Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16]
Oskar nie czuje się dobrze | Wracamy do Gambii | Przeprawa promowa | Nocleg u lokalsa
Budzę się o 6:45 i jednym ruchem ręki wyłączam budzik. Jest jeszcze ciemno, ale to pozór. Za grubą zasłoną zawieszoną w oknie zaczęła się szarówka. Ruch na ulicy mierny, z rzadka ktoś przejedzie. Z oddali dobiegają chóralne śpiewy – może modły. Równo ze mną wstaje włoski Brazylijczyk. Oskar przewraca się na drugi bok. Po 15 minutach jestem spakowany i popijam kawą. Łakomie patrzę na kanapki z mielonkę, które przed chwilą przygotowałem: poczekam na Oskara. Czuję, że trochę powtarza się sytuacja z Mongolii i Syrii.
Plan na dziś jest taki: jak najszybciej dostać się na dworzec, jechać w kierunku Gambii, optymalnie dojechać do Serrekundy. Zobaczymy, jak będzie. Szkoda, że nie popłyniemy promem do Ziguinchor. Za kilkanaście godzin bylibyśmy na miejscu. A tak czeka nas cały dzień jazdy. Cóż, tramping!
Wreszcie o 8:30 zbieramy się do wyjścia.
– Sorry za obsuwę – mówi Oskar.
– To może być wczorajszy twój obiad, bo co do innego jedzenia, to jedliśmy to samo.
Oskar wygląda nieszczególnie.
– Jeszcze napiję się coli – stwierdza i idzie na balkon.
Tak, nałóg tytoniowy jest okropny.
Przed budynkiem żegnamy się z Walterem. Jego maszyna BMW jest wysoka na 2 metry.
– Dziś jadę do Mali – odpowiada na moje pytanie.
– Powodzenia!
Ha! Solowa podróż motocyklem przez Afrykę. To faktycznie jest coś! Przede wszystkim trzeba umieć naprawiać swój motor...
Znów bierzemy taksówkę. Chociaż hotelarz sugerował maksymalną 2.000 XOF za przejazd do Bomarchet (Pikche), to taksówkarz chce 2.500. Widzę, że Oskarowi nie chce się szukać autobusu ani lepszej ceny.
– To tylko 18 zł. A będziemy szybciej.
Trudno odmówić mu racji. Ale dla mnie to jest 10 razy więcej niż autobusem. I gdybym podróżował tu sam, o 8:00 rano już byłbym na dworcu. Okej...
Na Pikche przyczepia się Murzyn, proponując Peugeota za 7.000 XOF od osoby (49.000 XOF za now-now, czyli bez względu na ilość osób). Oskar konwersuje z nim, tłumacząc słowa translatorem, ja rozglądam się po dworcu. Widzę, że są tu też inne peugeoty, już prawnie z kompletem pasażerów. Pozostaje jeszcze kwestia bagażu, za który kierowca chce doliczyć nam 3000 XOF.
– Koleś, nic z tego. Możemy dać 1.000 franków za cały bagaż.
Zmieniamy peugeota, zwłaszcza że ten dymi z rury wydechowej tak, jakby się zapalił. W całej sytuacji pomaga nam afrykański dzieciak mówiący dobrze po angielsku; jak się okaże za chwilę jedzie do Gambii drugim peugeotem.