Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17]


Duszanbe – Ajni – Urmitan – Rudaki

sobota, 30 VI 2018


Śniadanie w ogrodzie | Zwiedzamy miasto | | Znasz ty swój kraj? | Pomyłki kosztują... |


Poranek w Duszanbe. Prawda, że brzmi to zachęcająco? Wychodzimy z pokoju wprost do ogrodu. Ogród jest pełen kwiatów, wygląda wprost uroczo. Z drabinek pergoli zwisają dojrzałe winogrona, są na wyciągnięcie ręki, gdy siadamy na ławach ułożonych w podkowy pod zadaszeniem. Czekając na śniadanie, korzystamy z ostatniej szansy na internet. Na wszelki wypadek sprawdzam adres naszego dzisiejszego noclegu. Przez moment mam wrażenie, że z Booking.com mam jeszcze jedną informację, ale ją bagatelizuję.

Po śniadaniu zostawiamy bagaże w recepcji i jedziemy autobusem do centrum miasta (3 TSJ). Wysiadamy ………. Wielomilionowe Duszanbe stanowi mieszankę architektury radzieckiej i tradycyjnej, muzułmańskiej.

[Opis miasta]

Chyba oboje mamy dość tego zwiedzania. A przede wszystkim goni nas czas: dziś musimy dojechać do miejscowości Rudaki (zwanej też Панджрудак). Szybko wracamy do hotelu po plecaki i biegniemy na dworzec sprawdzić jak jedziemy w kierunku marszrutką czy busem do jakiejś tam miejscowości. Potem zmieniamy transport tak tutaj napotykamy na problem autobusów w stronę Pendżakentu dziś nie ma. Trafia się okazja i jedziemy do Ayni (Айнӣ). Dobre i to. Z kierowcą dużo nie pogadamy, nie rozumie nas, jakbyśmy mówili po jagnobijsku*/. Patrzeć w nas kierowca podrzuca nas pod garaż, gdzie wypakowuje rzeczy, gdzie musimy pakować towary ze swojego furgonu czy samochodu. To chwilę potrwa potem podjedziemy do miejsca, gdzie są jakieś inny samochód będzie czekać na was no jakoś tak to było. Tłumaczymy długo z pomocą dwóch innych mężczyzn, gdzie chcemy dojechać pokazuje mu adres na zrzucie ekranowym z Booking.com. Facet kiwa głową, mówiąc: „Wiem, gdzie to jest, tak jest, godzina 15:00 tam dojedziemy".

Mijamy kolejne miasto i miejscowości i widzę, że kierowca czuje się coraz mniej pewny. Kwotę mam ustaloną, ale on pyta jeszcze raz o nazwę miejscowości, w tym momencie sobie zdaje sprawę z tego, że jest to znacznie dalej niż mu się wydawało. Gdy zaczyna nawiązywać do kosztów transportu, widzę, co się święci.

– Gdybym wiedział, że to jest tak daleko, to bym nie jechał. Benzyna mnie drożej wyniesie.

– Podaliśmy ci adres, powiedziałeś, że wiesz, gdzie to jest, że znasz miejsce i sam ustaliłeś z nami kwotę.

Nie powiem mu, że widziały gały, co brały, bo nie wiem, jak to po tadżycku. Miła atmosfera się kończy, zapada milczenie.

Skręcamy z głównej drogi tak z głównej drogi według drogowskazu na Rudaki. Facet wybiera złą drogę musimy konsultować musi konsultować trasę z miejscowymi. Ja cały czas konsultują położenie z kontroluje położenie w oparciu o GPS, ale nie chcę podważać kompetencje kierowcy. Jest u siebie i chyba wie, gdzie jedzie, skoro ma samochód. Wysadza nas centrum wsi rozliczamy się. No sorry, że tak wyszło, ale tak się umówiliśmy.

– Dziękujemy i do widzenia – żegnamy się.

Wioska Pandzhrudak (Панджрудак) jest położona w górach w dolinie rzeki Ksztut i jej dopływów i otoczona szczytami wznoszącymi się na 2500-3200 m n.p.m. Dopytujemy miejscowych o położenie hotelu (Меҳмонхонаи "Панҷруд"). Jak się okazuje zlokalizowany jest (zgodnie z mapą) na końcu wsi. Droga asfaltowa dawno się już tu skończyła, a budynek wygląda na niedokończony W każdym razie jego otoczenie wymaga jeszcze dalszych prac wykończeniowych. Wchodzimy na podwórko, tu żywego ducha. Zaglądamy do jakichś budynków gospodarczych, w końcu pojawiają się chłopak.

– A to wy!

– A to ty!

Tadżyk wprowadza nas do środka, siadamy w olbrzymim salonie. Jest przeszklony z jednej strony, w głębi kominek, fotele klubowe i barek. Tyle, że ludzi tu nie ma.

– Będziecie tu sami nocować.

– Jest jeszcze przed sezonem?

– Nie, ja dopiero rozkręcam interes.

Kiwam głową ze zrozumieniem.

– Cieszę się, że udało się nam dojechać. Nie ma tutaj komunikacji publicznej, musieliśmy przyjechać taksówką. – tłumaczę gościowi.

– Jest autobus jeden, jedzie rano, a potem wieczorem.

– Możemy się od razu rozliczyć? – pokazuję przygotowane pieniądze.

– Chwileczkę, jeszcze brakuje sporo – mówi facet. – Nocleg kosztuje 300.000 somoni.

– Jak to? Przecież na Bookingu zarezerwowałem za inną kwotę.

– To niemożliwe.

– No to może sprawdźmy – proponuję i pokazuję mu print screen w komórce z kwotą 110.000 somoni.

– Nie rozumiem, ja podałem cenę zupełnie inną.

– Możemy to sprawdzić w internecie…

– Sorry, tutaj nie mam internetu.

– A w komórce?

– No też nie ma – mówi facet.

Ciekawe, jak zamierza ten interes prowadzić, zastanawiam się.

– Wysłałem do was wiadomość z właściwą ceną, tamta była pomyłką – mówi.

– Nic o tym nie wiem – oświadczam zgodnie z prawdą.

Dopiero po chwili przypomina mi się, że Booking.com przysłał mi jeszcze jedną informację, której nie odczytałem. No, ale zarezerwowałem w takiej cenie i trudno.

– A niech to! W takiej cenie to bym nigdy nie wynajmował – powtarza facet.

No, co mam powiedzieć Popełniłeś błąd, gościu, musisz ponieść konsekwencje.

– Co ja na to poradzę? Gdyby cena była wyższa, to byśmy tutaj nie przyjeżdżali…

______________________

*/ Język mniejszości etnicznej w Tadżykistanie. Jagnobczycy zamieszkują słabo dostępną dolinę, jakieś 50 kilometrów na wschód od drogi, którą jechaliśmy. Rzekomo są potomkami mieszkańców znajdującej się tu Sogdiany – perskiej krainy podbitej przez Aleksandra Macedońskiego i mówią zupełnie niezrozumiałym dla Tadżyków językiem.

Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej