Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30] [31] [32]


Delhi - Jaipur

Sobota, 3 III 2007


Rikszą na Old Delhi |Gdzie jest nasz pociąg? |Horror się zaczyna... |Ach te Indyjskie ekspresy! |Nasz pierwsza kolacja


Delhi

Dopiero dziś jesteśmy w stanie ocenić "uroki" dzielnicy, w której się znaleźliśmy. Straganiarze otwierają swoje stoiska, sprzątacze udają, że zamiatają, jakiś pomarańczowo odziany starzec proponuje nam wiaderko z płonącym ogienkiem... Plan na dziś jest taki: kupić bilety i pojechać do pierwszego z "kolorowych miast" - Jaipuru. Idziemy do New Delhi Railway Station, to kilka minut drogi. Dostępu do budynku broni grupa naganiaczy zachęcających do kupna biletu w "oficjalnych biurach rezerwacji" naprzeciw dworca. Oczywiście wiemy, że to stary trik, bilety rezerwuje się w budynku dworca w kasie dla cudzoziemców. Naganiacze jednak twierdzą, że o tej porze nie ma stąd połączenia z Jaipurem, natomiast z Old Delhi odjeżdżają pociągi o 8.05 i 8.30 (okaże się to później nieprawdą). Nieco zdezorientowani bierzemy autorikszę (40 INR, początkowo 70) i jedziemy do Old Delhi Railway Station. Mimo że oba dworce dzieli w linii prostej odległość tylko dwóch kilometrów, to krążymy po slumsowatych ulicach dobre 20 minut. Żałuję, że nie ma czasu na robienie zdjęć, pewno przyjdę tu na spacer kiedy indziej. Jest na co popatrzeć: półnadzy mężczyźni myjący się pod hydrantem, bezdomni i żebracy leżący pod derami wzdłuż ulicy, dostojnie kroczący chodnikami brodaci starcy w żółtych i pomarańczowych strojach, naturalnie pełno tu turbanów i krów - indyjski koloryt. Indyjska ulica

Na Old Delhi tłumy rozgorączkowanych Indusów. Dziwnym trafem nie dostrzegam kas z rezerwacją, nieco pochopnie w zwykłej kasie kupuję bilety second class (91 INR). Biegamy po peronach tam i z powrotem w poszukiwaniu "naszego" pociągu. Wkrótce się okazuje, że pociąg jest dopiero o 11.50, a potwierdzenie znajdujemy w zakupionym rozkładzie jazdy "Train at glance". Trudno, poczekamy.
Z oklapniętymi humorami snujemy się po dworcu i - zarzuciwszy koncepcję pojechania do Jaipuru autobusem - męczymy się przy słodkiej kawie w barze (po 5 INR). Pociąg, choć wyrusza z tej stacji ma już godzinne opóźnienie, w końcu ładujemy się do wypełnionych ludźmi wagonów bez rezerwacji.

Na przedmieściach Delhi wsiadają do naszego wagonu kolejne dziesiątki ludzi i atmosfera się zagęszcza. Trzydzieści pięć wentylatorów bezczynnie zwisa z sufitu, na szczęście małe okratowane okienka są pootwierane. W pewnym momencie Indusi zaczynają krzyczeć coś do siebie i zamykają z łomotem okna zasłaniając je dodatkowo drewnianymi żaluzjami. Ciekawi nas, dlaczego to robią. Czy za chwilę coś będzie śmierdziało nie do wytrzymania w dzielnicy slumsów? Czy może jakieś odrażające widoki z delhijskich krematoriów osiedlowych? Hm, no nic, przekonamy się, póki co - jedziemy w półmroku... Delhijskie slumsy
Starszy mężczyzna siedzący na wprost nas, ma szyję owiniętą szalikiem, więcej tu zresztą takich przezornych - łatwo się przeziębić w pociągu. Poczuł widać głód, bo wyciągnął woreczek z jakimiś orzeszkami i zapamiętale je łuska, wyrzucając łupinki przez uchylone okienko. Nagle słuchać chlust, krzyk, mężczyźni z ławki naprzeciw zrywają się jak oparzeni. Za późno! Są oblani różową farbą, spryskane mają koszule i spodnie. Pasażerowie śmieją się i głośno komentują. Poszkodowany dziadek ze złością zamyka okno i wyciera się. Teraz już jest dla nas jasne, skąd to zamykanie okien. Przypominam sobie, że ofiar ochlapania farbą widziałem już więcej na dworcu w Old Delhi, a o zwyczaju polewania kolorową wodą przeczytałem tuż przed wyjazdem w interesującej książce "Podróż za trzy grosze" opisującej trampingowy wyjazd do Indii sprzed 50 lat...
W pół godziny później - po opuszczeniu Większego Delhi - kolejna niespodzianka. Zostajemy obrzuceni kamieniami lub innymi przedmiotami. Mały odłamek trafia mnie w nogę. Znów opuszczamy okiennice. Łomot kamieni w blaszane pudło po chwili ustaje i oddychamy z ulgą. No, niezłe te Indie, prawda? Wagon second class

W pociągu jadą całe rodziny, także z małymi dziećmi. Półtoraroczna dziewczynka o pięknych brązowych oczach stawia pierwsze kroki. Wyciąga ręce w naszym kierunku, uśmiecha się.
Gdy po wielu godzinach jazdy docieramy do Alwaru - jestem podłamany: to dopiero połowa drogi, ledwie 150 kilometrów! Często stajemy w małych miasteczkach, przepuszczamy pociągi towarowe i ekspresy jadące z przeciwnej strony. A propos "ekspresu": tu większość pociągów jadących na dłuższych trasach nosi tę dumną nazwę. A że przeciętna prędkość to 40 km/h...? Na stacjach sprzedawcy proponują czai - słodką herbatę z mlekiem i dodatkami, są też gorące makaroniki i pierożki. Ścisk w wagonie nie zmniejsza się, część pasażerów stoi, bardziej wygimnastykowani wspinają się na półki ponad otwartymi drzwiami. Ale spoko: norm indyjskich "Super Dense Crush Load" nie przekraczamy. Pod zasyfionym kibelkiem stoi kolejka oczekujących, lecz i do niej trudno się przepchać. Droga dłuży się okropnie, za oknem już ciemno, dziś nic nie pozwiedzamy. Ale nie żałuję jazdy tym pociągiem. Tak, jak trzeba choć raz w życiu przejechać się rumuńskim
personalem, rosyjską elektriczką czy chińskim hardseaterem, tak i w Indiach trzeba posmakować uroków wagonu second class... Radżastańskie kobiety

W końcu utęskniony Jaipur. Wysiadamy na stacji, dziwnie tu pusto... "Zaprzyjaźniony" współpasażer biegnie za nami i zawraca nas do wagonu. To dopiero podmiejska stacja! Jeszcze 10 minut jazdy. Na dworcu rikszarze ciągną nas w różne strony, my chcemy do jednego z niskobudżetowych hoteli z Lonely Planet (LP). "Evergreen Guest House" po modernizacji podrożał, po krótkich poszukiwaniach wybieramy "Pink Sun Hotel". Z kierowcą motorikszy umawiamy się na jutrzejsze całodzienne wożenie po mieście.
Tuż obok, w sąsiednim hotelu znajduje się miła restauracja na dachu. Siadamy wygodnie w wiklinowych fotelach, zamawiamy pierwszą porządną kolację: palak paneer - szpinak z kostkami sera oraz rmalaj kofta - kuleczki serowo-warzywne.

Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej