Dzień: [1-2] [3] [4] [5] [6-7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25-27] [28-29]


Przysłowie marokanskie


Todra - Ouarzazate

poniedziałek, 19 VIII 2002


Marzenia o Saharze | Wąwóz Todra - sielskie obrazki |Kryzys |Agnieszka tańczy


Kasba

Biorąc pod uwagę jak bardzo rozległa i różnorodna jest Sahara, wczorajsza wycieczka na pustynię była zaledwie jej niewielkim muśnięciem czy też liźnięciem. Trudno. Może będzie jeszcze okazja zmierzyć się z tym morzem piasku, poczuć prawdziwe pragnienie, przeżyć prawdziwą burzę piaskową? Tak czy inaczej, żegnamy się z Saharą.
Dziś w programie wąwóz Todra i kilkusetkilometrowy przejazd do Ouarzazate, najbardziej na południe wysuniętego punktu naszego trampingu.
Wąwóz Todra... Gdy jeździ się palcem po mapie i natrafia na ciekawe nazwy - rozpala się wyobraźnia - chcemy tam być, poznać takie miejsce. Przypominają mi się tajemnicze miejsca z Bieszczadów: Sine Wiry, Czertyżne, Łuh... I choć czasem te miejsca rozczarowują, to przecież trzeba to sprawdzić samemu...
Pierwsze kilkadziesiąt kilometrów drogi w dolinie rzeki Zed mija szybko. Wkrótce zielone wioski i kasby stają się rzadsze, przejeżdżamy przez bardziej dzikie tereny. O tym, że i tu dotarła cywilizacja świadczą tylko rozstawione co kilkanaście kilometrów przekaźniki telefonii komórkowej. By dojechać do wioski położonej u wylotu doliny Todry, autobus musi wspiąć się na wysoki grzbiet. Tu chwila na zrobienie zdjęć. Odganiamy nachalnych Marokańczyków, którzy tu czatują na turystów. Dzieciaki rozdają wykonane z liści trzciny wyplatanki - gift!, gift!, dorośli zakładają ci niebieską chustę i robią zdjęcie... (no money! no money!) Po chwili jedni i drudzy wyciągają ręce po dirhamy... Disgusting... Odjeżdżamy. Kasby na drodze do Todry

Rzeka Todry na niewielkim odcinku przedziera się przez pasmo górskie wcinając się głęboko i tworząc malowniczy wąwóz o kilkusetmetrowych ścianach. Miejsce to, jak się zdaje, jest tradycyjnym celem marokańskich pikników - wzdłuż rzeki, która o tej porze roku jest właściwie tylko potokiem, rozłożyły się całe rodziny. Piją herbatkę z termosu, zajadają ciasteczka i rozmawiają. Sielanka... Gdyby nie dziesiątki zaparkowanych samochodów, byłoby to malownicze miejsce. Samotny półgodzinny spacer kończę kilkaset metrów za potężną skalną bramą. Dalej ściany wąwozu opadają a dolina się rozszerza. Zresztą brak czasu, by dojść do końca doliny (20 km). Wracam nie spiesząc się. Todra. Foto: Asia

Wypijam dużą porcję kawy i wygłaszam dla kilku zainteresowanych osób odczyt o palnikach Campingaz. W autobusie przeżywam kryzys: kawa walczy z napojem cytrynowym a rozgrzana głowa nie ma ochoty na sędziowanie. Efektem są dreszcze, nadmierne pocenie i ogólna zapaść. Wszystkie otwory mojego ciała są gotowe do użytku. Gdybym teraz zatrzymał autobus ludzie mieliby ubaw, jaki ze mnie gieroj. Stosuję autohipnozę, akupresurę i korzystam z usług zielonej wstążki od Fatimy. Stopniowo stan mój się normuje, nie odczuwam już żadnych pragnień. Powiedzmy ;-)  . Dalszą drogę przesypiam zerkając od czasu do czasu na krajobrazy. A te są znów przepiękne. Szerokie przestrzenie wokół szosy, dalej ciemne, niemal czarne pagórki i wzgórza hamady a na horyzoncie Wysoki Atlas. Kopulaste czarne górki z klasyczną perspektywą powietrzną przypominają mi w pewnym momencie obrazki z Chin. Czasem płaskowyż rozcięty jest głębokimi wąwozami uedów niewidocznymi nawet z małej odległości. Spływająca do nich woda przyciąga ludzi i daje zieleń. Takie palmowe zagajniki w towarzystwie glinianych domów często pozawieszanych na zboczach cieszą nasze oczy. Poza tym pustynia jest niewiarygodnie nudna.
Ouarzarzate pojawia się nagle i zostaje zaanonsowane szturchnięciem przez Adama. Przebudzam się. Desant na kameralnym kempingu. Todra - górny odcinek wąwozu

Po kolacji nudzę i nudzę i w końcu udaje mi się namówić Aśkę na spacer. Nagle okazuje się, że chętnych jest wielu i idziemy sporą grupką do miasta. My wybieramy internet (ot - zboczenie), pozostali gdzieś znikają. Mejlujemy. Przy okazji stwierdzam, że na całym świecie chłopcy interesują się tym samym w sieci ;-) Siadamy na krawężniku przy głównej ulicy i obserwujemy nocne życie. Ja od czasu do czasu rzucam "cześć" do Marokanek i Marokańczyków, Aśka z niewiadomych powodów strofuje mnie. Na kempingu mówimy sobie 'dobranoc' lecz to dopiero początek wieczoru dla mnie.
Agnieszka ma ochotę dziś na coś specjalnego. Długi spacer główną ulicą, zatrzymujemy się pod ładnie oświetloną Kasbą. W pobliżu kupujemy litrowy napój i korzystamy z lekkim drżeniem w sercu z dwóch nie pierwszej czystości szklanek. Z sąsiedniego lokalu dobiega muzyka: ni to arabska ni to żydowska, jak stwierdza Agnieszka, sam nie wiem. Marokańczyk namawia nas - wchodzimy. W dużej sali na scenie śpiewa wokalista, chłopaki grają na instrumentach. Zamawiamy pepsi (po 20 DH) i z zaciekawieniem się rozglądamy. W fotelach w półmroku siedzą prawie sami mężczyźni, kilka wymalowanych puszystych kobiet kręci się po sali. Kończą się piosenki, na scenie pojawiają się owe wystrojone tłustawe Marokanki i przy muzyce instrumentalnej zaczynają tańczyć. Ruszają ponętnie biodrami choć nie jest to jeszcze żaden taniec brzucha. Agnieszka uśmiecha się z politowaniem - dała się wcześniej poznać jako znawczyni tematu i widać, że chętnie sama by wskoczyła na scenę. Marokanczycy Tymczasem Marokanki wdzięczą się przed tymi samotnymi mężczyznami przy stolikach, kilku wstaje i "razem" tańczą. No, dystans zachowują transatlantycki ;-) Od czasu do czasu jedna z Marokanek uśmiecha się do Agnieszki i gestami zachęca ją do zabawy. Ta waha się, ale... wstaje. Muzyka zmienia się na bardziej arabską czy turecką, Marokanki i Agnieszka ustawiają się w rządku i dość zgodnie się poruszają, słyszę pomruki zadowolenia na sali. Agnieszka wzorem Arabek, podwija nieco bluzkę odsłaniając brzuch. No, teraz to się może podobać! Agnieszka kołysze biodrami i ogólnie stara się naśladować pozostałe tancerki. Muszę powiedzieć, że świetnie jej to wychodzi. Skąd ta dziewczyna zna takie wygibasy? Ale widać, że lubi tańczyć i jest w swoim żywiole. Jakiś rozochocony Marokańczyk staje przed nią i próbuje się popisywać ale miejscowy wykidajło zdecydowanie usuwa go ze sceny. Mężczyźni na sali zaczynają gwizdać, nie wiem, czy to z zadowolenia czy w formie protestu, ale zaczynam się zastanawiać, jak się to wszystko skończy. Występy trwają jeszcze chwilę, później brawa i zespół zmienia muzykę a Agnieszka wraca do stolika. Widzę, że jest zadowolona :-))

Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej