Dzień: [1-2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16-17]

Jestem nad Ładogą! | Droga życia | W Kazańskim Soborze | Pochylony nad mapą Rosji... | Wieczór
No, wreszcie dopiąłem swego. Siedzę na ogromnym głazie i moczę nogi w Morzu Ładożskim, pardon, w Jeziorze Ładoga... Drugiego brzegu oczywiście nie widać, wszak leży 100 kilometrów dalej. Gdy się ustawi obok siebie mapy Ładogi i Śniardw, człowiek zaczyna się uśmiechać... Prawie 18 tysięcy kilometrów kwadratowych! 1620 kilometrów linii brzegowej – to dopiero byłaby wycieczka!
Woda wcale nie jest przerażająco zimna. To skutek ostatnich upałów. Lud rosyjski się rozebrał i wskoczył do jeziora. Dziś niedziela. Na plaży zbierają się stada kaszalotów. Okropne... Katastrofa ekologiczna! Jak można się tak utuczyć?! A przecież młode Rosjanki są takie ładne i szczupłe...! Młode zdrowe pokolenie czy tylko przejściowo zgrabna figura? Tak na marginesie – mieszkanki Petersburga nie uśmiechają się tak często jak te na Północy – widać bardziej zagonione, pochłonięte sobą... A może to tylko mylne wrażenie?...
Do osady Ładożskoje Oziero dotarłem rano bez problemów elektriczką. Pociągi kursują tu co godzinę, półtorej z Dworca Finlandzkiego. Ponad godzinną drogę spędziłem oglądając marketingowe popisy domorosłych handlowców wchodzących kolejno do wagonu i zachwalających swe ekskluzywne towary. O mało co się nie skusiłem na zakup nożyka do cięcia szkła – facet prezentował jego użycie krojąc zgrabnymi pociągnięciami szyby wzdłuż i w poprzek a nawet kreśląc różne esy-floresy. Nożyk nie do stępienia, ałmaznyj! Tylko 50 rubli, kto chce?
Ten krótki szlak nad jezioro to "Droga życia" – 60 lat temu jedyna droga ewakuacyjna podczas blokady Leningradu i jedyna droga zaopatrzenia umierającego miasta. Przypominają o tym nazwy mijanych przysiółków i zabytkowa lokomotywa stojąca przy słupie na 41 kilometrze. Sama miejscowość jest niewielka i zdaje się nie ma co tu robić poza plażowaniem. Cała okolica usiana jest daczami co bogatszych lub (kiedyś) lepiej ustosunkowanych petersburżan. Gdzieś tam za widnokręgiem znajduje się wyspa Wałaam z kilkunastoma XVIII-wiecznymi cerkwiami. Szkoda, że nie dojechaliśmy do niej... Niemniej jednak jestem usatysfakcjonowany tym krótkim indywidualnym wyjazdem nad Ładogę.
Odrabiam przedwczorajsze zaległości w zwiedzaniu Pitera: zaczynam od Katedralnego Soboru Kazańskiego (I poł. XIX w) z amfiteatralnie ustawionymi podwójnymi kolumnami przed wejściem (wstęp wolny). Zbudowany w stylu empire przypomina w założeniu Bazylikę św. Piotra i Pawła w Rzymie. Cerkiew odzyskała zdaje się dawną świetność – jeszcze nie tak dawno było tu Muzeum Religii i Ateizmu... W bazylikowym wnętrzu cztery rzędy olbrzymich monolitycznych granitowych kolumn. Nawet w kraju, gdzie wszystko duże (łącznie z inflacją i bezrobociem) cerkiew wywiera wrażenie... Dużo rzeźb, między innymi Aleksandra Newskiego, św. Włodzimierza i Andrzeja oraz obrazów z okresu Akademizmu... Jest na co popatrzeć.
Później idę na Newski Prospekt – główną ulicę miasta, oglądam kościół ormiański – tu, choć to tylko kilka kroków od zgiełku ulicy jest ciszej, w kościele rozbrzmiewa inna nie cerkiewna muzyka (nie przeszkadza mi, że jest z kasety), strudzony zasypiam na ławce na kwadrans. Trochę dalej, ale też przy Newskim Prospekcie, na murze napotykam na niepozorny napis z okresu blokady ze skromną tablicą poświęconą bohaterskim mieszkańcom miasta. W księgarni kupuję mapę Federacji Rosyjskiej i jestem cokolwiek zdumiony: wiedziałem, że część byłych ASRR zostało przekształconych w republiki federacyjne, ale rzeczywista liczba tych republik sięga dwudziestu. Nikt u nas w 1989 i 1990 roku nie śledził szczegółowo przemian w rozpadającym się Związku Radzieckim, byliśmy zajęci w Polsce swoimi sprawami, więc czuję, że moja wiedza ma luki... Nie wiem, jaka jest rzeczywista pozycja tych sfederowanych z Rosją republik, w jakim zakresie są one niezależne. Na ile mogą prowadzić samodzielną politykę i gospodarkę, czy ich budżety są odrębne. Nie wiem, czy ich utworzenie to był tylko "gest władzy" i czy ich powstanie zostało pokojowo wywalczone... W Pietrozawodsku widziałem urzędy ministerstw Republiki Karelii, ale czy są to tylko agendy większej siostry – naprawdę trudno mi się wypowiadać. W każdym razie – widzę, że jest mnóstwo miejsc, do których chciałbym pojechać: Tuwa, Buriacja, Czukotka, Kamczatka, czy choćby Republika Sacha.
Większość czasu spędzam dziś sam – zaglądając tu i ówdzie. Spaceruję po placach i wzdłuż kanałów. Oglądam przepiękne kraty i balustrady i przyglądam się ludziom.
Wieczorem spędzam czas na rozmowach i scrabble'ach.
| |
| |
![]()
| |
![]()
| |
![]()
| |
![]()
|