Jak u Roericha | | | |
Godzina 6:00. Zaczął się ruch na lotnisku. Idę do toalety, golę się i myję. Poranek jest chłodny, ubieram więc na siebie ortalion i opuszczam budynek portu lotniczego. Świta. Na estakadzie wyprowadzającej mnie z lotniska przystaję na dłuższą chwilę. Niebo, jak na obrazach Roericha mieni się soczystymi kolorami. Nisko nad horyzontem jest żółte, wyżej pomarańczowe i czerwone, przechodzi w intensywny fiolet. Mój zachwyt trwa tylko przez parę chwil, po pięciu minutach słońce wyskakuje ponad horyzont, kolory bledną i robi się jaśniej.
Idę w kierunku miasta. Nie będę korzystać z komunikacji miejskiej, chociaż do centrum jest to około 10 kilometrów. Wychodzę z prostego założenia, że o 7:00 rano wszystko w centrum jest pozamykane, a pieszy spacer pozwoli mi na obejrzenie zachodniej części miasta.
Póki co, moja trasa prowadzi przez przedmieścia, ale nawet tak pozornie nieciekawe okolice pozwalają mi przyjrzeć się, jak wyglądają domy i ich otoczenie u zwykłych Hiszpanów. Czasem zdarzają się niespodzianki, jak choćby tutaj, przy Avenida de la Generalitat Valenciana w dzielnicy Manises, gdzie trafiam na średniowieczny Acueducto Els Arquets. Konstrukcja zbudowana przez Maurów wsparta na 28 łukach o wysokości dochodzącej do 10 metrów dostarczała ongiś wodę na tereny królewskich ogrodów warzywnych na wschód od miasta. Akwedukt już w tamtych czasach wymagał remontu, skoro o potrzebie renowacji wspominał w 1273 roku dokument króla Jaime’a I de Aragón, czyli Jakuba I Zdobywcy. W późniejszych latach akwedukt popadł w totalną ruinę, a woda sącząca się przez wapienne bloki utworzyła pod łukami stalaktyty. Notabene, wspomniany Jakub, król nie tylko Aragonii, ale i Walencji oraz Majorki, prowadził intensywne życie nocne: spłodził około 25 dzieci z trzema żonami i kochankami. Pod tym względem wrodził się w tatusia, Piotra II Katolickiego, który był znanym kobieciarzem. Ale przynajmniej ten ostatni spełniał się na polu walki walcząc z katarami, a przy okazji z krzyżowcami.
Przed jednym z budynków użyteczności publicznej trafiam na aleję z puchowcami wspaniałymi (Ceiba speciosa) z charakterystycznymi rozszerzonymi u podstawy pniami. Drzewa mają po kilkadziesiąt lat, są stosunkowo stare i pozbawione kolców na pniu. Chociaż należą do tej samej rodziny puchowców to wyraźnie różnią się pokrojem od puchowca pięciopręcikowego (Ceiba pentandra), którego spotykałem niejednokrotnie w czasie wędrówek azjatyckich i południowoamerykańskich.
O 9:00 jestem przy Estasion del Nord. Wielki, żółty budynek dworcowy ma charakterystyczny element w postaci stylizowanego orła na ziemskim globie umieszczonym nad dworcowym zegarem.