Dzień: [1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25]


Cuzco – Lima

niedziela, 5 V 2013


Odciski palców. Na wszelki wypadek | Przez andyjskie przelęcze |


Dziś powrót do Limy. To 1100 kilometrów autobusem. Będzie to więc jedna z najdłuższych tras autobusowych podczas moich trampingów. Dłuższy był tylko przejazd z Krakowa do Olympic Beach (1544 km) oraz ze Stambułu do Teheranu (2441 km). Rozpatrywałem wcześniej przejazd pociągiem z Huancavelica przez La Oroya do Limy, jednakże „El Tren Macho” rzadko jeździ i sporo kosztuje. Wymagałby również dojazdu autobusem do Huancavelica. Chociaż podróż wysokogórską linią byłaby atrakcją, to odpuściliśmy sobie tę przyjemność. Mamy nadzieję, że podobną przyjemność sprawi nam przejazd semicamą, na którą bilety kosztują po 80 PEN!

– Zjemy chyba coś przed odjazdem? – pyta Kamila.

– Jasne! Raz na tydzień obiad nie zaszkodzi.

Podróż potrwa do rana, trzeba się więc najeść. I kupić coś na drogę. Wstępujemy do knajpy obok dworca. Ja zamawiam pollo z pieczonymi ziemniakami, sałatą i małymi cebulkami. Zaopatrujemy się w picie i wracamy na dworzec autobusowy. Nasz wypasiony autokar już stoi, a przed nim kolejka pasażerów. Podchodzą kolejno do stolika ustawionego przy drzwiach i okazują bilety i paszporty. Przed wejściem pasażerowie i ich bagaż podręczny są jeszcze sprawdzani wykrywaczem metalu. Ale to nie koniec! Ze sporym zdziwieniem odnotowujemy, że przy stoliku pobierane są także… odciski palców. – To na wypadek identyfikacji zwłok – domyślam się.

– Żartujesz sobie!

– Nie. Jak się stoczymy w przepaść to muszą potem przypisać rękę do reszty człowieka.

Wypadki w Andach są na porządku dziennym. Nie ma tygodnia, by media o nich nie donosiły.

– Chyba kiedyś czytałem w sieci o tym pobieraniu odcisków.

Kamila odważnie odciska palec wskazujący umazany tuszem na liście pasażerów, ja idę w jej ślady.

O 15:00 odjazd. Komfort autobusu zadowalający, od razu rozkładamy nasze fotele i wyciągamy śpiwory. Klima działa, że hej!

Opuszczamy kotlinę, w której położone jest Cuzco. Ostatnie spojrzenie na nieskończone morze czerwonych dachów. Fajnie tu było! Przejeżdżamy teraz przez peryferia rozłożone na zboczach gór. Przykro patrzeć na biedę u tych ludzi. Im wyżej się wznosimy, tym lepszy widok na góry otaczające nas.

[ciąg dalszy drogi]


Następny dzień Powrót do Wstępu Powrót do Strony głównej