Dzień: [0-1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30]
Wielomilionowe miasto | | | | | | | | | | | |
To mój drugi lot do Azji Południowo-Wschodniej. Bardzo się cieszę, że znów tam lecę. Indie, które teraz opuszczamy, są dla mnie tylko przedsmakiem przygody, która czeka nas w Malezji. Na lotnisko Lapangan Terbang Antarabangsa Kuala Lumpur docieramy nad ranem. Kolejna zmiana czasu. By wydostać się stąd do stolicy oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów, musimy odszukać właściwy autobus. Na pasażerów jadących do Kuala Lumpur czeka sznur autobusów. Muszę przyznać, że wszystko jest tu świetnie zorganizowane. Płacimy po 10 ringgitów i jedziemy.
Chociaż znajdujemy się ponad 60 km od centrum, to poruszamy się w terenie mniej lub bardziej zurbanizowanym. Wokół tak zwany Większy Kuala Lumpur (Greater KL), konurbacja złożona ze stolicy i siedmiu satelickich miast rozłożonych w szerokiej dolinie Klang i sięgająca aż do największego malezyjskiego portu Port Klang. Żyje tu ponad 7 milionów mieszkańców, choć sama stolica Malezji przyznaje się jedynie do 1,6 milionowej populacji.
Przy wjeździe do miasta z daleka już widać wysoką wieżę, właściwie minaret Wielkiego Meczetu. Nie pozostawia to wątpliwości, która religia jest tu dominująca. To meczet narodowy (Masjid Nagara) zbudowany 50 lat temu w postmodernistycznym stylu. Wysiadamy na lokalnym dworcu. Czas teraz, by znaleźć sobie jakieś lokum. Upatrzyliśmy sobie centralną dzielnicę sąsiadującą z Chinatown.