Dzień: [1-2] [3] [4] [5] [6-7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25-27] [28-29]


Tetuan - Tarifa

niedziela, 25 VIII 2002


Rozmyślania o sobie | Zmieniamy czas |Spacer po Tetuanie|Witaj Europo!


Góry Rif

Zdaje się, że za dużo wymagam od ludzi, za bardzo się spodziewam u nich cech podobnych do moich.
Dostałem dziś na kolację od Agnieszki i Asi dużą porcję uszek. Asia nie najlepiej się czuje, więc wspaniałomyślnie podzieliła się żarciem. Nieopatrznie wypowiedziałem pod adresem Agnieszki kilka słów - zrobiło się przykro... Podziękowałem, pożegnałem się.
Chciałbym by ci, których lubię byli podobni do mnie. A przecież nie jest to konieczne. Tyle nieistotnych szczegółów, tyle różnic może być w hierarchii wartości, w opiniach na różne sprawy, w potrzebach i uczuciach. Można przecież różnić się i to znacznie w tych właśnie nieistotnych, pobocznych sprawach byle by być zgodnym w najważniejszych kwestiach. Niestety ciągle o tym zapominam i oczekuję podobieństw we wszystkim. Tetuan

A zatem jestem w Europie. Symboliczne w pewnym sensie przesunięcie zegarków o 2 godziny do przodu. Dopiero z tej perspektywy widzę to skojarzenie z cofaniem czasu przy wjeździe do Maroka... Będąc w Maroku narzekałem na jego zeuropeizowanie, teraz wydaje mi się to zabawne. Te kilkanaście kilometrów wody to naprawdę sporo - to prawdziwa przepaść cywilizacyjna i kulturalna. Nie fruwają tu czarne worki w powietrzu, trawa jakby zieleńsza a ludzie nie nazywają cię friendem z powodu ewentualnej gotówki. Wróćmy jednak myślą do Afryki...

Dwieście czy trzysta kilometrów między Rabatem a Tetuanem spędzam nolens volens w szpitalu na kółkach. Infekcja podłapana przez kilka osób roznosi się po całym autobusie, Zewsząd słychać kaszel i smarkanie. Niestety nie ma możliwości położenia się do łóżka i wzięcia zwolnienia na czas trampingu. Mnie wirus dopadł w Mohammedii ale wcześniej ofiarą padli: Ewa (blondynka), pan Adam i Asia. W każdym razie o nich wiem. Zresztą w tych warunkach - klima i upał na zewnątrz - przeziębienie jest łatwe do podłapania i niemożliwe do wyleczenia. Asia zażywa antybiotyk, ja - tym razem nie wziąłem ze sobą :-( Później, gdy w Hiszpanii zainfekowanych osób jest 50% albo i więcej, Anka z wyrzutem popatrzy na mnie... Tak jakbym był przyczyną tej plagi... Adam, z którym siedzę, i Starsza Pani - sąsiadka Ewy blondynki, to twarde sztuki - ich organizmy poddadzą się dopiero w ostatnim dniu trampingu.
W Tetuanie mamy do dyspozycji godzinę - idziemy na krótki spacer, dochodzimy do suków, kupujemy (liczba mnoga konieczna!) baterię do zegarka dla Agnieszki i... wracamy. Miasto z pewnością jest ładne, z miłą atmosferą i ładnym położeniem. Nikt nie ma jednak ani sił ani ochoty na dłuższy pobyt w tym miejscu - jedziemy do Ceuty. Tetuan

Przejazd przez granicę odbywa się nadspodziewanie szybko i bezproblemowo. Wypełniamy znów grzecznie marokańskie karteczki a paszporty zostają ozdobione kolejną pieczątką. Oficer króla Mohammeda liczy później stemple i jedziemy. Obowiązkowe tankowanie w Ceucie (1.4 €/1l diesla). Błyskawiczny transfer na prom. Tu zgrzyt - autobus się nie zmieścił i musi płynąć kolejnym promem. Godzinę oczekiwania wykorzystuję na spacer po nabrzeżu Algeciras i internetowaniu się. Na Wirtualnej Polsce czytam, iż 11 osób utonęło w... Algierii. No, niewiele pomyliłem się prognozując powodzie w Marrakeszu ;-) A w ogóle to powodzie są od Hiszpanii po Chiny... Się porobiło... Maile moje dochodzą do Polski, dostaję odpowiedzi :-))) Podobno nie muszę kupować niczego ze złota. Heh, trochę za późno kochana żono... Prezenty kupione, forsa wydana i nic już nie będę zamieniać. Przy okazji można zrobić bilans wydatków w Maroku. Wymieniłem 100$ dostałem ponad 1000 Hassanów, pardon, dirhamów. 65$ wydałem na prezenty, 25$ na zwiedzanie (w tym jeep) a reszta - chyba żarcie?! Ceuta

Wracam myślą do lądowania w Europie. Jedziemy do Tarify na nocleg. Pilot zapowiada, że będziemy na miejscu za 2 h. Ech myślę sobie, znów rozbijanie namiotów po ciemku.. Na szczęście rzut oka na mapę upewnia mnie, że Szymon ma specyficzne, nieświadome poczucie humoru. 28 kilometrów dzielące port w Algeciras od kempingu daje się pokonać znacznie szybciej.
Zanim się na nim znajdziemy, przejedziemy ładną górską drogą wśród górek obsianych wiatrakami zgodnie mielącymi powietrze. Kemping będzie czysty, zadbany, z trawą (miejscami) i ciepłą wodą. I choć daleko od plaży to ślicznie położony i taki - po prostu - europejski.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej