboczu wzgórza. Właściwie nie ma co zwiedzać, wystarczy popatrzeć. Poświęcam się kolejny raz i podaję Aśce dojrzałą opuncję. Mmmm... paluszki lizać... po małych, niedobrych igiełkach. Teraz sprint do miasta i do Alhambry.

Dostajemy trzyczęściowe bilety za 7 € (ulgowych nie ma). Kompleks Alhambry jest w zasadzie otwarty dla zwiedzających z wyjątkiem trzech, najbardziej atrakcyjnych obiektów: Ogrodów Królewskich, Alkazaby i Pałacu Nazaries.
Alhambra Zaczynamy od Ogrodów. Żywopłoty i róże. Phi... u mojej babci ogródek był ładniejszy! No, ok, po prostu spodziewałem się czegoś bardziej imponującego. Zamek Alkazaba bardziej mi się podoba. Potężne mury, zakamarki, bastiony i wieże. Przyjemny chłodek przy okazji...
Czas na darmowy pałac Karola V z ciekawym dziedzińcem (arkady z kolebkowym sklepieniem) i gwóźdź programu - Palacios Nazaries. Pałac jest imponujący, 10 razy ciekawszy niż Topkapi. Przechodzimy przez kolejne pomieszczenia o ścianach ozdobionych arabskimi ornamentami wykutymi w miękkim kamieniu i rzeźbionych drewnianych sufitach. Szymon uczy nas rozpoznawać najpopularniejszą inskrypcję o Allahu. Jestem pełen podziwu dla kunsztu i wytrwałości rzemieślników i artystów tamtej epoki. Rafał i Szymon starają się przekrzyczeć innych przewodników. Czasem ciężko przecisnąć się przez tłum turystów. Seraj, harem - to trzeba zobaczyć. Chwila oddechu w ogrodzie.

Podsumowując: dzień na "5". Muszę przyznać, że przeszła (przynajmniej mi) poranna złość na organizatora. Po prostu bałem się, że z powodu braku biletów na dziś w ogóle Alhambra wyleci z programu wycieczki.
Teraz kilkugodzinny przejazd do Rooe przy Cieśninie Gibraltarskiej. Zjeżdżamy w końcu z autostrady, pierwsze dwa kempingi są pełne, a komunikat pilota wywołuje ogólną wesołość. Na trzecim kempingu jesteśmy o 23.00. Ludzie nie mają sił i ochoty na rozbijanie namiotów. Pobudka o 6.00


I jeszcze Alhambra
Alhambra Alhambra
Alhambra Alhambra
Alhambra Alhambra
Pewnie coś o Allahu Alhambra
Alhambra Alhambra: harem
Alhambra: portal na dziedzińcu Alhambra
Alhambra Alhambra
Alhambra Alhambra

Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej