Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17]


Kraków – Warszawa – (Astana)

piątek, 22 VI 2018


Marzenie z dzieciństwa ziszcza się | Marzena lubi szybką jazdę


O Azji Środkowej myślałem od dziecka. Szkolne opowieści o Jedwabnym Szlaku, a później fantastyczne zdjęcia z Samarkandy i Buchary oglądane w albumie, który dostała kiedyś moja mama, napędzały moją młodzieńczą wyobraźnię. Lektura jednego z opowiadań Jefremowa, którego akcja rozgrywała się w Dolinie Fergańskiej, utwierdzała mnie w przekonaniu, że chciałbym się tam wybrać. Okazja pojawiła się podczas studiów, gdy był organizowany trekking po Pamiro-Ałaju ze zdobywaniem pięciotysięczników. Niestety, nie doszedł on do skutku, pojechałem wówczas na swój pierwszy autostop po Europie Zachodniej.

Wiosną tego roku pojawiły się względnie tanie bilety do Kazachstanu. Sam Kazachstan (w którym byłem już raz krótko w 2005 roku) nie był dla mnie celem, ciągnęło mnie wciąż do Kirgistanu, Uzbekistanu i Tadżykistanu. Zachętą były również ułatwienia w otrzymaniu wizy do Uzbekistanu i Tadżykistanu oraz zniesienie wiz do Kazachstanu i Kirgistanu. Pozostało podjąć decyzję, z kim jechać. Ostatecznie padło na Marzenę. Znam ją od paru lat, lecz nigdzie z nią nie wyjeżdżałem. Jak zwykle roztoczyłem wizję wyjazdu pełnego niewygód, męczącej drogi, kiepskiego jedzenia i jeszcze gorszych noclegów. Na Marzenie nie wywarło to negatywnego wrażenia, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że damy sobie radę.

Wizę tadżycką (50 USD) i dwukrotną wizę uzbecką (100 USD) ogarnęliśmy w miarę prosto z pomocą firmy Aina i kilku rezerwacji hoteli w Uzbekistanie i Tadżykistanie, które w późniejszym czasie zamierzaliśmy odwołać. Bilety mamy kupione do Ałmaty (1300 PLN), co oznacza, że nie będziemy zwiedzać Astany, nowej stolicy Kazachstanu*/.

Jeśli chodzi o trasę w trampingu, to została ona określona jedynie w zarysie: Kazachstan – Kirgistan – Uzbekistan – Tadżykistan – Uzbekistan – Kazachstan. Pewne moje wątpliwości wzbudza ewentualny przejazd przez enklawy uzbeckie na terenie Kirgistanu. Nie mam pewności, czy nie wiąże się on ze „zużyciem” jednego wjazdu do Uzbekistanu. Zrezygnowaliśmy również z wjazdu do GBAO – górskiego obszaru Tadżykistanu (dziś: Вилояти Мухтори Кӯҳистони Бадахшон), który wiąże się z dodatkowymi opłatami i dokumentami. Nie nastawiamy się na wysokogórskie trekkingi, ewentualne uskutecznimy je w Kirgistanie.

W piątek po pracy podjeżdżam do Marzeny. Do Warszawy, skąd mamy samolot, pojedziemy jej samochodem. Namawiałem ją, co prawda, na budżetowy przejazd autobusem, ale dziewczyna jest uparta. Zresztą jak się za chwilę okaże, bardzo lubi jeździć samochodem i chce mieć dodatkową frajdę. Chociaż nie musimy się zbyt spieszyć, gdyż lot jest o 23:00, Marzena pędzi, przekraczając co chwilę dozwoloną prędkość.

– Mówię ci: złapią cię i zapłacisz mandat – co chwilę ją upominam. – Wiem. Ale lubię szybko jeździć.

Samochód zostawiamy na parkingu przy Okęciu (160 zł, które Marzena bierze na siebie). Gdy wypakowujemy z bagażnika plecaki, nie mogę powstrzymać się od uśmiechu. Czerwony plecak Marzeny jest olbrzymi, chyba dwukrotnie większy od mojego. To samo można powiedzieć o naszych daypackach.

– Co ty tam napakowałaś? – dziwię się.

– Tylko potrzebne rzeczy! – w głosie dziewczyny słyszę irytację.

Może niepotrzebnie się czepiam, gdyż lecimy z 20-kilogramowym bagażem rejestrowanym, a dziewczyna "ma warunki", by nosić cały swój bagaż. Zdaje się zresztą, że to jej pierwszy tego typu wyjazd. Ja też na początku swoich wyjazdów brałem przesadnie dużo rzeczy ze sobą.

Startujemy z godzinnym opóźnieniem. Sześcioipółgodzinny lot do Astany będzie nocny, więc po podanej kolacji staramy się usnąć. Lecimy na wschód, co oznacza że lądujemy dopiero około 9:00 rano.

___________________________________

*/ Astana wielokrotnie zmieniała nazwę. Pierwotnie miasto nazwane Akmolińsk, w 1961 roku zmieniło nazwę na Celinograd, po upadku ZSRR przemianowano je na Akmołę, a przez trzy lata (2019–2022) zwane było Nur-Sułtan.

Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej