Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9]


Brindisi – Lecce – Brindisi – Bolonia

środa, 20 X 2021


Jeszcze jedna noc na lotnisku | | |


Z powodu lekkiego opóźnienia samolotu noc, którą muszę spędzić na lotnisku w oczekiwaniu na poranny rejs do Brindisi będzie krótsza, a zatem mniej dotkliwa. Ha! Ileż to już razy spałem na lotnisku! Tuluza, Tibilisi (dwa razy), Luton, Stansted, Sao Paulo, Berlin, Kair, Bejrut Christchurch (dwa razy), Manila, Dubaj, Fuerteventura, Barcelona, , Santiago de Compostela, Amsterdam, Bombaj… Co najmniej 10 razy! Niektóre z tych noclegów były związane z odlotem w godzinach wczesnoporannych, co zachęcało mnie do przybycia na lotnisko wieczorem (Tuluza, Stansted), inne – spowodowane były nocnym połączeniem z przerwą zbyt krótką, by nocleg w hotelu był logistycznie i finansowo uzasadniony.

Ku mojemu niezadowoleniu, w terminalu panuje spory ruch o tej porze, wiele miejsc jest pozajmowanych. Z głową opartą na plecaku drzemię kilka godzin. O 5:00 zbieram się, odświeżam i odprawiam. Półtorej godziny później startujemy. Lot do Brindisi trwa nieco ponad godzinę. Przelatujemy wzdłuż niemal całego włoskiego buta, w końcowej części nad Adriatykiem. Ranek jest chłodny, powietrze rześkie i z przyjemnością ruszam na 5-kilometrowy spacer do centrum miasta. Nie sprawdzałem wcześniej dojazdu autobusem. Nawet gdybym teraz to zrobił, odczekał jakiś czas na odjazd – zapewne pokonałbym połowę drogi. A sama droga nie jest specjalnie ciekawa. Czasem od niechcenia macham na samochód, nie liczę jednak na podwózkę.

W okolicach dworca odnajduję supermarket i kupuję colę. O, jakże chciało mi się pić! W automacie kupuję bilet do Lecce za 3 euro. Połączeń jest tu sporo, pociągi kursują co pół godziny. W ten sposób mój plan na dziś zostaje ustalony: najpierw zwiedzę piękne Lecce, potem wrócę do Brindisi, skąd wieczorem mam lot do Bolonii.

Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej