Dzień: [1] [2-3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23-24]


Borobudur – Yogyakarta

wtorek, 26 III 2019


Ach, to moje lenistwo!Buddyjska świątynia na wzgórzu | Pałac Wodny i ulewa | A co tu chodzi czyli Teatr Cieni


O, jakże mi ciężko wziąć się za pisanie! Dawniej potrafiłem robić notatki na bieżąco patrząc na jakieś miejsce i zapisując swoje odczucia i spostrzeżenia – tak, na przykład, było w Jerash. Siedząc w cieniu kolumnady miast delektować się widokiem antycznych ruin zapisywałem swe odczucia w dzienniku. Pamięć jest przecież taka ulotna… Dziś jest to być może kwestia zmęczenia – zarówno drogą, jak i ilością wszystkich turystycznych doświadczeń. A być może spowodowane jest to obecnością drugiej osoby, w stosunku do której czuję zobowiązanie, by poświęcać jej czas i uwagę. Powinienem chociaż hasłowo zapisywać notki w dyktafonie; tak jednak nie robię, taki jestem. Generalnie przyjmuję, że nie jestem w stanie siebie zmienić. A to, co robię, uznaję, że jest dla mnie właściwe – w tym sensie, że stanowi o tym, że ja to ja – ze wszelkimi wadami i zaletami.

[wyjazd do Borobudur]

Ktoś z nas rzuca hasło: teatr cieni!
– Idziemy?
Już wiele tygodni wcześniej Cecile wspomniała o tej miejscowej rozrywce. Z powodów opisywanych na wstępie nie zapaliłem się wtedy do tego pomysłu.
– Ok, zobaczymy na miejscu – odpowiadałem.
W gruncie rzeczy uwielbiam różnego rodzaju lokalne spektakle i występy. Zachwycałem się on tradycyjnym śpiewem chuur i tańcem w maskach w mongolskim teatrze, wzruszałem się na balecie "Jezioro Łabędzie" w Petersburgu, oniemiałem wprost podczas występów akrobatów i towarzyszącym im upojnych rytmach bębnów w Sajgonie… Miło wspominam pokazy i naukę tańca żydowskiego w Tel Awiwie, koncerty popowe na plaży w Hiszpanii, występy kapel rockowych w Karelii, pokazy tańców na zocalo w meksykańskich miastach i kameralny występ kwartetu instrumentalnego w Baku, a także dziesiątki czy setki ulicznych grajków i tancerzy, przy których zatrzymywałem się na chwilę, by odsapnąć podczas długiego spaceru po mieście. Lubię te wszystkie spotkania z artystami większej lub mniejszej klasy. Na długo zapadają w pamięć, choć z czasem te wydarzenia szarzeją, tracą ostrość. Ale pozostaje atmosfera miejsca, tych chwil. Ruch, barwy i dźwięki wracają we wspomnieniach, przypominają najlepsze momenty z wyjazdów. Kocham to.
– Idziemy! – decydujemy się.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej