Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17]


Buchara – Taszkent – Czirczik

środa, 4 VII 2018


Hotel was nie przyjmie! | Kusząca propozycja | Biesiada z Uzbekami |


Rano wyjeżdżamy do Taszkentu. Autobus jedzie 7 godzin, przejeżdżać będziemy przez Samarkandę. O godzinie 16:00 jesteśmy na dworcu autobusowym w stolicy. Wiem, że jest tu metro wybudowane jeszcze w czasach Związku Radzieckiego. Opuszczając dworzec, przyciskamy się przez sznur samochodów osobowych stojących w korku. Pytamy miejscowego kierowcę, gdzie jest najbliższa stacja metro.

– Jest daleko, ale mogę was podwieźć.

Uzbek jest rozmowny i sympatyczny. Wypytuje nas o podróż.

– A dokąd podrzucić?

Odszukuję w komórce nazwę hotelu. Mężczyzna nie za bardzo wie, gdzie to jest, nawet gdy podaje adres.

– Macie numer telefonu?

Dzwoni do hotelu. Rozmawia przez chwilę po rosyjsku potem przychodzi na uzbecki. Rozmowa trwa kilka minut.

Probliem. Gostinica nie robotajet – mówi do nas na koniec.

Poczemu?

Kakaja nibut’ awaria słucziłas. Goriaczej wody niet.

Nie wiem, co o tym myśleć. Być może faktycznie jest tam jakiś problem techniczny, ale jestem zezłoszczony, że nie poinformowali o tym Booking.com. Ale może być i tak, że nie chcą przyjąć dziś obcokrajowców z jakiegoś powodu. W każdym razie podejrzana sprawa.

– Słuchajcie, mogę was wziąć do siebie do domu. Możecie u mnie przenocować, nie ma sprawy.

To nęcąca propozycja. Mamy w pamięci wizytę u uzbeckiej rodziny w Beszarik, jesteśmy jak najbardziej chętni na coś takiego, ale nie chcemy się wpraszać na siłę.

– Może znajdziemy jakiś inny hotel – próbuję jakoś odpowiedzieć.

– Naprawdę nie ma sprawy, poznacie moją rodzinę.

– W takim razie chętnie, ale naprawdę nie chcemy sprawiać kłopotu…

– Nie sprawiacie, będzie nam miło. Mieszkam pod Taszkentem. Przenocujecie, a jutro was odwiozę do miasta.

To bardzo miłe jest jego strony. Perspektywa spędzenia wieczoru u rodziny uzbeckiej jest naprawdę atrakcyjna. Aleksandr zmienia temat.

– A czym się zajmujesz? – Jestem nauczycielem.

– A twoja żona?

Na wyjazdach dla uproszczenia nie zagłębiam się w tłumaczenie relacji.

– Ja pracuję w fabryce – Marzena również nie wdaje się w szczegóły.

A ty kiem rabotajesz?

A ja sobiraju musor – wyjaśnia chłopak.

Marzena patrzy na mnie pytająco.

Musor? – pyta się.

– Śmieci – tłumaczę jej.

Z rozmowy wynika, że chłopak zajmuje się zbieraniem i sortowaniem odpadów.

– W zeszłym roku był pożar u mnie. 40 ton się spaliło – opowiada młody biznesmen.

– To dobrze czy źle? – pytam zdezorientowany, gdyż w pamięci mam ostatnie pożary na polskich składowiskach odpadów, gdzie dochodziło docelowych podpaleń, aby rozwiązać problem przetwórstwa.

– Bardzo źle, to było 40 ton makulatury!

Aleksandr chciałby kiedyś wybrać się do Europy.

– Pojedziemy na motorach. Z moimi braćmi. Ja już mam motor, oni dopiero zbierają pieniądze. I pojedziemy do Paryża!

– O tak! Paryż jest piękny – uprzejmie odpowiadam.

Już dawno wyjechaliśmy z Taszkentu. Jedziemy i jedziemy. Trochę się denerwuję, czy aby znowu nie zostaniemy wywiezieni zbyt daleko, jak zrobiła to uzbecka rodzina pod Beszarik. Ale nie! Jakieś 15 kilometrów za stolicą skręcamy w boczną drogę i na końcu wsi zajeżdżamy pod bramą z blachy falistej. Przed dom wychodzi cała rodzina, wita się z nami. Potem prowadzą nas do "na pokoje".

Siadamy na kanapie przy wielkiej ławie. Wkrótce pojawia się cała rodzina. Nasz kierowca z żoną Nazirą, starsi rodzice Aleksandra i trójka dzieci. Czwarte jest w drodze, jeśli dobrze widzę. Rozmawiamy po rosyjsku z facetem. Również z dziadkiem bez problemu dogaduję się po rosyjsku, natomiast swojej żonie pytania chłopak musi tłumaczyć. Jeśli chodzi o babcię, to nie ma problemu, bo jest praktycznie głucha. Gospodyni na chwilę znika za drzwiami, po chwili na stole pojawia się jedzenie: różne owoce, słodycze, ciasto, placki chlebowe, do tego herbata. Dziadek ma około 60 lat, jest siwy i też trochę przygłuchy. Sprawia wrażenie byłego wojskowego. Pyta się mnie, czy piję wódkę.

– Czasem piję, tak – mówię ostrożnie.

– No to się napijemy!

Zwraca się do syna, by mu przyniósł butelkę. Ten, z dezaprobatą kręci głową i mówi, że nie.

– Nie trzeba, naprawdę – próbuję powstrzymać seniora.

Dziadek jednak nie ustępuje i idzie sam poszukać alkoholu. Chłopak i Nazira patrzą z dezaprobatą, ale nie protestują. Dziadek nalewa wódkę do dwóch kieliszków.

– Nie masz ochoty? – pytam Marzena, ale ta kręci głową.

– Nie wiedziałam, że muzułmanie mogą pić alkohol. Zapytaj go, czy jest muzułmaninem.

– Sama go zapytaj.

Marzena jest nieco skrępowana, mi też się wydaje, że picie wódki tutaj to męska sprawa, ale pyta:

– Ty możesz pić wódkę? – zwraca się do dziadka.

– Mogę!

Młody Uzbek wyjaśnia, że wszyscy są muzułmanami i zasadniczo nie piją alkoholu. Ale ojciec jest starszy i jemu więcej wolno. Każdy musi sam rozważyć, czy może pić alkohol.

– Nigdy ojcu nie kupujemy alkoholu. Ale on ma swoje pieniądze, więc sam sobie może kupić – tłumaczy.

Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej