Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30] [31] [32] [33] [34] [35] [36] [37] [38] [39] [40] [41] [42] [43] [44] [45] [46] [47-48]


Nowosybirsk

wtorek, 19 VII 2005


Dworzec w Nowosybirsku | "U nas zmierzłoty niet!" | Mój program kulturalny | Kierunek: Kazachstan!


Sołdaty przed teatrem w Nowosybirsku

Wczorajszy wieczór upłynął bez nadzwyczajnych wydarzeń. Kazachscy przemytnicy pozostawili swój towar w pustym kupe i obgadali sprawę z prowadnicą. Właściwa odprawa celna odbyła się dopiero w rosyjskim Bułajewie, ale jak zauważyłem – koncentrowali się na innych wagonach i pewnie na wybranych pasażerach. Mnie nie nawiedzili.

Siedzę sobie teraz na dworcu w Nowosybirsku w chłodnej i pustej poczekalni Serwis-Centra. Właściwie leżę – w głębokich skórzanych fotelach. To miłe miejsce jest o tyle godne odnotowania, że na rosyjskich dworcach jedynymi przyzwoitymi miejscami do oczekiwania na pociąg są płatne, klimatyzowane poczekalnie. Mój pociąg do Ałmaty jest dopiero za 1.5 godziny, ale jakby niedowierzając, że obowiązuje moskiewski czas podany na bilecie przyszedłem wcześniej... Czasownia Mikołaja w Nowosybirsku

No cóż – Nowosybirsk mimo swojego ogólnosyberyjskiego znaczenia nie jest w stanie zaproponować zbyt dużo turystom. Ha! moja potrzeba zobaczenia czegoś interesującego w tym mieście spowodowała, że zażyczyłem sobie, by mnie zawieźli do Muzeum Wiecznej Zmarzliny w Akademgorodku oddalonym od miasta o 40 minut jazdy marszrutką (nr 15; 23 RUB). Mieszkańcy tak długo zaprzeczali istnieniu tego muzeum aż w końcu sobie przypomniałem, że jest ono w... Jakucku! "U nas tiopło, niet zmierzłoty" – śmieją się mieszkańcy miasta.

Przeszedłem się na internet (ul. Czeluskincow 7; nie polecam, płaci się 5 RUB/5 MB). Wysłałem pocztę i sms-y. Tradycyjnie brak mejla z domu :-( Ciekawe, czy odnajdę Jacka w Chinach? Jego ostatni pomysł to wyskoczyć na parę dni do Pakistanu...

Dokupiłem bilet z Zabajkalska do Czyty. Już bez kombinowania z datami. Granicę muszę przekroczyć 21 sierpnia i dojechać na stację w Zabajkalsku przed 14:00. Wot i wsio. Następnie odbyłem długi spacer ulicą Krasnyj Prospekt. Zacząłem od Pl. Lenina, gdzie Wódz dla urozmaicenia został obstawiony pomnikiem robotnika i robotnicy oraz trójką sołdatow. W tle tym razem Akademicki Teatr Opery i Baletu. Stąd było dwa kroki do sympatycznej czasowni świętego Nikołaja Swiatitiela i Czudotworcy. Sympatycznej, gdyż ta malutka kaplica ozdobiona złotymi kopułami położona jest w samym sercu miasta i to pośrodku skrzyżowania! Niektórzy nawet twierdzą, że czasownia (całkiem młoda, bo odbudowana w 1991 roku w miejscu zniszczonej w okresie stalinowskim kaplicy z 1913 roku) wyznacza geograficzny środek Rosji... Hm, rzeczywiście, był to środek Imperium Rosyjskiego w 1914 roku, granice jego sięgały na zachodzie aż za Kielce. Ale od tego czasu Rosja się kończy znacznie bliżej... Nowosybirsk: sobór Aleksandra Newskiego

Muzeum Krajoznawcze było zamknięte (pn-wt), poszedłem więc na wystawę w sąsiednim muzeum malarstwa. Właściwie na dwie wystawy: zabawek rosyjskich (niewarte tych pieniędzy) oraz anatomopatologii (być może nie wartą). Z muzeum było już całkiem blisko do Soboru Aleksandra Newskiego – zdaje się całe wyposażenie jest współczesne, choć budynek ma ponad 100 lat. Głód zaspokoiłem w stołówce pracowniczej "Poligrafkompanii": szczi z mołodoj kapusty, kartoszka piure i mintaj (56 RUB). W sklepie fotograficznym przegrałem dotychczasowe zdjęcia na CD (20 + 25 RUB). Ostatnim punktem programu był Wozniesienskij Kafiedralnyj Sobor położony na skrzyżowaniu ulic Sowieckiej i Gogola. Wyjątkowo miłe miejsce. Posiedziałem dłuższą chwilę w mroku i chłodzie.

Ogólnie można powiedzieć, że Nowosybirsk okazał się – przynajmniej dla mnie – typowym rosyjskim miastem bez specjalnych klimatów. Nowosybirsk: cerkiew Wozniesienskaja

Nie wiem, dlaczego na rosyjskich dworcach utajniane są numery peronów, z których odchodzą pociągi dalekobieżne. Zwłaszcza w przypadku pociągów zaczynających bieg powinno to być jasne i stałe. A tak – pasażerowie pociągu gromadzą się w wielkim holu przed tablicą w oczekiwaniu na wyświetlenie odpowiedniej informacji. Potem dopiero ruszają hurmem na peron. Tak było w Woroneżu i w Nowosybirsku. Trafiłem do wagonu z Rosjanami jadącymi na urlop do Ałmaty. Widać – z jednego zakładu pracy, bo wszyscy się znają. Kobiety, z którymi jadę w jednym boksie są idealnie zorganizowane: wszystko mają w pakietach: rzeczy do przebrania, jedzenie na kolację i śniadanie...

Prowadnica jest sympatyczna, opiekuje się wszystkimi, mówi do mnie po imieniu. Z pewnym zdumieniem odkryłem, że imię Piotr jest nie tylko spostrzegane jako rdzennie rosyjskie, ale i cieszy się dużym poważaniem i uznaniem.

Granicę przekroczymy nad ranem.


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej