Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16]


Dakar – Goree – Dakar

poniedziałek, 26 XII 2016


Senegalczycy grają w piłkę | Lekcja po senegalsku | Rośnie meczet, rośnie | Płyniemy na Goree | |


To był całkiem niezły nocleg, ale pozostał niesmak po wczorajszym użeraniu się z hotelarzami.

Plan na dziś jest następujący. Raz – znaleźć jakieś inne miejsce do spania w centrum miasta; dwa – popłynąć na wyspę Gore; trzy – ewentualnie pozwiedzać stolicę; cztery – zorientować się w zakresie kursowania promów do Ziguinchor. Koło 8:00 opuszczamy hotel, kierując się do centrum.

Przechodzimy przez mało atrakcyjne dzielnice biedy, gdzie krowy kozy i psy są, gdzie na ulicach spotyka się głównie krowy kozy i psy. Dochodzimy do boiska, na którym rozgrywany jest mecz piłkarski. Długonodzy piłkarze ubrani są w swe klubowe koszulki. Oskar twierdzi, że piłkarze Senegalu mają silną pozycję w świecie piłkarskim.

Przez dłuższą chwilę obserwuję dziwną kolejkę na ulicy utworzoną przez kolorowo ubrane kobiety. Każda z nich ma jakiś kubeł lub torbę. Jak się okazuje, po chwili podjeżdża śmieciarka i zabiera nieczystości.

Oskar tymczasem nawiązał rozmowę z jakimś miejscowym chłopaczkiem. Ten obiecuje zorganizować nam nocleg. Początkowo mowa jest o prywatnym mieszkaniu, ale gdy po 15 minutach Murzyn wraca, wyjaśnia się, że nic nie załatwił.

– Ale tu jest w pobliżu hotel – mówi. – Zaprowadzę was tam.

Do hotelu trafilibyśmy sami, ale Senegalczyk pewno liczy na jakiś datek. Faktycznie, hotelik znajduje się w pobliżu. Ustalamy cenę niższą niż za przepłacony ostatni apartament. Rozliczamy się z chłopaczkiem i ruszamy do miasta.

Stolica Senegalu z pewnością nie jest atrakcyjnym miastem. Chaotyczna zabudowa, nieotynkowane domy, wszechobecne śmieci, liczne wraki samochodów. Słysząc głos dzieci, zaglądam przez okno. W domu przy ulicy mieści się szkoła muzułmańska. Około trzydzieściorga dzieci siedzi na dywanach. Przed niektórymi z nich otwarte podręczniki w języku arabskim. Dziewczynki posadzone są po prawej stronie, chłopcy zaś – po lewej. Nauczycielka naprzeciw nich coś im tłumaczy. Trudno mi ocenić, jak wysoki jest poziom analfabetyzmu w tym kraju (później sprawdziłem, że wynosi on 70-80%), ale z pewnością ułatwieniem dla mieszkańców są obrazki na ścianach domów i sklepów wskazujące co mieści się w środku. Ot, choćby obok napisu salon de coiffure na ścianie domu znajdują się namalowane głowy z różnymi fryzurami.

Ruch samochodowy nie jest tu tak natężony jak w Kairze czy w miastach marokańskich. Po mieście najczęściej jeżdżą żółte taksówki, ciężarówki i kolorowo wymalowane autobusy. Samochody osobowe – często całkiem eleganckie – stanowią zdecydowaną mniejszość. Od czasu do czasu trafiamy na meczet, ale nie zaglądamy do środka. Ja meczetów widziałem setki, a Oskar nie jest chyba aż tak zainteresowany. Ciekawsza wydaje nam się oferta senegalskiego przemysłu meblowego. Oto na ulicy, na sporym odcinku, wystawiono kilkaset różnych mebli: sof, foteli i szaf. Są potężne, mają imponujące rozmiary.

Mijamy olbrzymią budowę. Tu powstaje największy w Senegalu, a być może i w Afryce meczet. Pięć minaretów jest już wzniesionych, gotowa jest też główna kopuła nad świątynią oraz szereg mniejszych kopuł wokół. Przystajemy na wielkim placu z pomnikiem upamiętniającym uzyskanie niepodległości. Ma postać obelisku z wizerunkami lwów przy podstawie oraz datą 1960.

[prom na wyspę Goree]

[spacer po wyspie]

[rozpoznanie promu do Z.]

[taksówka do hotelu]

[kolacja na ulicy]


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej