Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17]
Wracamy do Europy | Nowoczesna stolica z lotu ptaka | To był udany wyjazd
Dziś wracamy do Europy. Chociaż większość Kazachstanu, łącznie ze stolicą, leży już w Azji, to od rozpadu Związku Radzieckiego a Kazachstan stał się niepodległym państwem, coraz częściej traktuje się go jako część Europy. Formalnie, tak jak w przypadku Turcji, jest to w porządku, bo zarówno część Turcji jak i Kazachstanu geograficznie leży w Europie. Kazachstan jest członkiem OBWE i EBOR a także Interpolu. Nie uczestniczy co prawda w Eurowizji, ale sportowcy z tego kraju są w UEFA oraz europejskich federacjach tenisa, kolarstwa, siatkówki, dżudo i wielu innych dyscyplin sportowych. Dla mnie jednak Kazachstan bez dwóch zdań pozostaje azjatycki. Ostatecznie głównym partnerem handlowym są Chiny, a Kazachowie należą do ludów tureckich.
– Przypomnij, o której mamy samolot – prosi Marzena po przebudzeniu.
– 8:45, zdążymy. To tylko 5 minut drogi.
– Zrobisz kawę?
Jasne. Kawa to podstawa, by się obudzić. I dla mnie i dla Marzeny. Przełykamy po kanapce i biegniemy na lotnisko. Czeka nas teraz dwugodzinny lot do Nursułtan, a po kilku godzinach powrót do Warszawy (13:00).
Zbliżając się do stolicy Kazachstanu, z okna samolotu widzę nowoczesne budynki w południowej dzielnicy miasta. Ludzie powiadają, że Astana zmieniła nie tylko nazwę, ale stała się prawdziwą metropolią. Przebudowano całe centrum, powstały centra handlowe, wieżowce, apartamentowce i tak dalej. Z daleka to widać. Dostrzegam Pałac Pokoju i Pojednania – szklana piramida otoczona parkiem, Pałac Prezydencki Ak Orda – duży biały budynek z błękitną kopułą, położony na końcu bulwaru Nurzhol. Wśród wysokościowców wyrasta Baiterek Tower – biało-złota wieża z kulą na szczycie, współczesny symbol miasta. Później widać przepiękną Arenę Astana – duży stadion piłkarski z rozsuwanym dachem. A na koniec – Nur Alem, niezwykłą kulę o średnicy 80 metrów i wysokości 100 metrów wybudowaną w zeszłym roku z okazji Expo 2017, Ten największy na świecie budynek sferyczny zaprojektowany został przez parę wybitnych amerykańskich architektów, Adriana Smitha i Gordona Gilla.
Koło 16:00 jesteśmy w Warszawie. Marzena dzwoni na parking po transport, odbieramy samochód i wracamy do Krakowa.
– Widzę, że lubisz szybko jazdę… – delikatnie próbuję powściągnąć rajdowe ciągoty dziewczyny.
Na drodze krajowej S7 jedziemy prawie cały czas ponad 100 lub 120 kilometrów na godzinę.
– Lubię! A co? Ty nie lubisz?
Co mam odpowiedzieć? Ja się tylko przejmuję, żeby nas nikt nie złapał… Marzena podrzuca mnie do centrum, żegnamy się.
To był udany wyjazd. W końcu dotarłem do republik środkowoazjatyckich i jestem z tego powodu bardzo, bardzo zadowolony. Kirgistan i Uzbekistan oczarowały mnie przyrodą i zabytkami. Uczucie niedosytu mam w stosunku do Tadżykistanu, zabrakło bliskiego kontaktu z wysokimi górami w Pamirze. Może to kiedyś nadrobię. Nie udało się również dotrzeć do Chiwy, Kazachstan również wymaga powtórki. Cieszę się również ze spotkań z ludźmi: mam na myśli tych, których spotykaliśmy po drodze, tych, którzy udzielali nam gościny i tych, z którymi po prostu rozmawiałem przy różnych okazjach. Uwielbiam te nietypowe noclegi u lokalsów, tu dodatkowo trafiliśmy na święto muzułmańskie.
Zasadniczo obyło się bez niespodzianek. Wiedziałem, co zastanę w Samarkandzie i Bucharze, spodziewałem się właśnie takich widoków gór jak w Kirgistanie. Ale jednak atmosfera wieczornego spaceru po Samarkandzie, widok jaków na śniegu nad Song-kul w Kirgistanie, błękitna woda Jeziora Ałmatyńskiego i zagubiona w górach wioska w Tadżykistanie będą należały do moich ulubionych wspomnień z tego trampingu.
Wyjazd był bezproblemowy. Ze znalezieniem noclegu trudności nie było, transport autobusami i marszrutkami (a także autostopem) odbywał się całkiem sprawnie. Zauroczyły mnie kolorowe stroje Uzbeczek, a także kirgiskie muzułmańskie cmentarze. Jestem również wdzięczny Marzenie za miłe towarzystwo. Okazała się bezproblemowym kompanem podróży, który nie narzeka na trudy podróży, na niedogodności po drodze. Jej uśmiech i opanowanie w różnych sytuacjach pomagały nam na trasie. Mam nadzieję, że następnym razem odchudzi swój plecak.
Podróż po czterech krajach wypadła korzystnie pod względem finansowym: 17-dniowy tramping kosztował 2700 zł, w tym 1600 zł samolot i wizy. Notabene w miesiąc czy dwa po naszym trampingu wizy do Uzbekistanu zostały zniesione, dokładniej – została wprowadzona e-wiza, A nieco później – także do Tadżykistanu, co sprawia, że nie trzeba już korzystać z pośrednictwa ani dostarczać paszportów do konsulatów. Dużym ułatwieniem w podróży w ten region stało się wprowadzenie przez Wizz Air lotów do Astany, Ałmat, Taszkentu i Samarkandy. Nic tylko jeździć!