Dzień: [1-2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28]
To nie dla mnie! | Zaglądamy do kasyna | Kilka chwil w Japonii | |
Dziś robimy sobie całodzienną wycieczkę do Monako to mikropaństwo pozostawało na coraz krótsze już liście państw europejskich, w których wcześniej nie byłem. Co prawda, w roku 2002 roku podczas trampingu do Maroka zatrzymaliśmy się na chwilę na parkingu ponad Monte Carlo.
– Tam w dole jest Monte Carlo – zakomunikował Szymon.
Jednak tamtego nocnego przystanku nie można traktować jako wizyty w państwie.
Wstajemy dosyć wcześnie i autobusem po półtora euro podjeżdżamy do centrum Nicei. Zanim wysiądziemy na dworcu autobusowym mijamy kilka pałaców zwracających uwagę stiukami na fasadzie i przejeżdżamy przez interesująco zaprojektowany budynek na planie krzyża z muzeum Sztuki Współczesnej, bibliotekami i innymi przybytkami kultury (plac Yvesa Kleina). Obok znajduje się duży plac Garibaldiego z pałacem Towarzystwa Najświętszego Grobu założonego w początkach XV wieku i pomnikiem Garibaldiego. Kilkadziesiąt metrów dalej trafiamy do portu. Setki mniejszych i większych łodzi, morze masztów...
– Fajnie mieć jacht i żeglować po Morzu Śródziemnym – wzdycham – Ale to nie dla mnie! To jednak nudne na dłuższą metę: morze i morze…
Na wprost portu stoi niewielki kościół Notre-Dame du Port de Nice. Czterokolumnowy portyk podpiera fronton z figurą Marii Panny Dziewicy na szczycie dachu. Przed wejściem w śpiworach, okutani ciepłymi kurtkami i obłożeni plastikowymi torbami śpią bezdomni.
Przerywamy na razie zwiedzanie Nicei, wracamy na dworzec i po krótkich konsultacjach z miejscowymi wsiadamy do kolejnego podmiejskiego autobusu jadącego do Monako. Przejazd kosztuje kolejne półtora euro, a widoki na zatokę towarzyszące nam w ciągu półgodzinnego przejazdu są fantastyczne. Droga poprowadzona jest kilkadziesiąt metrów powyżej poziomu morza, a ponieważ skały czasem dochodzą do brzegu, wielokrotnie przejeżdżamy przez tunele. Wysiadamy w centrum Monaco-Ville w pobliżu słynnego Place du Casino.
– No, ładnie tu. I pięknie położone miasto – mówię, spoglądając na domy pokrywające okoliczne wapienne wzgórza.
Na placu starannie utrzymane kwietniki i dwumetrowe paraboliczne lustro – ulubione miejsce turystów do robienia sobie fotografii.
– Idziemy zagrać? Wzięłaś kasę?
– Będziemy przepuszczać twoją – odpowiada Cecile.
– Dobrze, chodźmy do środka.
Wnętrze jest bogato zdobione: marmury, złocone stiuki na suficie, pośrodku holu rzeźba Fortuny. Pomieszczenie jest dwukondygnacyjne z ganeczkiem biegnącym dookoła na poziomie wyższego piętra i doświetlone naturalnym światłem wpadającym przez szklany dach. Zwracają uwagę wielkie kryształowe kandelabry. Przejście przez drzwi prowadzące w głąb budynku jest pilnowane przez ochroniarza. Sale, w których się gra, są jeszcze bardziej bogato ozdobione i wyposażone.
– Tu nie można robić zdjęć – mówi Cecile.
Za późno, właśnie skończyłem serię.
Wystarczy tego kasyna. Wychodzimy.
Kawiarniane i restauracyjne stoliki przed reprezentacyjnymi budynkami w pobliżu są o tej porze dnia jeszcze puste. Zaglądamy pod hotel Fermont Monte Carlo