Dzień: [1-2] [3] [4] [5] [6-7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25-27] [28-29]


Algeciras-Ceuta-Fez

środa, 14 VIII 2002


Przeprawa do Ceuty | Afryka przeraża | Rozważania o trampingu


Pożegnanie z Algeciras

Pobudka "skoro świt" - dzień przeprawy do Ceuty i dalej do Fezu. Kawał drogi... Wreszcie Afryka :-)   Do portu zajeżdżamy w godzinę. W hallu mijamy dziesiątki kantorów z biletami do Ceuty po 11 € (zwykły prom) - 21 € (wodolot). Nasz prom jest mały, skromniutki, trochę huśta. Ostatnie wiadomości z telewizji hiszpańskiej - powodzie w Niemczech i Czechach. Hm...
Wypełnianie granicznych karteczek marokańskich to nie taka prosta rzecz: "W pierwszej rubryce (Nom) wpisujemy imię" - głośno oświadcza Szymon a my jak cielęta wpisujemy. "Uwaga. Przekreślamy imię, wpisujemy nazwisko" - posłusznie wpisujemy nazwisko. "W czwartej rubryce wpisujemy zawód". Ciach! - gotowe. "Jako zawód wpisujemy teacher" - ciągnie Szymon a długopisy niektórym wypadają z ręki... No, ok. Poszło...

W Ceucie tankujemy do pełna (ropa pół darmo) i robimy zakupy w hipermakecie. Biorę wodę, napoje, winogrona (myję je wodą ze szlaucha na stacji benzynowej - ameba na 100%), jakieś wino. Jedziemy przez miasto gdzieś, hm... zdaje się, że kręcimy się w kółko. Ale ok, już znam Ceutę. Przejście graniczne. Klima wyłączona, typowe oczekiwanie na nie-w-pełni-cywilizowanej granicy: na co czekamy, ile to potrwa? Po ponad godzinie ruszamy - Marokańczyk tylko pooglądał twarze białasów w paszportach.

Zielone zbocza Rifu

A zatem jestem w Afryce. I choć dla niektórych Afryka to dopiero Czarna Afryka - to jednak cieszę się, że tu jestem. Maroko wita nas radośnie fruwającymi czarnymi wronami - cywilizacja worków foliowych i tu dotarła. Mijamy kilkadziesiąt jednakowych mercedesów - taksówki nie cieszą się dziś powodzeniem. Zbliża się południe a to dopiero początek drogi na dziś...
Szymon przedstawia nam przerażającą prawdę o Maroku. Głównymi mieszkańcami kraju są ameby i inne pierwotniaki. Wszyscy Marokańczycy są zarażeni choć może o tym nie wiedzą. A dla nas Europejczyków choroba wywołana amebą jest nieuleczalna, i co tu dużo mówić - śmiertelna. Blady strach, silniejszy niż opalenizna z Tossa de Mar padł na nas. W zasadzie tylko Agnieszka i ja zachowujemy spokój - byliśmy w Syrii i Jordanii, piliśmy kranówę i przeżyliśmy... W stronę Fezu...

Cieszę się, że pojechałem tu z tymi ludźmi. No i z Globtrampem. Oczywiście zdarzają się drobne wpadki organizacyjne a ilość informacji otrzymywana od Szymona czy Eweliny jest stanowczo niewystarczająca. Nie mówiąc już o jakości przekazu. Do najważniejszych niedostatków biura należą: kompletne niedoszacowanie kosztów zwiedzania. Powiedziano mi na dzień przed wyjazdem, że na poprzednim trampingu koszty wyniosły 52$. A połowę z tego już wydałem po 9 dniach. Dalej - będąc już na trasie nie wiemy, ile będzie kosztowało zwiedzanie danego miasta. Takie informacje pomogłyby w zaplanowaniu wydatków. Ale ogólnie nie jest źle.

Ludzie. Jest ich 40. To dużo. Jasne było dla mnie, że nie ze wszystkimi bliżej się poznam. Do dziś nie znam wszystkich imion, mylą mi się twarze. Część grupy zna się z poprzednich wyjazdów, trzymają się razem (na ogół) - to normalne. Szkoda natomiast, że na pierwszym czy drugim kempingu nie siedliśmy sobie razem i nie przedstawiliśmy się. A tam zresztą... Jest parę osób, które dla mnie zaistniały, polubiłem je mniej lub bardziej. Ale wiem, że przelatujemy obok siebie jak meteory, zdaję sobie sprawę, jak bardzo przypadkową zbiorowość tworzymy... Wątpię abym w przyszłym roku jechał na tramping z Globtrampem (no, chyba że w ofercie pojawi się jakiś nowy kierunek trampingowy).


Górzysty krajobraz, wioski - zielone skupiska drzew na tle spalonej słońcem ziemi, gaje oliwne i plantacje dębu korkowego. Przejazd przez góry Rif byłby przyjemnością, gdyby nie tak wolno płynący czas... Dwieście kilkadziesiąt kilometrów drogi do Fezu jedziemy 8 godzin. Pierwszy afrykański nocleg: Adam Nie wiem, czy to możliwości autobusu, stan dróg, czy umiejętności kierowców sprawiają, że tak długo to trwa. Raz na kilka godzin stajemy na odludnej stacji benzynowej i zatykamy kibelki. W końcu Fez, w końcu kemping i prysznice, i jedzonko, i kawka, i spanko...


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej