Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30] [31] [32] [33] [34] [35] [36] [37] [38] [39] [40] [41] [42] [43] [44] [45] [46] [47-48]
Modne dziewczyny|Czieburiaki są pyszne | Syberyjski upał...
Siedzę teraz pod pomnikiem Lenina w Czycie. Pomnik obstawiony jest pustymi butelkami po piwie, ale nie brakuje i młodych dziewczyn z butelkami... pełnymi. Młode Rosjanki spotykają się tu, by się napić i popalić. No i poplotkować. Dziewczyny ubierają się elegancko: obcisłe dżinsy z podwiniętymi nogawkami, buty na wysokich obcasach, odsłonięte brzuchy, czasem kolorowe minispódniczki. Ale bywają też ubrane w kwieciste, jedwabne spodnie-dzwony i buty na grubej podeszwie. Prawie każda ma komórkę.
To palenie i picie wśród młodzieży jest przerażające. Widać na ulicy i 6-latków palących papierosy. Młodzi ludzie spacerują po placu, słoneczko, choć już nisko nad horyzontem, jeszcze przypieka. Jest dobrze. Jakoś przetrzymałem ten dzień.
Rano zostawiłem plecak na dworcu, dokładnie pooglądałem odbudowywaną cerkiew po drugiej stronie placu dworcowego. Później pointernetowałem się przez godzinę (wściekając się co chwilę na kretyńsko umieszczony klawisz "power" na klawiaturze tuż przy "delete"). Pospacerowałem po starych uliczkach wyszukując przedrewolucyjne drewniane chałupy.
Posiedziałem też z Rosjanką przy Pl. Lenina – przyjechała wczoraj do syna do jednostki wojskowej. Liczyła na to, że dadzą mu przepustkę także na dziś. Nie dali i musi – tak jak i ja – czekać na nocny pociąg. Pracuje w przedszkolu, życie jej upływa spokojnie, jest ciężko, wszystko drogie, ale da się żyć. W jej ocenie do czasu pierestrojki gospodarka była lepiej zorganizowana, kołchozy pracowały, teraz popadły w ruinę, ziemia leży odłogiem. Młodzi chcieliby stąd wyjechać, ale nie stać ich na mieszkanie w Moskwie. Chcą więc zaczepić się choćby w Nowosybirsku czy Krasnojarsku.
Byłem również na targu – mnóstwo tam Chińczyków i chińszczyzny. W krytej hali stoiska pełne mięsa i ryb. Skromniej natomiast z owocami. Ceny – polskie. W ramach obiadu zjadłem czieburiak – złożony na pół naleśnik z mięsem. Dobre to było.
Po południu chronię się przed skwarem w dworcowym barze. Margarynę oddaję do lodówki. W końcu dochodzi północ, podstawiają mój pociąg, zaczyna się ostatni etap podróży...