Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16]
Pandemia wciąż utrudnia podróże | Masz kod HES? | Turek odmawia nam noclegu
Od roku na świecie trwa pandemia koronawirusa. Nie jest to dobry czas do podróżowania. Restrykcje wyjazdowe i wjazdowe, kwarantanna, kosztowne testy, a przede wszystkim niepewność, co do przyszłości w znaczący sposób wpłynęły i na mnie. W zeszłym roku udało mi się, co prawda, kilka razy wyjechać między innymi do Norwegii, Włoch i Turcji, ale jednocześnie przepadło mi kilka kupionych biletów między innymi do Portugalii i Włoch. Szczepienia, na które tak wiele osób czekało, okazały się niewypałem: druga i trzecia dawka nie zabezpiecza nikogo przed zachorowaniem na covid-19. Zmniejszony ruch pasażerski spowodował również wzrost cen biletów, zwłaszcza u regularnych przewoźników. Najgorsza jest jednak – powtórzę się – niepewność, czy zakupione bilety zostaną faktycznie wykorzystane.
Po powrocie w czerwcu z Santorynu zacząłem się zastanawiać, czy w ogóle uda się mi w tym roku jeszcze gdzieś pojechać. Owszem, Europa zasadniczo jest otwarta, ale niekoniecznie są to interesujące mnie destynacje. Na początek sierpnia zaplanowany mieliśmy wyjazd na robocze spotkanie ramach międzynarodowego projektu do naszego partnera w Turcji. Postanowiłem przedłużyć kilkudniową delegację o dodatkowe kilkanaście dni. Wyszedłem z założenia, że przynajmniej nie stracę biletów w jedną stronę. Spotkanie ma się odbyć w Izmirze, co mi bardzo pasuje, gdyż zachodniego wybrzeża w Turcji nie znam. Mając do dyspozycji dodatkowych kilkanaście dni postanowiłem poznać również północne, czarnomorskie wybrzeże Turcji. W szczególności ostrzyłem sobie zęby na monastyr w Sumeli koło Trabzonu. Zaplanowałem również odwiedzić Pamukkale. Znając realia tureckie, co prawda sprzed lat, nie bukowałem noclegów i nie kupowałem biletów na przejazdy. Potraktowałem ten wyjazd na luzie, jak najbardziej trampingowo.
Niezrozumiały był dla mnie brak decyzji w kwestii zakupu biletów przez Ryszarda, z którym lecę. To oraz niepoważne zachowanie innych osób związanych z projektem sprawiły, że bilety były kupowane w ostatniej chwili. Były nie tylko droższe, ale sam lot miał się odbyć z dwiema przesiadkami: w Kijowie i Stambule. A można było tak dobrać datę spotkania, by załapać się na bezpośredni lot czarterowy choćby z Katowic lub inny – z jedną przesiadką. Powtarza się więc sytuacja z Alicante. Cóż, są ludzie i klamki, jak mówiła już 30 lat temu Joasia.
Wylatujemy z Krakowa o 11:30 Ryanairem. Na lotnisku Kijów-Borispol kieruję się do korytarza z tranzytem, jest to o tyle ważne, że Ukraińcy chcą od przylatujących strachowki – ubezpieczenia zdrowotnego. Urzędnik w mundurze nie chce mnie przepuścić przez bramkę, chociaż mówię jak do człowieka po rosyjsku i po angielsku, pokazując bilet na dalszą trasę (bilety kupowałem w kiwi.com). Zjawia się mundurowa Ukrainka, jest bardziej kumata i ostatecznie nas przepuszcza. Mamy teraz kilka godzin oczekiwania na lot ukraińskimi liniami do Stambułu. Stojąc w kolejce do gate’u widzę, że pasażerowie mają w komórkach kody QR potrzebne w Turcji. Aby je wygenerować, trzeba wypełnić ankietę HES na tureckiej stronie rządowej. Szybko loguję się do lotniskowego wi-fi i wpisuję dane do ankiety. Powinienem był to zrobić w Krakowie! Ryszard wciąż siedzi na ławce nonszalancko rozparty w oczekiwaniu aż kolejka się zmniejszy.
Lot do Stambułu trwa nieco dłużej. Po półtorej godziny lądujemy na lotnisku IST. To nowość dla mnie, gdyż dotychczas korzystałem z lotniska SAW (lot do Dubaju) oraz z lotniska ISL (lot do Tokio) Nowe lotnisko jest supernowoczesne, zachwyca rozmiarami, przestrzenią oraz nowoczesną architekturą. Samolot do Izmiru odlatuje o 23:00, ustawiamy się do gate’u.
– Masz kod HES? – pyta mnie pracownik Turkish Airlines.
– Tak, oczywiście.
Na twarzy Ryszarda pojawiała się zdziwienie i zakłopotanie.
– Pana kod HES…
– Nie mam – oświadcza Ryszard.
Cóż, sam facet jest sobie winien. Mówiłem mu przed wyjazdem, że może być potrzebny. "Olewam to", usłyszałem w odpowiedzi. Pracownicy linii lotniczej pomagają mu zalogować się do sieci, ja nie czekam, wchodzę na pokład.
Na lotnisku w Izmirze jesteśmy po północy. Szybkim krokiem zmierzamy na stację metra, które ma nas dowieźć do centrum miasta. Kupuję dwa bilety, płacąc kartą.
– Rozliczymy się później.
Lotnisko oddalone jest o 16 kilometrów, przejazd trwa około 25 minut. Wysiadamy na stacji Hilal. Orientuję się według GPS-a i szybkim krokiem ruszamy do hotelu, w którym zarezerwowany mamy nocleg. Hotel jest czterogwiazdkowy z niewielkim holem i niezbyt reprezentacyjnym wejściem. Ryszard pokazuje wydrukowaną rezerwację.
– Sorry, ale wasza rezerwacja została anulowana – mówi hotelarz.
– A to, dlaczego?
– Nie została o czasie opłacona.
– Przekazaliśmy informację, że będziemy dziś po północy i to zostało przez wasz hotel zaakceptowane – wtrącam się do rozmowy.
– Ale wpłata nie została dokonana i dlatego rezerwacja jest anulowana.
Sytuacja staje się coraz bardziej nerwowa. Nie mam w tym momencie dostępu do internetu, nie mogę sprawdzić informacji na Booking.com. Jest 1:30 w nocy i wygląda na to, że nasz pokój został po prostu sprzedany komuś innemu.
– Sorry, nie mamy już miejsc – powtarza jak mantrę młody Turek.
Uruchamiam hotelowy WiFi i odszukuję na Booking.com alternatywne hotele w pobliżu.
– Nie ma co się użerać z tym facetem. Chodźmy do konkurencji – proponuję.
Przechodzimy parę przecznic i meldujemy się w innym hotelu, tym razem nie ma żadnych problemów. Pokazujemy recepcjoniście kody HES i kładziemy się spać.