Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15-16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25] [26] [27] [28] [29] [30]
Lasek Buloński | Zachwyty i rozczarowania
Wyjątkowo może potraktuję te dwa dni spędzone w Paryżu łącznie. Po dwóch latach wiele się zatarło w mej pamięci i nie chciałbym sztucznie operować chronologią. Mniej więcej było to więc tak.
Po noclegu u paryżan wsiedliśmy do metra i odszukaliśmy pole namiotowe k. Lasku Bulońskiego. Po odczekaniu w olbrzymiej kolejce do recepcji rozbiliśmy namiot w towarzystwie tysięcy innych. Przy okazji zauważyłem dziesiątki charakterystycznych brązowych chińskich dwójek zajmowanych oczywiście przez Polaków.
Ruszyliśmy do centrum, pragnąc w pierwszy dzień zwiedzić Paryż na północ od Sekwany. Na naszej całodniowej trasie znalazły się: Hotel de Ville – renesansowy ratusz z bogato zdobioną fasadą i licznymi rzeźbami na dachu, Tour Saint-Jacques – osierocona po gotyckim kościele wieża, Luwr, pięknie utrzymany Jardin des Tuileries, Pl. Vendôme z Kolumną Wielkiej Armii przypominającą kolumnę Trajana w Rzymie, postmodernistyczne Centrum Pompidou zaprojektowane w latach 70. przez Richarda Rogersa i Renzo Piano, eklektyczna Opéra Garnier z II połowy XIX wieku, inspirowany rzymską świątynią w Nîmes kościół Madeleine, Pl. Zgody (Place de la Concorde) z rzekomo podarowanym Karolowi X 23-metrowym obeliskiem z Luksoru, będące świadkiem wielu wielkich wydarzeń Pola Elizejskie, neobarokowy Pałac Wielki i Mały, w końcu Łuk Triumfalny.
Drugi dzień przeznaczyliśmy na Paryż Południowy: Ile de la Cite, Katedra Notre Dam, Pałac Sprawiedliwości, Ile St. Louis, bulwary nad Sekwaną, Hotel Inwalidów, Szkoła Wojskowa, Pola Marsowe, Wieża Eiffla, Palais de Chaillot.
A rano jeszcze Muzeum Świata Arabskiego, Panteon, Pałac Luksemburski, La Défense. A także inne małe obiekty, które leżą w cieniu tych wcześniej wymienionych. 13:00 09.11.2025
Były to miejsca i zachwycające np. La Défense, i takie, którymi się rozczarowałem np. budynek Luwru, a także takie, przy których nie odczuwałem emocji – znając je wcześniej z telewizji i opisów np. Centrum Pompidou. Ogólnie rzecz biorąc, Paryż mnie nie zauroczył: szaro-żółta barwa tych w większości XIX-wiecznych zabytków, ich monumentalmość sprawiła, że odbierałem je jako zbyt podobne do siebie. Miasto nie było tak barwne i żywe jak się powszechnie uważa. Jasne, że gdy szliśmy Polami Elizejskimi wzdłuż ciągu kawiarń, czuliśmy się świetnie. Byłem też czasem wściekły, gdy nie mogliśmy zostawić siatki z zakupami w przechowalni bagażu w Muzeum Luwru. Nie mogliśmy, bo w środku było żarcie. Czułem się jak idiota, wyjmując monety i inne metalowe przedmioty z kieszeni, gdy przechodziłem przez bramkę wykrywającą metal w Pałacu Sprawiedliwości. Czułem się dobrze na kempingu, mogąc porozmawiać z parą sympatycznych warszawiaków.
Bardzo uciążliwe były dojazdy do centrum związane jak zwykle z problemem finansowym: czy wydać ileś tam franków na dodatkowy autobus dowożący ludzi z kempingu do stacji metra. Byłem przyjemnie zaskoczony, gdy odkryłem dla siebie podziemną trasę wokół fundamentów twierdzy pod Luwrem. Patrzyłem jak na idiotę na ochroniarza, który skacząc na lewo i prawo zapobiegał robieniu zdjęć Monie Lizie.
Niepowtarzalne były wrażenia z nocnego Paryża: Łuk Triumfalny w pierwszy wieczór, wieża Eiffla i Pałac de Chaillot w drugi wieczór i La Défense – w trzeci wieczór. Były też zakupy u Eda – podobno taniej nie można, były przepiękne zbiory arabskie. Nie udało mi się zobaczyć impresjonistów – będzie to chyba jedyny pretekst, by tu wrócić.