Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30] [31] [32] [33] [34] [35] [36] [37] [38] [39] [40] [41] [42] [43] [44] [45] [46] [47–48]
Na Jedwabnym Szlaku: Niya | Nieoczekiwana zmiana planów | Nocna jazda przez Takla Makan
Dziś ciąg dalszy drogi do Qiemo. Rano spotykam przy autobusie Steva, którego poznałem w Hotanie. Również chce dostać się do Golmudu. Zobaczymy jak będzie. Tymczasem dojeżdżamy do starożytnego Niya (Minfeng). Jaka szkoda, że miasto nie ma nic do zaoferowania turyście poza bazarem i meczetem. W okolicy są niesamowite groty z malowidłami przedstawiającymi nagie postacie (później w Urumczi oglądałem album zawierający te na wpół-pornograficzne malunki). Nie wiadomo jednak, jak się dostać do nich, również trudno się dowiedzieć, jak dotrzeć na stanowisko archeologiczne, skąd wydobyto zasuszone ciała sprzed tysięcy lat ("mumie"). Zresztą – wobec tego, że mamy ledwie kilkadziesiąt minut na postój w tym mieście – wszelkie dywagacje na temat poznawania okolicy są nie na miejscu. Poza tym – skoro mumie stąd wywieziono, to trzeba jechać do Urumczi, do muzeum!
Droga – podobnie jak od kilku dni – znów prowadzi obrzeżami pustyni Takla Makan. Ale są nowe elementy: widać coraz więcej wydm, niestety wciąż się chowają za drzewami, którymi obsadzono obie strony drogi. Czasem krajobraz jest śródziemnomorski, lecz zamiast starych gajów oliwnych, które często spotykałem w Grecji, i w południowych Włoszech, widać rzadko rosnące drzewa nieznanego mi gatunku. Kora na ich nieproporcjonalnie grubych pniach jest zniszczona, pewnie to wpływ mrozów i upałów, które naprzemiennie występują w tym regionie.
Mijają godziny. Około 17:00 dojeżdżamy do Qiemo i od razu kierujemy się do kasy. Bad news... Autobus do Ruoqiangu jest, ale dopiero za dwa dni. Rzekomo nic innego w kierunku Golmud wcześniej nie pojedzie. Steve obawia się wieczornego autostopu, zaczynamy negocjować z taksówkarzami. Z początkowych 600 CNY za kurs do Rurociągu, jak go w myśli nazywam, schodzimy do 350 CNY. Steve jest gotów zapłacić... 120 CNY. Za dwie osoby rzecz jasna :-) Impas... Ja bym się zdecydował i za 250 CNY, byleby tylko wydostać się z tej dziury. Dajemy czas kierowcom na przemyślenie naszej oferty i tymczasem idziemy do pobliskiego hotelu. Steve ogląda po kolei pokoje (10-30 CNY za łóżko) sprawdzając profesjonalnie kolanem jakość materaców... Widać, że nauczył się odgrywać przed Chińczykami teatr... Coś tam mówi po chińsku do hotelarki i idziemy dalej zmiękczać taksówkarzy. Cwane bestie, wyliczają nam koszty noclegów i jedzenia przez dwa dni pozostają przy swoich cenach. Ostatecznie – każdy z nas (niezależnie) dochodzi do wniosku, że najlepszym rozwiązaniem jest pojechać sleeperem do Urumczi. "Travelling in China is unpredictible" – stwierdza chłopak. Tak, myślę że w tamtej chwili trzeba było być elastycznym zmieniając plany. Jak nie tędy, to tamtędy do Golmudu... A przecież moim celem nie jest Golmud, lecz Xining. Spróbuję więc dojechać tam z Urumczi. A przy okazji wyskoczę na jeden dzień do Kotliny Turfańskiej zobaczyć słynny minaret i starożytne miasta... Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.
Pakujemy się w ostatniej chwili do autobusu (19:00) i wjeżdżamy na drogę prowadzącą do... Niya. "Nie będziemy jechać przez Hotan" – uspokaja mnie Chinka. OK. Wkrótce skręcamy na północ, zagłębiamy się w pustynię. I zaczyna się to, co najlepsze: gigantyczne, niesamowite w swych rozmiarach morze piasku! Jak okiem sięgnąć, na lewo i na prawo, wszędzie wydmy, małe, duże i olbrzymie. A wszystkie takie żółciutkie... Z prawdziwego piasku...! Cieszę się na ich widok jak dziecko. Słońce opada coraz bardziej, wydłużają się cienie na wydmach... Wzdłuż całej kilkusetkilometrowej drogi przez pustynię ciągnie się trzcinowy płotek – pierwsza zapora przed piaskiem zasypującym autostradę. Nieco bliżej drogi rozciąga się umacniająca wydmy kratownica z krótkich trzcinowych patyczków. Ileż wysiłku, ileż czasu musiało kosztować przeprowadzenie tej drogi przez pustynię... Wkrótce wszystko ogarnia mrok, na rozpogodzonym niebie błyszczy kilka gwiazd. Mkniemy przez noc.