Dzień: [1-2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28]


Comitan – Chiapa de Corzo

wtorek, 14 III 2017


Wszystko na sprzedaż | Jak rozwiązać problem bezrobocia? | |


Dziś dzień, że tak powiem, lajtowy. Musimy przejechać z Comitan do Chiapa de Corzo, znaleźć nocleg i to wszystko. Być może dałoby się ten dzień zorganizować inaczej, zobaczyć jakieś inne miasta lub atrakcje, ale to jest tramping! Nasz plan powstaje na bieżąco. Mniej więcej wiemy, gdzie pojedziemy i co chcemy zobaczyć, lecz realizacja i szczegóły zależą od sytuacji. Teraz jesteśmy związani datą i godziną odlotu samolotu do miasta Meksyk.

Do Chiapa de Corso jest stąd około 150 kilometrów, to wcale nie znaczy, że będziemy tam za dwie godziny. Na razie spokojnie zjadamy śniadanie i idziemy na dworzec. O 8:00 już jesteśmy w drodze do San Cris (60 MXN). W busie gra wesoła meksykańska muzyczka, kierowca pędzi po nowym asfalcie. My, usadowiwszy się z przodu, oglądamy krajobrazy. Góry, wioski, góry… Można by powiedzieć, że to zwyczajne krajobrazy, takie choćby jak na Podbeskidziu. Najciekawsze jest to, co znajduje się tuż przy drodze. A są to dziesiątki sklepików, straganów i zakładów usługowych oferujących wszystko to, co potrzebne jest przejeżdżającym. Chcesz kupić kolorową donicę na trzech nóżkach z wzorkiem indiańskim? Proszę bardzo. Wolisz zwykłą glinianą? Proszę bardzo. A może figurka azteckiego boga Quetzalcoatl? Albo majańskiego Ixchela? Wszystko dla turystów! Wybór ceramiki jest tu naprawdę olbrzymi. Niektóre wioski specjalizują się w wyrobie talerzy, inne w doniczkach lub innych figurkach. A może chcesz glinianego, metrowego jelonka? Albo dwa. W komplecie taniej! Potrzebujesz drewna na opał – znajdzie się. A jeśli jesteś głodny – zapraszamy! W ofercie zupa lub gotowana kukurydza. Wolisz kukurydzę prażoną na grillu – jest i taka. Z wielkich garów ustawionych nad paleniskami unosi się para; zapach też jest zapewne smakowity. Kucharki czy też sprzedawczynie wystrojone w fartuszki z falbankami uśmiechają się do przejeżdżających kierowców i pasażerów. Może któryś się skusi? Te wszystkie sklepiki, stragany i wiaty są niewielkie, prymitywne rzecz można. Meksykanki codziennie rano przychodzą tu z leżących opodal wiosek, otwierają swe kramy i tak siedzą do wieczora. Nie zazdroszczę.

Dojeżdżamy do San Cristobal de las Casas. Tu mamy przesiadkę. Musimy tylko przejść na dworzec autobusowy, gdyż kierowca busa wyrzucił nas przy głównej drodze. Za pół godziny jest autobus do Tuxtla-Gutierres, my wysiądziemy wcześniej, w Chiapas do Corzo (50 MXN). Zdecydowaliśmy się spędzić tam ostatni dzień przed wylotem – to miasteczko bardziej się nam podoba. No i jest bliżej lotniska, jak się wydaje.

Wysiadamy na obwodnicy w Chiapas. Idąc na przystanek, z którego podjedziemy busem do centrum miasta (6 km), widzę zastanawiający obrazek. Oto poniżej estakady, na której się przystajemy, znajduje się ogrodzony dwumetrowym płotem z niebieskiej folii plac budowy. Wznoszony jest parterowy budynek o wymiarach 7 na 12 metrów. Ściany zewnętrzne są już gotowe, brakuje jeszcze dwuspadowego dachu. Trwa tynkowanie ścian i porządkowanie terenu. A teraz to, co najfajniejsze: robotników na placu budowy jest ponad trzydziestu! Przynajmniej tylu ich widzę w tym momencie. Każdy w żółtym kasku, są wśród nich również kobiety.

– Niesamowite! – stwierdzam. – Zatrudniać tyle osób do tej pracy?

– No, ale patrz: wszyscy pracują.

To prawda. Mają szpachle, kielnie i łopaty, jest też kilku „kierowników” albo osób, dla których zabrakło narzędzi.

– Ale widzisz, w jakim tempie pracują?

Mężczyźni, którzy ładują piasek na taczki, nabierają materiału tylko na koniec szpadla. Tynkarze na rusztowaniach po każdym kolistym ruchu szpachlą czekają, aż tynk wyschnie, a pozostali patrzą, czy równo wysycha.

– Kierownik pewno wciąż liczy, czy nikt nie uciekł z placu budowy.

– Przynajmniej rozwiązali problem bezrobocia...

No cóż, na polskich budowach brygada murarzy byłaby czteroosobowa, a praca chyba bardziej wydajna. Tu w Chiapas tylko połowa ludności jest aktywna zawodowo. Częściowo jest to związane z bardzo młodym wiekiem populacji: 1/3 mieszkańców nie skończyła 15 lat.

– Ciekawe, ile im płacą? – zastanawia się Cecile.

– Nie wiem. Ale średnia płaca w tym stanie to 7000 peso miesięcznie (380 USD), ale jeżeli pracują na czarno, to dostają 2000.

– A widzisz ten krzyż na tylnej ścianie budynku?

– Faktycznie. Słuchaj może oni w czynie społecznym budują kolejny kościół?

Zostawiamy tę zagadkę nierozwiązaną.

Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej