Dzień: [0] [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7]


Cezarea – Tel Awiw

środa, 16 IV 2014


Poranek na plaży | W antycznej Cezarei | | | |


Z przerywanego snu wyrywa mnie dźwięk budzika. Ech, znów się nie wyspałem! Wyciągam głowę z namiotu. Niebo zasnute jest wciąż chmurami, wiatr ustał. Nie będzie to ładny dzień, przynajmniej na to się zanosi. W oddali dostrzegam kilka namiotów, okazuje się więc, że niepotrzebnie się przejmowałem „nielegalnością” naszego noclegu. Ale jakby nie było – trzeba będzie w miarę szybko zwinąć namiot. Pakuję się po cichu, rozkładając przed wejściem alumatę i śpiwór Iwony.

– Jest 6:30 – delikatnie budzę Iwonę – nie musisz wstawać, ale przenieś się do śpiwora na zewnątrz – proszę.

Półprzytomna Iwona wyślizguje się z namiotu. Starannie zasuwam suwak w śpiworze i opatulam jej głowę. Niech śpi jeszcze! Składam namiot i idę na spacer. Brzegiem morza biegają młodzi i starzy, niektórzy w towarzystwie niezbyt szczęśliwych psów. Na parkingu pusto, jeśli nie liczyć samochodów z przyczepami kempingowymi i samochodów sąsiadów. O igraszkach ostatniej nocy świadczą tylko puszki po piwie, pogubione skarpetki i podkoszulki i prezerwatywy. Po 7:00 zarządzam pobudkę. Zjadamy serki topione, biszkopty i czekoladę. Jeszcze spacer do odległego WC-tu i możemy się stąd wynosić. Siadamy na przystanku autobusowym.

– Jedziemy autobusem czy czekamy na stopa?

– No, nie wiem.

Z pewnym zdziwieniem zauważam, że mijają nas dwa autobusy Eged. Nie zatrzymują się tu, a my jakoś nie dopominamy się tego. Wybieramy stopowanie, chociaż to tylko 30 km. Iwonę boli noga, więc rozumiem, że nie chce się jej iść.

Pod bramę Parku Narodowego Cezarea porzuca nas 50-latka. Teren otoczony jest z tej strony murami, zastanawiam się czy jest sens chodzić od tyłu. Byłaby to oszczędność rzędu 70 zł.

– Oj tam! – wzdycham – oszczędziliśmy dziś na transporcie, idziemy do kasy.

Bilety są stosunkowo drogie, jak na izraelskie parki narodowe – po 40 ILS.

– Razem ze wstępem do amfiteatru – mówi kasjerka.

– Aha – kwituję.

Dopiero później odkryję, że można było kupić bilety po 14 ILS tylko na teren ruin miasta. Albo po prostu wejść bez biletu od strony północnej.

No dobrze, zwiedzamy. Na początek łamana wieża bramna z ostrołukami i sklepieniem kolebkowym – rodem ze średniowiecznego gotyckiego zamku. Musimy tu, w jej chłodnym mroku, trochę odsapnąć. Po drugiej stronie murów zaczyna się licząca 2500 lat starożytna droga prowadzącą w kierunku portu.

Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej