Dzień: [0-1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30]
Malezyjski Plac Czerwony | Tego nie rozumiem... | Ręka się przyda! | | | | | | | | | |
Dziś stawiamy na sprawność organizacyjną. Musimy przejechać do Malakki, zwiedzić miasto, a następnie dostać się na lotnisko w Kuala Lumpur. Mamy więc do pokonania około 350 kilometrów. Wieczorem lecimy do Indii i absolutnie nie możemy się spóźnić. Znów wsiadamy do wypasionego autobusu. Nie widzieć czemu, te najlepsze autobusy mają tapicerkę, dywaniki i zasłony w kolorze czerwonym. Zapewne kolor władców. Podróż do Malakki trwa 3 godziny. Krajobrazy za oknem typowe dla Malezji, już się na nie napatrzyliśmy. Trzeba jeszcze dostać się z dworca autobusowego do centrum.
Zwiedzanie półmilionowego miasta zaczynamy od położonego przy niewielkim rondzie z (tu znak z zerowym kilometrem, a właściwie zerową milą) Placu Holenderskiego (Dutch Square) zwanego również – nie bez powodu – Placem Czerwonym (Red Square). Prawie wszystkie budynki są tu pomalowane na ciemnoczerwony lub – jak kto woli – w kolorze burgundu.
– O, jak tu ładnie! – wyrywa się Cecile.
– W przewodniku piszą, że ta wieża zegarowa pochodzi z 1886 roku – mówię wskazując na trzykondygnacyjny kwadratowy budynek.
– To Holendrów już tu nie było?
– Tak. Kraj był administrowany wówczas przez Brytyjczyków. A wieża została zasponsorwana przez Tan Jiak Kima, biznesmena z Singapuru. Początkowo wieża zegarowa była biała, ale Brytyjczycy przemalowali całą dziellnicę na czerwono.
– Po co?
– Nie wiem. Może taka moda była. W Jaipurze mnóstwo budynków jest w podobnym kolorze. Ale przynajmniej wiadomo, że Hindusi przemalowali miasto z powodu spodziewanej wizyty walijskiego księcia.
Obok na placu znajduje się czerwony budynek muzeum (Muzium Belia Malaysia), ale nasze zainteresowanie wzbudza bardziej Fontanna Królowej Wiktorii. Ma postać kolumny z dekoracyjnym zwieńczeniem, dwupoziomowe baseny i płaskorzeźby u podstawy. Napis na tablicy głosi: "Victoria Regina 1837-1901. Erected by the people of Malacca in memory of a great Queen in 1904. Trudno mi zrozumieć, dlaczego w krajach, które wyzwoliły się spod panowania Imperium Brytyjskiego (Indie, Malezja) tak pięlęgnuje się pomniki i inne pamiątki po kolonizatorze. W Europie Wschodniej pamiątki związane z ZSRR są "odgórnie" usuwane i nie wzbudzają napięć społecznych. Jak oceniam – kluczową rolę odgrywa tu importowana poprawność polityczna. Można przyjąć, że w Ameryce Łacińskiej nie protestowano przeciwko "kulturowej spuściznie" kolonialnej ze względu na obecność zakorzenionych już tam elit z Europy. Czy tak było w Indiach i tu w Malezji?
Uwagę naszą zwracają dziesiątki kolorowych riksz rowerowych przystrojonych różowymi i błękitnymi sztucznymi kwiatami oraz zaopatrzonych w daszek w równie cukierkowym kolorze. Niektóre z nich mają dodatkowe ozdoby w postaci pluszaków i innych zabawek, a także fotografii dzieci lub nastolatków rodem z mangi. Zastanawiam się, czy to z okazji świąt, czy też po prostu oni tak tu mają. Zwraca uwagę również sama konstrukcja riksz: jest to po prostu rower z doczepionym koszem. Zwykłe hinduskie mają obciętą ramę z tylnym widelcem i dorobioną wózek z dwoma kółkami dla dwóch osób.
Zostawiamy na później czerwony kościół anglikański i wspinamy się na wzgórze do zrujnowanego kościoła św. Pawła – pierwszej katolickiej świątyni w tym regionie (1566-1590). Niewiele z niego zostało: dach zawalił się ze sto lat temu, kamienne mury z odpadającym tynkiem straszą pustymi oczodołami okien. I tu niespodzianka: raz do roku, w pierwszą sobotę grudnia odbywają się tu msze w intencji hiszpańskiego księdza, a dokładniej prezbitera Franciszka Ksawerego (1506-1552). Zanim został świętym, jako pielgrzym-backpacker i misjonarz zarazem wyprawił się do Ziemi Świętej, do Indii, Japonii, Chin oraz tu – do Indii Wschodnich. Dziś ruiny kościoła formalnie są muzeum (Muzium Istana Kesultanan Melaka). Wraz z kilkoma miejscowymi muzułmanami wchodzimy do środka. Wewnątrz – pusto, jeśli nie liczyć ustawionych pod ścianami kilkunastu płyt nagrobnych zebranych z pobliskiego, dziś nieistniejącego cmentarzyka.
– "Hier onder leyt begraven Nicolaus Basly, in syn leven vryborger obyt den 9 April 1678" (Tu spoczywa pochowany Mikołaj Basly, za życia wolny obywatel, który zmarł 9 kwietnia 1678 r.) – powoli odczytuję na jednym z nagrobków. Ciekawe, kim byli ci Holendrzy, którzy kilkaset lat temu zostali tu pochowani. Kupcami? Przedsiębiorcami? Duchownymi? Na pewno należeli do miejscowej elity.
Przed kościołem znajduje się odrapana biała dzwonnica. Ma kilkanaście metrów wysokości a dostać się na górę można jedynie, wchodząc po drabinie.
– Nie, to nie dzwonnica, dzwonu tam nie widzę – zauważa Cecile.
Ma rację. To latarnia z 1814 roku. Obok ustawiono marmurowy pomnik św. Franciszka Ksawerego.
– Popatrz – mówię. – Stracił rękę.
– Pewno miejscowi chuliganie...
Hm. Coś mi się wydaje, że to nie był zwykły wybryk chuligański. Wiadomo, że ciało misjonarza zachowało się całkiem dobrze o śmierci (spoczywa w srebrnym relikwiarzu w bazylice Bom Jezusa w Goa). . Mało tego, niewidomy Antonio Rodriguesa, odzyskał wzrok, gdy przytknął swe oczy do martwej ręki Xaviera... Z braku laku dobra jest i marmurowa. Na pewno zadziałała*/.
Podchodzimy pod anglikański kościół w Malakce (Christ Church) z 1753 roku. Jest w kolorze wiśniowym i w otoczeniu budynków w tymże kolorze. Wnętrze skromne, niewielki ołtarz, białe ściany.
Obok, nad kanałem, olbrzymie podsiębierne koło młyńskie o średnicy dobrych kilkunastu metrów. Przy jednym z kanałów zacumował, jak się wydaje, oryginalny statek-muzeum.
________________________________
*/ Relikt z prawej ręki św. Franciszka Ksawerego jest wystawiony w St Mary's Cathedral w Sydney.