Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16]
| | Kiedy przestanie padać?! | Dziesiątki wieżowców, miliony orzechów |
O 15:00 mówię sobie "już czas". Do plecaczka pakuję ortalion i wodę i ruszam do monastyru. W korytarzu przy wyjściu słyszę podejrzany szum. "Shit!" – jęczę w duchu. Lunęło. Jakaś para turystów stoi z bagażami w bramie, przez ulicę przebiegają spłoszeni przechodnie… Jak niepyszny wracam do pokoju. Pół godziny później deszcz ustaje, przejaśnia się.
Do monastyru jest niby 2,5 km, ale pierwszy kilometr to prawdziwa górska wyprawa. Ulica prowadzi prosto na wysokie wzgórze, ma nachylenie chyba 15%. Zabudowana jest nieciekawymi, piętrowymi domami. Typowe przedmieścia z osiedlowym sklepikami, warsztatami, punktami usługowymi. Widząc dwa sklepy spożywcze po przeciwnych stronach ulicy, zastanawiam się, czy mieszkańcy mają "swój sklep" i czują się zobowiązani do robienia zakupów właśnie w nim. Ach, te lokalne układy społeczne! Z pewnością obecne są i w Turcji. W każdym razie ruch w sklepach niemal zerowy, sądząc po braku klientów wewnątrz.
Człapiąc powoli do góry, przywołuję w pamięci inne, wyjątkowo strome ulice, które spotykałem podczas swoich wyjazdów: stroma ulica w Dundee w Christchurch, niemal pionowa ulica w La Entrada, uliczki w meksykańskim... chyba Chiapa de Corso… Pomiędzy domami trafiają się ogródki z fasolą, dyniami lub z pomidorami. Przygarbione staruszki w kolorowych chustach skrupulatnie okopują swoje grządki lub zbierają owoce swojej pracy.
Teren nieco się wypłaszcza, docieram do nowego osiedla z 10-piętrowymi blokami. Miasto rozrasta się, pochłaniając coraz mniej atrakcyjne tereny. Tutaj wpełza na rozczłonkowane jarami wzgórza. Bloków są tu dziesiątki, niektóre już zamieszkane, inne wykańczane. Jestem pod wrażeniem boomu mieszkaniowego w Turcji. Gdyby u nas budowano z takim rozmachem! Chociaż... Już rok temu będąc w Alanyi zwróciłem uwagę na chaotyczny, a jednocześnie ekspansywny charakter nowej zabudowy. Domy budowane są "gdzie się da" nawet w miejscach, na które w Polsce deweloper nawet by nie spojrzał.
Tutejsze osiedle jest ciasno zabudowane, wieżowce stoją w odległości kilkunastu metrów od siebie. Ale najgorszą sytuację mają mieszkańcy niższych pięter. Budynki usytuowane są bowiem tuż przy wzmocnionym betonem zboczu jaru lub przy wyharatanej w skałach pionowej ścianie. Taki przykry widok na ścianę znajdującą się parę metrów od okna muszą znosić mieszkańcy nawet 4 piętra! Ale taka jest potrzeba chwili. Turcja przeżywa od lat nie tylko boom gospodarczy, ale i... demograficzny*/. Od 1950 roku ludność wzrosła czterokrotnie! Turków jest już ponad 80 milionów, to więcej niż mieszkańców Niemiec! Inna rzecz, że – jak mi się wydaje – mieszkania w tych blokach są obszerne, balkony mają powierzchnię po 20 metrów kwadratowych i są właściwie tarasami.. Niektóre z nich mieszkańcy zabudowali, tworząc dodatkowy pokój.
W odległości około kilometra od celu napotykam na szykanę: ogrodzony teren z zamykaną bramą. Muszę nadłożyć drogi. O tyle jest mi to nie na rękę, że od dłuższego czasu siąpi drobny deszcz. W połączeniu z wysoką temperaturą tworzy to nieprzyjemną parną atmosferą. Przypomina mi wędrówkę do posągu DaFo w Leshan... Ciężko wtedy rozstrzygnąć, czy wilgoć pokrywająca ciało i nasączająca ubranie pochodzi z opadu czy potu…
Wokół rozciągają się plantacje orzechów laskowych. Właściwie trwa okres zbiorów: na podwórkach w gospodarstwach rozsypane są miliony orzechów: wysychają i wówczas łatwiej usuwa się brązową okrywę owocową.
Schodzę teraz do doliny, po jej drugiej stronie znajdują się ruiny monastyru. Przyznaję, że inaczej sobie wyobrażałem to miejsce: znajduje się nie na odsłoniętym wierzchołku wzgórza (jak to często bywała w Gruzji i Armenii), lecz w centrum wioski.
[Wieczór]
______________________________
*/ Pomimo wielokrotnych kryzysów ekonomicznych, gospodarka Turcji przez ostatnie kilkadziesiąt lat rozwijała się w niebywałym tempie. Dochód narodowy per capita w ciągu ostatnich 30 lat podwoił się.