Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30] [31] [32]


Kakarvitta – Kathmandu

niedziela, 18 III 2007


Nepalska moda | Gdzie są te Himalaje?! | Jakie będzie to Kathmandu?


Do Kathmandu: nizina Teraj

No to jedziemy do Kathmandu! Autobus wypełniony jest Nepalczykami. Kobiety ubrane są bardzo kolorowo, mężczyźni w schludnych ubraniach, na ogół noszą jasne koszule. Babcia, która za mną siedzi, ma śliczną pomarańczową czapeczkę a w nosie złoty kolczyk wielkości kłódki. Autobus wyruszył o 5:30 z kilkoma pustymi miejscami, teraz mamy nadkomplet pasażerów – stoją w przejściu lub siedzą na workach z mąką. Ciekawe, jak wytrzymają czternastogodzinną podróż do stolicy?

Droga H-1 jest monotonna, choć w miarę wygodna. Mkniemy prosto na zachód, teren jest płaski. Początkowo mignęło kilka plantacji herbaty, teraz dominuje sal – wspaniały las damarzykowy (Shorea robusta) pocięty szerokimi dolinami wyschniętych o tej porze rzek roztokowych.

Wydawać by się mogło, że to zupełnie inny kraj, nie Nepal. Gdzież te potężne góry?! – chciałoby się krzyknąć. Himalaje są 150 km dalej na północ, to spory kawałek. Jeśli spojrzysz na mapę, to w południowo-wschodnim kąciku Nepalu dostrzeżesz zieloną równinę Teraj – nizinny pas bagiennych stepów, sawann i lasów – tak właśnie nietypowo zaczęło się nasze poznawanie kraju. Do Kathmandu: wioska nepalska

Ten płaski krajobraz zmieni się zresztą pod wieczór. Ale przez prawdziwie wysokie góry jechać dziś nie będziemy. W Kathmandu i w Pokharze wybierzemy się na punkt widokowy, by ujrzeć panoramę Himalajów. Zabraknie jednak bliższego obcowania z górami. Zwykle jedzie się do Nepalu na trekking; ten tramping go nie przewidywał. Po pierwsze – mamy tylko miesiąc na zwiedzanie, po drugie – skupiliśmy się na Indiach, po trzecie – Hanka nie ma możliwości intensywnego chodzenia po górach, po czwarte – permity na trekking sporo kosztują... Poznamy natomiast kilka wspaniałych miast, pojedziemy do parku narodowego Chitwan, pobędziemy na łonie przyrody ;-)

Przed wyjazdem oglądałem przepiękne interaktywne panoramy z placu Durbar w Kathmandu, ciekaw jestem, czy mnie to miejsce zachwyci? Zobaczymy jutro. Do Kathmandu: dolina wpółwyschniętej rzeki

Tymczasem mijamy wioski i miasteczka; pasażerowie się zmieniają, a my jedziemy i jedziemy... Po południu skręcamy na północ i podążamy wzdłuż rzeki Trisuli. Pod wieczór droga porzuca dolinę, wjeżdżamy wysoko na przełęcz. Przed nami Kathmandu – tysiące światełek migocze wokół, aż po horyzont. Stolica Nepalu leży na wysokości 1300 m n.p.m., otoczona jest wzgórzami, na których pobudowano podmiejskie osiedla. Przez ostatnie lata liczba ludności bardzo tu wzrosła, miasto położone w kotlinie cierpi z powodu zanieczyszczenia powietrza, i – jak się później przekonamy – brakuje tu czystej wody.

Na podrzędny dworzec dojeżdżamy o 19:00. Czekam aż wyładują mój plecak z dachu autobusu i spokojnie wysłuchuję propozycji hotelowych naganiaczy. Wybieramy hotel "Lunar" (jak się okaże na obrzeżu Thamelu) i taksówkę za 100 rupii. W hotelu znośne warunki (300 NPR + tax), tylko ta woda! Okropna, żółta, mętna woda! Nawet nieprzyjemnie się w niej myć. Mimo zmęczenia idziemy na krótki spacer – rozpoznanie terenu.

Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej