Dzień: [0-1] [2] [3] [4-5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30] [31-32] [33] [34]


Tiumeń-Nowosybirsk-Tajga-Krasnojarsk

sobota-niedziela, 3-4 VII 2004


Czujemy się Rosjanami |Iwan |Nasze babcie |Zbliżamy się do Buriacji... |W Królestwie Eternitu i Papy


Nizina Zachodniosyberyjska

Za oknem tajga i tajga. Po zeszłorocznej zaprawie, kiedy to spędziłem w rosyjskich pociągach 120 godzin, ta monotonia mnie nie przeraża. Zresztą, las nie jest taki jednolity: raz są to brzozowe zagajniki i mokradła, raz bór sosnowy czy las mieszany.
Mam ze sobą Ilustrowaną Historię Powszechną, reprint wydawnictwa Gutenberga z początku XX wieku. Z przyjemnością czytam o starożytnych cywilizacjach zwłaszcza ze względu na barwne opisy pisane trącącą niekiedy myszką polszczyzną... Grzegorz dla odmiany zaopatrzył się w kilka grubych tomów fantasy.

Raz na kilka godzin przejeżdżamy przez większą rzekę. Mijamy Kamę, Iszym, Ob... Właśnie w Obie pływały te okrągłe rybki, które teraz jemy (20RUB). Sazany przed wędzeniem rozcina się wzdłuż; wyglądają później jak miedziane patelnie. Początkowo wydają mi się twarde jak podeszwa, idę jednak za przykładem Grześka i wgryzam się w smakowite kąski. Widok osoby jedzącej rybę w transsibie jest zawsze ten sam: mnóstwo paprania, plucie ościami, śmiecenie łuskami. Czujemy się Rosjanami. Grzegorz i sazan

Kolejna noc. Grzesiek poszedł spać (wciąż śpimy!), ja siedzę z naszym Iwanem. Chłopak opowiada mi swoją historię, z której wyłania się ciekawa i dość tajemnicza postać. Wyjechał przed laty do Moskwy, tam nauczył się pić, popadł w alkoholizm; leczył się w różnych miejscach, lecz bezskutecznie, w końcu trafił do jakiegoś ośrodka buddyjskiego. Tam pobierał nauki od pakistańskiego guru. Nauczył się na nowo odczuwać, patrzeć na świat, zmienił spojrzenie na siebie. Rzucił palenie, rzecz jasna alkohol, nie pije kawy, herbatę tylko zieloną. Dużo mówi o oddychaniu oraz czystości serca i myśli. Był niewątpliwie neofitą, słychać było w tym monologu zaangażowanie i przekonanie. Jedzie na Syberię w porządnych ciuchach, ale zupełnie bez pieniędzy. Nie stać go było nawet na kupienie pościeli czy jakiegoś jedzenia. Być może nie mówił mi całej prawdy i ten ośrodek miał charakter bardziej "odosobniony". Teraz wraca do Angarska - będzie szyć czapki z futer - to jego zawód. Nie wszystko zrozumiałem - mówił szybko i po cichu, ja na wszelki wypadek potakiwałem ze zrozumieniem, sytuacja przypominała chwilami moja rozmowę z Marokańczykiem w Erfoud. W każdym razie sympatyczny chłopak. Ceriew  między blokowiskami

Nad ranem w Tajdze wsiada babuszka - zajmie miejsce naszej babci, wysiadającej za trzy godziny w Mariańsku. System komputerowy działa ;-) Póki co, obie staruszki opowiadają sobie historie swojego życia: o swoich domach, życiowych sprawach. Rozmawiają tak swobodnie, że mógłby ktoś przypuścić, że to kumoszki znające się od lat!
Mariańsk. Ściągamy z górnej półki pieczołowicie poobklejany taśmą telewizor. Wiezie go babcia aż z Kujbyszewa. Nie jest nowy, ale przyda się rodzinie na Syberii. Żegnamy się.

Okolice Krasnojarska. Dziś duży ruch w pociągu. Opuściła nas babcia w Mariańsku, przed chwilą w Aczyńsku wysiadł podróżujący z nami Rosjanin. Pojawia się kilkoro dzieci w wagonie, a także trochę skośnookich pasażerów. Tych ostatnich początkowo biorę za Mongołów, dopiero później uświadamiam sobie, że to Buriaci! Przybyszy witamy z pewną rezerwą i nieufnością: wszak to nasz wagon i myśmy jechali nim od Moskwy ;-) Gdzieś w Rosji...
Dopiero w tej części drogi zaczynamy odczuwać różnice między naszym pociągiem pasażerskim a pociągami pospiesznymi. Pomiędzy głównymi stacjami, gdzie większość pasażerów wysiada, by rozprostować kości i zrobić zakupy podczas 20-25-minutowego postoju, teraz zdarzają się krótkie, dwuminutowe przystanki w mniejszych miejscowościach. W nieznacznym stopniu wydłuża to podróż.

Za oknem również pewne urozmaicenie: po setkach kilometrów płaskich przestrzeni Niziny Zachodniosyberyjskiej, w okolicach Krasnojarska zaczynają się pagórki - to przedgórze Sajanów. Na wiele kilometrów od miasta rozciągają się osiedla z daczami. Są to raczej domki letniskowe, żadne tam wypasione domostwa do celów rekreacyjnych. Lichuteńkie to i stare. Pokryte eternitem lub papą, o najróżniejszej konstrukcji, głównie drewnianej, rzadko z pustaków. Interesującym elementem są mniej lub bardziej dekoracyjne drewniane okiennice malowane na niebiesko. Wokół tych domków niewielki ogródek, poletko z ziemniakami, zagon z kapustą lub cebulą, czasem szklarnia. To baza aprowizacyjna dla wielu gospodarstw domowych. Dopiero w okolicach Kańska pojawiają się soczyste, żółte pola rzepaku. Czyżby potężny Jenisej łagodził klimat? Autor ;-p

W miastach - na obrzeżach - przeważają brzydkie zakłady przemysłowe, odrapane mury, powybijane szyby, składowiska rupieci wszelakich... Nie mają tu Inspekcji Pracy, czy co? W centrum nie lepiej: bloki z białej niegdyś cegły lub wielkiej płyty z pseudoozdobnymi elementami architektonicznymi. Niebieskie obramowania wokół okien wskazują, którzy mieszkańcy bloków niedawno opuścili sowchozy... A propos sowchozów i wielkiej płyty. Myślicie, że nie da się tego pogodzić ze sobą? Da! Pod Krasnojarskiem znajduje się piękny zespół parterowych czworaków - właśnie z wielkiej płyty. Przepyszne!

Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej