Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30] [31] [32] [33] [34] [35] [36] [37] [38] [39] [40] [41] [42] [43] [44] [45] [46] [47-48]


Korla – Kucza

niedziela, 24 VII 2005


Kiedy ta jazda się skończy? | Dwie sympatyczne Chinki | W ujgurskiej dzielnicy | W oczekiwaniu na pociąg


Solne wykwity na skraju Takla Makan

Podróż bez końca... Czuję się zupełnie jak podczas zeszłorocznej drogi do Moron: niby tak blisko, raptem kilkaset kilometrów a tak daleko. I nikt nie wie, kiedy będziemy na miejscu.

Wreszcie wjechaliśmy na główną drogę UrumcziKaszgar. Jedziemy doliną rzeki Konqi He w malowniczym, skalistym otoczeniu. Złoszczę się, bo akumulatorki się wyczerpały i nie mogę robić zdjęć w tych przepięknych miejscach. Asfaltowej drodze towarzyszy otwarta kilkanaście lat temu linia kolejowa. Niewątpliwie ma znaczenie strategiczne: żółte tablice rozmieszczone wzdłuż torów co kilkadziesiąt metrów ostrzegają zapewne o możliwości napotkania zmasowanego ognia z karabinów maszynowych w razie próby zbliżenia się do nasypu.

Mijają kolejne godziny, już wiem, że w Kuczy będziemy o 13:00 (w rzeczywistości byliśmy o... 17:00), że raczej nie spotkam się z Martyną i Mariuszem. Przejeżdżamy obok Korli – dużego miasta (jak na tę prowincję), potem zjadamy posiłek w przydrożnym barze. Cena 8 juanów wzbudza gniew starego Ujgura, krzyczy i wygraża kelnerce. Ja jestem zadowolony, że już zjadłem – tym razem makaron był półmetrowy... Biorę z plecaka nowe akumulatorki, jedziemy dalej.

Kucza: za bramą inny świat... Za oknem kolejna atrakcja – słona pustynia: z pewnej odległości wygląda jak przyprószona pierwszym październikowym śniegiem. Ale to pozór: na wyschniętej, popękanej glebie wykrystalizowała cienka warstwa soli. Takla Makan nie raz jeszcze mnie zadziwi. Pierwszy jej skrawek, który teraz widzimy, pokryty jest rzadkimi słonoroślami, ale zobaczę i inne jej twarze: kamienistą hamadę i niezmierzone morze piasku...

W końcu Kucza. Biorę plecak i, bez specjalnych pożegnań z ludźmi, z którymi spędziłem ostatnie 30 godzin, idę do kas biletowych. Do Kaszgaru dziś nie pojadę, nie ma połączeń autobusowych. To znaczy – pewno są autobusy przelotowe, ale rozmowa na ich temat – przekracza nasze językowe możliwości. Że też się nie uczyłem chińskiego... Zgłasza się do mnie dwudziestokilkuletnia Abby ze swą przyjaciółką oferując swą pomoc. Prowadzą mnie do hotelu – zostawiam tu bety i jadę wraz z nimi na dworzec kolejowy (autobus #6, 1 CNY). Dziewczyny biorą bilety do Urumczi na jutro, do Kaszgaru biletów nie ma aż do jutrzejszego wieczoru. Ale to nic, decyduję się na bilet bez miejscówki o 5:00 rano (99 CNY). Namawiam Chinki na zwiedzanie Ancient City (autobus #1) w dzielnicy muzułmańskiej. Kucza: meczet

Przejście przez most i dwie bramy to wkroczenie w zupełnie inny świat – wzdłuż ulic ciągną się sklepiki i warsztaty, piętrzą się stosy blaszanych wyrobów, kosze z przyprawami, worki z nasionami i barwnikami. Po ulicach chodzą kobiety ubrane w tradycyjne barwne – choć czasem i czarne – suknie, na głowie chusty; mężczyźni na ogół w wytartych, znoszonych marynarkach i kolorowych czapeczkach. Na placu dziesiątki straganów z owocami i mięsem ćwiartowanym na oczach klienta. Sprzedawcy zachwalają swe placuszki, naleśniki i szaszłyki, przekrzykują się wzajemnie. Idziemy w stronę Wielkiego Meczetu – jest on drugim co do wielkości w Xinjiangu – ale nie robi oszałamiającego wrażenia. Być może zmieniłbym zdanie po uiszczeniu opłaty 10 Y, która otworzyłaby wrota do świątyni. Moje współzwiedzaczki również nie palą się do tego, podejmujemy próbę odszukania resztek starożytnego miasta. Miejscowi udzielają wymijających odpowiedzi – że daleko, że niebezpiecznie, że trudno znaleźć... Dziewczyny się poddają i wracają do swojego hotelu. Ja biorę sadzone jajka na patyku i kręcę się po placu. Jest już zmierzch i rzeczywiście trudno szukać tych ruin. Ale ten "bliskowschodni" zgiełk całkowicie dziś mnie usatysfakcjonował.

Wracam do hotelu, tłumaczę, że rezygnuję z noclegu i idę tylko do pokoju wziąć prysznic i przeprać rzeczy. Autobusy miejskie już nie jeżdżą – jest północ, biorę tuk-tuka, który z rykiem odrzutowca mknie po nieoświetlonych ulicach na dworzec. Kilka godzin w oczekiwaniu na pociąg spędzam początkowo na rozmowach z młodymi Ujgurami, później przy całonocnym straganie. Siedząc w dworcowej poczekalni otwieranej na godzinę przed nadejściem pociągu, poznałem Brada ze Stanów. Podobno po Chinach jeździ już dwa miesiące a wcześniej pół roku spędził w Indiach. Hm. Fajnie. Tu w Chinach wciąż będę spotykać ludzi spędzających w drodze po kilka miesięcy. Piękna sprawa dla młodych ludzi – jeśli się nie ma pracy, rodziny i innych obowiązków życiowych.

Liczebniki ujgurskie:

1 – bir

2 – ikki

3 – uch

4 – tut

5 – besh

6 – alte

7 – yetto

8 – sekkiz

9 – tok'kuz

10 – un

dzień dobry – essalamu eleikum

jak się masz? – yahshimusiz

Kucza: Ujgurki przed meczetem
Kucza: Ujgurzy
Kucza: Ujgurzy
Kucza: Ujgurzy
Kucza: targ


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej