Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30] [31] [32] [33] [34] [35] [36] [37] [38] [39] [40] [41] [42] [43] [44] [45] [46] [47-48]


Zabajkalsk

niedziela, 21 VIII 2005


Jak tu ufać Chińczykom? | I znowu w Rosji... | Nomier nieważnyj!"


Dziś pożegnanie z Chinami. Zmuszony odpowiadać na pytanie, czy mi się tu podoba – odpowiadam, że Chiny to piękny kraj, ale Chińczycy już nie bardzo... Ciężko jest czasem rozwijać drugą część tej opinii. Ale jak tu mieć dobre zdanie o Chińczykach? Wynegocjowałem z Chinką dopłatę za korzystanie z prysznica na 5 CNY/os., wcześniej chciała 10 CNY. Rano, przy opuszczaniu hotelu – awantura. Znów chciała 10 CNY. Jak tu z nimi żyć?

Zabajkalsk Wstaję ciut za wcześnie obudzony hotelowymi hałasami i idę na spacer po wyludnionych ulicach. Mroźne, rześkie powietrze. Tak, zdecydowanie to już nie Pekin, to inna strefa klimatyczna. Od 7:00 jest już otwartych kilka sklepów, kupuję zapas zupek chińskich i pomidory. W myślach pomagam zsumować obie kwoty sklepikarzowi; nawet z kalkulatorem ciężko mu idzie.

Autobus kosztuje 50 CNY, regularne kursy są od 7:30 do 13:30. Kupuję bilety na 9:00. W pół godziny później jesteśmy na granicy. Skrywam swe podenerwowanie przy odprawie paszportowej: byłem tu 31 dni, zaś na mojej miesięcznej wizie jest napisane 30 dni. Zawsze się można przyczepić... Wszystko w porządku, płacę jeszcze tylko 10 CNY pożegnalnego podatku. Przepycham się przez kolejkę Chińczyków z gigantycznymi tobołami, ja nie mam nic do oclenia, i... już jestem w Rosji (11:00).

Halina i para rosyjska mają dziś szczęście: na stacji okazuje się, że są bilety do Czyty (obszczije i kupe). Nawet brak rubli u Haliny i zamknięte kantory (niedziela) okazują się nie być przeszkodą: pomaga jej Chinka mieszkająca w Moskwie. Zostawiamy plecaki na dworcu i idziemy do miasteczka. Priorytetem Haliny jest wymiana pieniędzy (u szefa "Dżokera"), moim – internet (poczta główna, wejście od podwórka).

Do odjazdu pociągu o 20:23 pozostaje wciąż wiele godzin. Ja nadal kaszlę i mam podwyższoną temperaturę. Kładę się na alumacie przy moim wagonie obok Rosjan pilnujących wejścia. Kobiety są wesołe, wypytują mnie o różne sprawy, chcą bym je zabrał do Polski. Zdobywam jedną ważną informację: nie obowiązują numery miejsc, trzeba szybko zająć górną półkę. O 20:00 szturmujemy wagon. Zaklepuję sobie miejsce półce, a gdy przychodzi Chińczyk z "właściwym" biletem zgodnym głosem z Rosjankami krzyczymy: Eto obszczij wagon! Nomier nieważnyj!".

Noc jest duszna, Uzbeczka z naprzeciwka zamknęła okno. Jasne, od smrodu jeszcze nikt nie umarł, od przeciągu – zdarzało się. Po północy nieprzyjemny incydent z agresywnym Rosjaninem, który zaczął wyrzucać Chińczyków z parteru. Pociąg wlecze się powoli, pełznie. Pokonanie 450 kilometrów do Czyty zabiera mu 11 godzin. Rano na dworcu żegnam się z Haliną i Chinką – jadą do Moskwy wcześniejszym pociągiem. Mój odjeżdża dopiero po północy.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej