Dzień: [1] [2-3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23-24]


Amsterdam – (Damman) – (Maskat) – (Dżakarta) – Yogyakarta

niedziela – poniedziałek, 24-25 III 2019


Postępy myśli inżynierskiej ;-) | Rzut oka na Arabię Saudyjską | Witaj Indonezjo! | Nocleg w Dżogdzi


Nad ranem pojawia się policja i grzecznie oznajmia, że lotnisko jest już otwarte. Możemy tu zostać, ale w domyśle lepiej będzie coś ze sobą zrobić. Około 7:00 te sugestie potwierdzają pracownicy KLM, którzy delikatnie informują grupkę koczowników (jest nas tu szóstka, łącznie ze spłakaną 20-latką – jakaś przykra historia rodzinna), że nie jest to poczekalnia, lecz miejsce przyjmowania klientów. Idę się jeszcze umyć, później Cecile. Poszukujemy jakiegoś automatu z kawą i znajdujemy go w sklepiku Kawaii. 1,80 EUR, do wytrzymania.
Chodząc po terminalu, dostrzegam ustawiony na korytarzu gigantyczny silnik Boeinga a obok podwozie samolotu. Takie eksponaty robią wrażenie na mnie poprzez swój namacalny ogrom. Zawsze zachwycam się konstrukcjami mechanicznymi i tym razem przypomina mi się wizyta w Muzeum Kosmonautyki i Techniki Rakietowej w Petersburgu. Z uznaniem zawsze myślę o inżynierach, których doświadczenie i wiedza pozwala na względnie bezstresową podróż pojazdem: samolotem czy choćby samochodem.
Kierujemy się do odprawy, dostajemy bilety obok siebie. Rzeczy mam zapakowane do jednego plecaka, Cecile też. Na ramieniu tylko mały, prawie pusty plecaczek. Odlatujemy do Dammanu. Ta okoliczność koniecznego międzylądowania w Arabii Saudyjskiej, jak na wstępie wspomniałem, wciąż mnie niepokoi.
Nasz samolot to Boeing 787-9. Zazwyczaj nie zwracam uwagi na model samolotu, tak jak nie interesuje mnie marka samochodu, którym jadę. Ale odkąd LOT kupił parę tych maszyn i zaczął się tym chwalić, zrobiło się głośno o Dreamlinerach. Nie jest to ani największy samolot pasażerski ani najbardziej pojemny. Po prostu nowoczesny samolot – jeden z pierwszych, w których tak szeroko wykorzystano kompozyty z włókien węglowych. A że czasem ma usterkę…😉 Z mojego punktu widzenia ważne jest, by samolot wystartował o czasie i doleciał na czas na miejsce. Są tu, oczywiście, wypasione ekraniki przed każdym fotelem, dla mnie prawie zbędne, bo filmów zazwyczaj nie oglądam, co najwyżej sprawdzam położenie samolotu. Karmią nas przyzwoicie, to jedna z zalet lotów samolotem rejsowym. Gorzej jest z bagażem – mijają czasy darmowego bagażu głównego, a wielcy przewoźnicy zaczynają się zrównywać z tanimi liniami. Wracając do jedzonka: uwagę moją zwraca miniaturowa pizza zapakowana w pudełko a dokładniej dziurki w opakowaniu. Służą one do odprowadzania pary wodnej w czasie podgrzewania w kuchence mikrofalowej; temat dla mnie atrakcyjny, jako że aktualnie w pracy opracowuję system wentylacji dla jednorazowych kubków.

Po kilku godzinach lotu obniżamy wysokość i lądujemy w Dammanie. Jest już noc, niewiele widać. A tak bardzo chciałem zobaczyć kawałek saudyjskiego miasta lub chociażby pustyni przez zabrudzone szyby... Widzę tylko parę samolotów i rząd latarń na lotnisku. Trudno. Mam nadzieję, że za parę lat wizyta w Arabii Saudyjskiej będzie łatwiejsza i będę mógł zobaczyć nie tylko Rijad, ale i inne ciekawe miejsca w tym wielkim kraju. Część pasażerów opuszcza samolot, dosiadają się inni. Po planowanej, 50-minutowej, przerwie ruszamy w dalszą drogę – do Maskatu.
W stolicy Omanu byliśmy już parę lat temu. Także na lotnisku, gdy awaryjnie kupowaliśmy bilety na samolot do Dubaju, by jak najszybciej wydostać się z kraju odciętego od świata wskutek powodzi. Wówczas port lotniczy Muscat International wydał nam się mały i kameralny. Dziś wygląda inaczej: ruchome chodniki, duże przeszklone przestrzenie. Dopiero po powrocie z wyjazdu odkryję, że to przeobrażenie nie jest wynikiem innego spojrzenia, czy figlów pamięci, lecz jak najbardziej realną zmianą: w marcu 2018 roku oddano do użytku nowy terminal (Terminal 1), który obecnie obsługuje ponad 15 milionów pasażerów. Trafiamy do hallu z transferami, tu upewniam się, że nasze karty pokładowe są okej i nie muszą być wymienione na nowe. Kilka godzin oczekiwania na kolejny lot spędzamy na zabawnej, powyginanej, ławce. Trochę drzemię, trochę obserwuję płynący obok chodnikiem ludzki potok. Mało już Europejczyków, dominują podróżni o arabskich, hinduskich lub dalekowschodnich rysach twarzy. Pojawiły się hidżaby, kefije i turbany, a galabije i szarawary zastąpiły marynarki i dżinsy.

Lubię te momenty podczas wyjazdu, gdy stopniowo pojawiają się znajome klimaty, znajome elementy. Czuję wtedy, że tracę więź z krakowską codziennością, odrywam się od polskiej rzeczywistości. To już nie jest ta dawna radość powodowana odkrywaniem nowych rzeczy, lecz radość z powrotu do rzeczy znanych i oczekiwanych. Wytęsknionych. Czasem to przestawienie na inne tory następuje powoli, czasem gwałtownie – w zależności od długości drogi. Ale najbardziej uwielbiam tę chwilę, gdy, po dotarciu na miejsce, wsiadam do lokalnego autobusu, gdy mieszam się z kolorowym, obcojęzycznym tłumem.
Taki właśnie tłum zgromadził się przed bramką dla pasażerów lotu WY-850 wykonywanego przez Oman Air. Brakło foteli dla wszystkich, rodziny arabskie, pakistańskie i hinduskie rozsiadły się na podłodze wokół obrusików z jedzonkiem, obstawiły się pakunkami i torbami z wolnocłowymi zakupami. Czekamy na nasz samolot.
– A ta kolejka, to do czego? – zastanawia się Cecile patrząc na stuosobowy powyginany wąż ludzki powoli posuwający się do przodu.
– Lepiej sprawdzę – przeciągam się i idę na rekonesans.
Po chwili wracam do Cecile.
– Zbieramy się! To na nasz lot!
Głupio byłoby przerwać podróż w tym miejscu.
Stoimy w kolejce już z kwadrans, gdy słyszę polską mowę:
– O, pan leci do Indonezji!
Odwracam się i widzę uśmiechniętą 40-latkę w pastelowej chuście na głowie.
No tak, lecę do Dżakarty… Ale skąd ona mnie zna? Czy ja ją znam? Próbuję powiązać kobietę z jakimiś znajomymi osobami – bezskutecznie. Cecile przygląda mi się bacznie tak, jakbym coś przeskrobał. Hmm, no może, po prostu, pani widziała mnie w Amsterdamie i teraz zagadała tylko.


[przesiadka w Dżakarcie i lot do Yogyakarty]
[Wieczór w Yogyakarcie]


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej