Dzień: [1-2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28]
To jednak olbrzymi kraj | Płyniemy przez kanion | | | Półmetek trampingu |
Meksyk jest gigantycznym krajem, to oczywiście truizm. Większość turystów, przynajmniej tych z Europy, przyjeżdża na Jukatan, tu spędza urlop na plaży, odwiedzając podczas fakultatywnych wycieczek kilka stanowisk archeologicznych związanych z kulturą Majów. Amerykanie jeżdżą natomiast głównie do północnej części Meksyku – tej bardziej niebezpiecznej, czasem do Acapulco. Reszta Meksyku jest traktowana przez odwiedzających ten wielki kraj jako mało turystyczna. Być może mają po części rację. Ja jednak nie chciałem się ograniczać podczas tego wyjazdu tylko do Jukatanu, zwłaszcza że wymyśliłem sobie powrót z Meksyku-miasta.
W Tuxtla-Gutierrez znaleźliśmy się w pewnej mierze przypadkowo. Alternatywą dla przyjazdu przez Villahermosa był autobus z Meridy do Palenque – jednego z najważniejszych miejsc kultury majańskiej w Meksyku. Wybraliśmy wariant z Villahermosą może trochę z tego powodu, że już napatrzyliśmy się na podobne ruiny. Głównym powodem, dla którego przyjechaliśmy do Chiapa de Corzo, jest malowniczy przełom rzeki Sumidero przepływającej przez miasto. Dziś właśnie popłyniemy w rejs.
Wcześnie rano, po śniadaniu w naszym kolorowym hostelu, idziemy na przystanek przy drodze przelotowej. Bez problemów podjeżdżamy busem do Chiapa de Corso (12 MXN). Będziemy tutaj dzisiaj nocować, jednakże priorytetem jest dla nas, aby zorientować się w ofercie rejsów po rzece. Oblatujemy kilka biur zlokalizowanych w podcieniach na głównym placu, ceny są zbliżone. Podejmujemy szybką decyzję i kupujemy bilety po 190 peso (stargowane z 220).
– Zostawimy nasze bagaże w biurze, okay?
– No hay problema – mówi dziewczyna z biura i dodaje: Proszę być na przystani o 10:00 punktualnie.
Krótki spacer po rynku i jego otoczeniu pozwala nam się zorientować, że miasteczko jest atrakcyjne i będzie co zwiedzać.
Na przystani gromadzą się tłumy, łódki z turystami co chwilę odpływają, inne podpływają i wyrzucają na brzeg rozradowanych turystów. W oczekiwaniu na naszą kolej kręcimy się po nabrzeżu. W pobliżu są restauracje i jakieś bary, a sprzedawcy pamiątek i fast foodów kręcą się wśród turystów.
– Jesteś głodna? – pytam Cecile.
– Nie. Ale napiję się.
Po chwili ładujemy się do łodzi. Na wszelki wypadek siadamy z przodu, wszyscy dostajemy kapoki oraz opaski na rękę. Nasz pilot zaopatrzony w megafon ustawia się na dziobie i opowiada nam po hiszpańsku o tym, co nas czeka. Na przestrzeni kilku pierwszych kilometrów (czyli na odcinku do mostu) widoki są zwyczajne, brzegi rzeki płaskie, w krzakach i szuwarach nadrzecznych dostrzegam trochę ptactwa.
[opis rejsu]
Po południu. – Cecile?
– Tak...?
– A wiesz, że dziś mija połowa trampingu?
– Tak myślałem, że to już chyba połowa.
– Jesteś nim zmęczona? Chciałabyś wrócić już do domu?
Cecile milczy przez moment.
– Nie, dlaczego. Podoba mi się Meksyk.
– Ale ja pytam, czy nie masz już dość, czy nie jesteś wymęczona tym jeżdżeniem.
– Jestem zmęczona, ale musimy dokończyć – mówi i po chwili dodaje: Nie wiem, czy jeszcze się nadaje na takie wyjazdy…
– No wiesz! Nie braliśmy ze sobą namiotu, jak w Omanie, śpimy w dobrych warunkach… Jest gorąco, ale temperatury były wyższe w Indiach i na Filipinach.
– Wiesz, że nie lubię upałów.
Wiem i dlatego pojechaliśmy w marcu. To chyba dobra pora na Meksyk. Jak na razie, praktycznie tu nie padało, a temperatury są do wytrzymania. Jak dla mnie przynajmniej. Tym niemniej, jesteśmy już w drodze pół miesiąca. To dla wielu osób maksimum urlopowe. A nam musi starczyć sił i zapału na drugie tyle. Po powrocie z Indii Cecile odgrażała się, że już nigdy więcej nie pojedzie na tramping. To samo słyszałem po powrocie z Omanu. Ciekawe co powie teraz w Krakowie?*/ Myślę, że dobrze zrobiliśmy, kupując bilety na przelot do miasta Meksyk. To jest jednak oszczędność czasu i pieniędzy.
_______________________________________
*/ A jednak pojechaliśmy dwa lata później do Indonezji i Australii. Zuch dziewczyna!