Dzień: [1] [2-3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23-24]


Katoomba – Blacktown – Sydney

piątek, 5 IV 2019


Prowadzę Cecile na manowce | Mój pierwszy kangur | Przytulanki z koalą | | Powrót do Sydney


Czy byłby kontynent australijski bez kangurów? Czym byłby wyjazd tutaj bez koali? Wiem, że najfajniej byłoby wytropić koalę w lesie eukaliptusowym, oglądać kangury przebiegające drogę w interiorze. Ale nie zawsze tak się da – zwłaszcza przy tak krótkim wyjeździe jak nasz. Nową Zelandię też poznawałem bez oglądania kiwi w naturze. Musiałem je oglądać w zamkniętym pomieszczeniu. Ale powiedzmy sobie szczerze: Ilu Polaków widziało na wolności żubry – tak bardzo polskie zwierzęta? Ilu Polaków widziało wilki lub niedźwiedzie na wolności? Trudno odeprzeć myśl, że lepiej zobaczyć coś w ogóle, choćby na ogrodzonym terenie lub w rezerwacie niż nie zobaczyć w ogóle. Ta pierwsza możliwość jest zdecydowanie ciekawsza. Zdecydowaliśmy się na wyjazd do Featherdale Wild Life Park w miejscowości Blacktown. Tu, w warunkach prawie naturalnych, żyją australijskie zwierzęta.

Po śniadaniu wsiadamy do pociągu i podjeżdżamy na stację w Blacktown, jest trochę nerwów, bo przejeżdżamy poza strefą wyznaczoną na bilecie. Teraz musimy przejść ze dwa kilometry do parku. W dodatku mylę drogę przez co musimy nadłożyć jej sporo. Pogoda początkowo jest nie dość, że pochmurna, to zaczął padać drobny deszcz. Jestem rozczarowany, bo Australia kojarzyła mi się raczej ze skwarem, a nie z deszczową pogodą, z jaką mamy do czynienia od dwóch dni. A jednak w kilka chwil po przekroczeniu bramy parku humory i nastrój poprawiają się nam radykalnie.

Oto po ścieżkach skaczą sobie małe kangury, a pingwiny drepczą w pobliżu. Spadamy w show robienia zdjęć starając się by tło było neutralne naturalne. A oto na drzewie pomiędzy skałami na drzewie widać pomarańczowego kangura drzewnego czyli drzewiaka rudego (Dendrolagus matschiei). Jest, po prostu, prześliczny. Kangury raczej nie kojarzą się z drzewami prawda? Pingwiny chodzą po swoim wybiegu dyrekcją machając karłowatymi skrzydłami i gdyby nie kolczyki na skrzydłach i ten widok by mnie satysfakcjonował Pierwszy raz zobaczyłem pingwiny w oceanarium w Bergen i jakoś pogodziłem się z tym, że w naturze nie szybko je zobaczę. A jednak trafiły mi się pingwiny lat temu*/.

Spotykamy również kukaburę chichotliwa (Dacelo novaeguineae), której głośny głos przypominający demoniczny, ludzki chichot. Jej potężny dziób nasuwa skojarzenie z zimorodkiem. I faktycznie, kakabura, zwana też łowcem olbrzymim, jest największym ptakiem z rodziny zimorodkowatych. Jest tu również prześliczna miodówka pąsowa z czerwonym łebkiem.

– To samiec – stwierdzam. – Samiczki są brzydsze.

– Wypraszam sobie!

Do piękniejszych ptaków, które tu spotykamy, należy bażant złocisty (Chrysolophus pictus). Podobnie jak u polskich bażantów zaznacza się u niego silny dymorfizm płciowy. I znów: w stosunku do jaskrawo czerwono-żółto upierzonego samca, samiczki są mało ciekawe. Innym ciekawym ptakiem zamieszkującym ten kontynent jest żuraw australijski (Antigone rubicunda) z czerwonym karkiem i czarną brodą. Ale bardziej się cieszę ze spotkania z modrzykiem zwyczajnym (Porphyrio porphyrio), ptakiem wielkości szczupłej kury. Witam się z nim, jak ze starym znajomym. Modrzyka spotkałem 4 lata temu w Nowej Zelandii, gdzie zwany jest pūkeko.

___________________

*/ Był to pingwin peruwiański czyli pingwin Humboldta (Spheniscus humboldti).


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej