Dzień: [1-2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28]


Toronto – Montreal

wtorek, 21 III 2017


Dzielnica z rozmachem | Chcecie lecieć wcześniej? | Zaśnieżony Montreal | |


Na ogół podróżni starają się skrócić czas lotu samolotem, zwłaszcza gdy mają kilka przesiadek. W naszym przypadku było inaczej. Przed wyjazdem starałem się znaleźć jak najmniej „wygodne” połączenie i, zamiast lecieć z Toronto prosto do Rzymu, znalazłem połączenie przez Montreal, w dodatku z siedmiogodzinnym stopowerem. Przerwa w podróży będzie wystarczająco długa, by podjechać do miasta i się po nim przespacerować.

O godzinie 5:45 nasz airbus A319 ląduje na znanym już nam lotnisku Pearson International. Podjeżdżamy pociągiem do centrum. Dopiero tym razem możemy przyjrzeć się nowoczesnym dzielnicom biznesowo-mieszkalnym z drapaczami chmur w i Financial District i South Core. Wysiadamy przy Union Station i idziemy w kierunku CN Tower.

[opis miasta]

Od pewnego czasu widzę, że nasz zapał do spacerowania osłabł.

– Może pójdziemy już na lotnisko?

– A ile mamy jeszcze czasu?

– Ze cztery godziny – patrzę na zegarek.

– To dużo, ale właściwie, chodźmy już.

Tym razem na lotnisko tym razem nie musimy jechać na lotnisko międzynarodowe. Wystartujemy z City Centre Airport – niewielkiego lotniska miejskiego znajdującego się na wysepce w centrum miasta. Dojście zajmie nam parę minut, wystarczy przejść przez tunel. Na szczęście Kanadyjczycy pomyśleli o ścieżce dla pasażerów pieszych. W tunelu widzę zresztą parę osób ciągnących z walizki na kółkach. Przy wejściu w budynku portu lotniczego pani w recepcji uśmiecha się szeroko na nasz widok i pyta, dokąd lecimy. Sprawdza nasze bilety w systemie.

– Widzę, że macie lot o godzinie 12:15. Ale może chcecie polecić wcześniej, nie będziecie musieli czekać.

– To jest możliwe, naprawdę?

– Tak. Przebukuję wam bilety na godzinę 10:30.

– Super – odwzajemniam uśmiech i zwracam się do Cecili:

– Będziemy mieć dwie dodatkowe godziny w Montrealu.

Połączeń z między Toronto a Montrealem w ciągu dnia jest mnóstwo, prawie 40 w ciągu doby (z obu lotnisk). Być może Kanadyjczycy może nawet traktują te połączenia lotnicze jako taksówkę międzymiastową. Na pokładzie niewielkiego Dash 8-400 jest zaledwie kilkunastu pasażerów. Lot trwa zaledwie godzinę i 20 minut. Wlatujemy na 7000 metrów i już po 15 minutach zaczynamy zniżanie. Na szczęście lotnisko P. Trudeau International w Montrealu również nie jest daleko od centrum i autobusem (bilety po 3,60 CAD) w miarę szybko dojeżdżamy na Place Jacques Cartier.

Jesteśmy więc w Montrealu, jednym z większych miast na wschodzie kraju. Kanada należy do tych państw, przy których wskazanie stolicy jest problemem. Polacy często podają Toronto lub właśnie Montreal zamiast Ottawy. Podobnie jest w przypadku Australii: wskazywane są bardziej znane Sydney i Melbourne zamiast „niepozornej” Canberry. Dla wielu Polaków to Genewa (lub Zurych) jest stolicą Szwajcarii… To oczywiście drobiazgi. Wszystkie te miasta są piękne i interesujące.

Trochę zmarzliśmy w Toronto, ale tu jest naprawdę zimno! Przystajemy na chwilę i zakładamy dodatkową warstwę ubrań.

– Tu jest chyba jeszcze zima! – wskazuję rower, który, oparty o słupek, tkwi w śnieżnej zaspie na chodniku.

– Chętnie wróciłabym do Meksyku – mówi Cecile.

– Zobacz, jaką mieszankę pogody mieliśmy: w Nicei wiosna, nad Niagarą śnieg, upały w Cancun, w Chiapas chłodno, w stolicy Meksyku było gorąco, a potem w górach znowu zimno...

– Chodźmy, bo zamarzniemy.

Zwiedzenie Montrealu zaczynamy od

Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej