Dzień: [1-2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28]


Villahermosa – Tuxtla Gutierrez

środa, 8 III 2017


Głowy poczekają | Spiesz się powoli... | | |


Miasto Villahermosa zostało założone na przełomie XVI i XVII wieku na terenach, gdzie kiedyś rozkwitała kultura Olmeków, ludu, który stworzył, jak się uważa jedną z pierwszych cywilizacji na terenie obu Ameryk (I/II tysiąclecie p.n.e.). Niestety spuścizna po Olmekach nie jest tak widowiskowa jak w przypadku Majów (Chichén Itzá) i Azteków (Teotihuacan). W pobliżu Villahermosa zachowało się parę miejsc archeologicznych , między innymi miejsce zwane La Venta. Tzw. wielka piramida tam odkryta przypomina bardziej trawiasty pagórek a nie kamienną budowlę. Najcenniejszą pamiątką po tym ludzie są gigantyczne bazaltowe głowy zgromadzone w miejscowym muzeum.

– Musimy podjąć decyzję. Albo zostajemy tu do 10:00 rano i oglądamy miasto albo przesiadamy się na najbliższy autobus i jedziemy dalej.

– Twoja decyzja?

– Jedziemy dalej.

No, dobrze. Jedziemy dalej. Meksyk jest olbrzymi i te przejazdy zajmują sporo czasu. Nie da się przyspieszyć zwiedzania, musimy wybierać najciekawsze miejsca. Mam nadzieję, że wielkie głowy Olmeków zobaczę jeszcze muzeum w Meksyku-mieście.

Autobus do Tuxtla Gutierriez będzie około 6:00, mamy kilka godzin oczekiwania. Rozkładamy się w poczekalni, gdzie czeka więcej osób takich jak my. Niektórzy wyciągnęli się na ławkach, śpią z głowami na swych torbach lub pakunkach.

– Kładziesz się? – pytam Cecile.

– Nie, posiedzę.

Cecile zawsze stara się być okularom reprezentuje przecież Europę i nie wypada jej spać na dworcu. Mam wrażenie, że przemawia przez nią poczucie przyzwoitości, kultura i przyzwyczajenia, które narzucają, co jest odpowiednie.

O 5:45, kasy są już otwarte, kupujemy bilety do Tuxtla, płacąc za bilety po 384 MXN. O tyle dziwne, że odległość jest o połowę mniejsza (250 km) niż do Villahermoza..

Świt w Villahermosa nie było zbyt miły – mżyło całą noc, wszystko jest mokre. Na szczęście za chwilę odjeżdżamy.

Wciąż nie jestem pewien, czy dobrze zrobiliśmy, że skróciliśmy pobyt w Villahermosa. Ale stało się, jedziemy na południe.

Opuściliśmy stan Tabasco, wjeżdżamy do Chiapas. Region, w który się teraz znajdujemy, jest górzysty. Chociaż Chiapas nie należy do stanów najbardziej zaludnionych ani do najbardziej bezludnych, to jadąc autobusem odnoszę wrażenie, że okolica jest niezamieszkała. Lasy, góry, łąki… Niezmierzone zielone przestrzenie. Tymczasem pogoda się poprawiła, nastał ładny dzień. Niestety szyby w oknach są zaparowane i brudne, co utrudnia mi robienie zdjęć. Cecile drzemie obok, ja też nieco przysypiam.

Przebudza mnie lekkie szarpnięcie. Stoimy w gigantycznym korku na drodze 145. Przed nami – dokładnie nie wiem, jak daleko – zdarzył się wypadek. Kierowcy znaleźli objazd wąską drogą idącą wysoko nad trasą, ale, jak to bywa w takich wypadkach, na skróty pojechali również ci, którzy tam wjeżdżać nie powinni. Nic dziwnego, że ciężarówki i tam utknęły próbując wjechać pod stromą górę. Musimy zawrócić. "Los hores" – parę godzin, tak wygląda nasza perspektywa. Nerwy jakby mniejsze niż w Armenii, kiedy to utknąłem na drodze z powodu potężnego osuwiska ziemi. Tyle że tam spieszyłem się na samolot do Tbilisi. Tam również kierowcy korzystali z dzikiego objazdu, nasz bus – na skutek napierania pojazdów z dwóch stron – zawisł tylnymi kołami nad przepaścią. Stres był większy. A więc stoimy i grzejemy się. A tak się dobrze zapowiadało. A ja już wysłałem sms-a, że dojeżdżamy do Tuxtla, hahaha! Witał się z gąską! Nic to, z głodu i pragnienia nie umrzemy – zresztą miejscowi już wyczuli sytuacją i chodzą z pieczonymi bananami wzdłuż sznura samochodów.

Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej