Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17]
Jezioro jak z obrazka | Powrót do Ałmat | | | |
Kazachstan nie był priorytetem przy tym wyjeździe i został potraktowany przeze mnie po macoszemu. To olbrzymi kraj i nie sposób byłoby go nawet w małym stopniu poznać w ciągu tak krótkiego wyjazdu. Potencjalnie, jak wspomniałem na początku, można było przejechać z Ałmat do Wąwozu Szaryńskiego*/, a stamtąd przez Kpp Karkyra-Avtodorozhnyy do Kirgistanu. Spieszyło się nam jednak do Biszkeku. Teraz, po krótkim objeździe trzech krajów, myślimy, jak nadrobić zwiedzanie Kazachstanu. Postanawiamy pojechać nad Wielkie Jezioro Ałmatyńskie – to błękitne jezioro w Ałatau Zailijskim (Iле Алатауы), które tak przyciąga wzrok w folderach reklamujących Ałmaty.
Rano podjeżdżamy autobusem nr 63 na ulicę Navoi w dzielnicy Tauguł (Таугул, Навои көшес), tu przesiadamy się na autobus nr 28 jadący w górę doliny Bolszoj Ałamtinki do miasteczka Kokszoki (Кокшокы). Pozostało jeszcze 15 kilometrów zacznie się właściwy szlak górski. Pragnąc uniknąć wędrowania wzdłuż drogi asfaltowej próbujemy stopa. Trzeci samochód się zatrzymuje, wsiadamy i po 10 minutach jesteśmy na miejscu. Sprawdzamy u miejscowych, którędy mamy pójść i ruszamy. Droga jest dosyć dziwna, bo ciągnie się wzdłuż rurociągu transportującego wodę do Ałmat.
[opis]
– Wracamy chyba autostopem. Dobrze nam poszło w tą stronę. – proponuje Marzena.
– Ok, ale ty będziesz łapała.
– Dobrze.
Musimy zejść troszkę w dół wzdłuż długiego ciągu zaparkowanych na poboczu samochodów. Jest już popołudnie i liczymy na to, że miejscowi też będą wracać z wycieczki do domu. Po chwili siedzimy już w samochodzie. Kierowca zawozi nas do samych Ałmat i nawet nie chce pieniędzy.
[Popołudnie w Ałamatach]
[Wyjazd pod lotnisko]