Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17]
Kończy się nas pobyt w Uzbekistanie. Jak się spodziewałem, najpiękniejszym miastem była dla mnie Samarkanda, w drugiej kolejności Buchara. Taszkent mnie nie zauroczył z powodów, które wcześniej wyłuszczyłem. Natomiast najprzyjemniejsze wspomnienia wiązać się będą z wizytą u uzbeckich rodzin w Beszarik i podstołecznym Czircziku.
Przejście graniczne Navoiy/Qaplanbek (Навоий/Қапланбек)*/. Ponownie wjeżdżamy do Kazachstanu i znów się cieszę, że wjazd odbywa się bez wizy. W Saryagasz, granicznym mieście, do którego po paru minutach docieramy, kupujemy bilety do Ałmatów. Trochę to trwa, bo chociaż autobusów jest na dworcu kilkanaście i wszystkie niby jadą do Ałmat, to mamy trudności z ustaleniem, który pierwszy odjedzie i ile kosztuje. Samego miasta nie za bardzo chce nam się zwiedzać. To typowe przemysłowe nowe miasto (1968), bez wyrazu, zabytków i innych atrakcji. To, co widzieliśmy z okien autobusu zupełnie nas satysfakcjonuje. Wyjeżdżamy koło godziny 18:00. Zapowiada się długa nocna jazda. Marzena chyba nie jest zbyt zadowolona z takiego rozwiązania, dla mnie to nie pierwszyzna. Ileż to już razy jechałem nocnym autobusem!
Podróż, w gruncie rzeczy, jest nudna. Wokół bezkresne, puste połacie kraju zamieszkałego ongiś przez nomadów. Teren jest lekko pofałdowany, z rzadka można dostrzec parę drzew. Jedynym żywym elementem w tym ponurym krajobrazie są stada bydła skubiącego wysuszoną w słońcu trawę. Na drodze ruch niewielki, czasem wyprzedzimy półciężarówkę wyładowaną niewiarygodną ilością słomy. To po tych drogach pędził Wichura, król kazachstańskich szos**/.
Koło 20:30 przejeżdżamy przez Szymkent (Шымкент). To tu, 800 lat temu, zatrzymywały się karawany transportujące towary wzdłuż Jedwabnego Szlaku. Dziś trudno byłoby doszukiwać się śladów tamtego karawanseraju, można, co najwyżej, zatrzymać się w Hayat – bogato zdobionej sali przyjęć (Hayat, банкетный зал) zlokalizowanej w pałacyku, obok którego właśnie przejeżdżamy.
Zapada noc. Jedziemy cały czas na wschód równolegle do odległych grzbietów górskich. Około północy przystajemy w zajeździe. To raczej duży kompleks z restauracjami, gdzie właściwie wszystkie autobusy się zatrzymują, by pasażerowie mogli coś zjeść, skorzystać z toalety lub się napić. Chociaż jest środek nocy, wszyscy rzucają się do kolejki po jedzenie, jakby przez miesiąc nie jedli. My zapobiegliwie zabraliśmy trochę żarcia, ale nie powstrzymuje to nas przed spróbowaniem miejscowego menu. Bierzemy ryż z jajkami sadzonymi i jakimś mięskiem w cieście. Do tego zielona herbata serwowana z litrowego czajnika.
____________________________________
*/ Po dwuletniej przerwie to przejście graniczne zostało ponownie otwarte w styczniu 2025. W pobliżu znajduje się inne przejście graniczne Żibek Żoły (Жібек жолы) na trasie A2 z Taszkentu do Szymkentu i dalej do Ałmat. Korzystając z tego przejścia musielibyśmy zapewne kupić drogie bilety międzynarodowe aż do Szymkentu.
**/ Młodszym czytelnikom należy się wyjaśnienie. To drugoplanowy bohater książki i serialu „Czterej pancerni i pies”.